ZRQ
Pewnego dnia obudziłem się i stwierdziłem, że nie
chce już tak żyć, wokół mnie rozpętało się piekło, chciałem od tego wszystkiego
uciec jak najdalej. Sam opuszczony nieudolnie poszukiwałem swojego miejsca na
wiecie. Pewnego dnia moje poszukiwania dobiegły końca, znalazłem swoje
miejsce... Mars, Wielka czerwona planeta oddalona od ziemi, miała dać mi
wszystko, czego pragnšłem. To wszystko dzięki korporacji Ultor, która
organizowała wyprawy na tš planetę w celu wydobycia cennych surowców, bilet
kosztował niewiele co koło dwudziestu złotych, bez chwili namysłu podjšłem
decyzje o odejcie od mojej matki ziemi. W czasie podróży wszystko przebiegało
bezproblemowo, gorzej było, gdy dotarlimy na miejsce mój piękny sen zmienił się
w najgorszy koszmar. Zamiast obiecywanego spokoju zostałem więniem wielkiego
molochu bez możliwoci ucieczki podobnie jak wielu ludzi, którzy oczekiwali tego
samego, co ja. Wszyscy zostalimy zmuszani do niewolniczej pracy, nad wszystkim
czuwali strażnicy, którzy byli wszędzie, bylimy dla nich jak psy, nie liczył
się żaden człowiek tylko dochody korporacji, do tego doszedł jeszcze wirus,
który rozprzestrzeniał się na terenie naszej kopalni, coraz więcej ludzi
umierało, wszyscy wiedzielimy, że w końcu wszyscy zginiemy, więc coraz więcej
ludzi chciało uciec, wiedzšc, że to nie może tak się skończyć, i ja powoli też
zaczšłem wierzyć, że nadejdzie dzień, w którym się wszystko zmieni...
Bunt tak wyczekiwany przez wszystkich wreszcie się rozpoczšł i
wszyscy musieli walczyć o przeżycie. Na poczštku było bardzo trudno, ponieważ
dysponowałem tylko paralizatorem, ale przy pomocy ruchu oporu udawało mi się
zdobyć coraz więcej broni, która głównie pochodziła od zabitych przeze mnie
strażników. Broni na terenie naszej kopalni było bardzo dużo, ja szczególnie
polubiłem karabin maszynowy, który niejednokrotnie pomógł mi w przeżyciu,
oczywicie broni było więcej od choćby zwykłego szotgana do wyrzutni rakiet,
ogólna liczba broni, która przewinęła mi się w czasie walk na marsie jest doć
spora, oprócz tego każda z nich dysponowała dwoma trybami ognia, co dawało duże
pole do dewastacji, oprócz tego w przeżyciu pomogły mi różne przedmioty od
zwykłej osłony poczynajšc po wielkš tarcze, która zasłania całe ciało. Oprócz
broni normalnej czasem mogłem skorzystać z broni stacjonarnej, która dysponowało
bardzo mocnš siłš ognia. Po marsie nie tylko można było poruszać się o własnych
siłach, można było skorzystać również z różnych pojazdów, które przed
rozpoczęciem walk służyły do różnych celów. Mimo tak wielu nazrzęd służšcych do
zabijania pokonanie strażników nie było proste trzeba było oszczędzać amunicje a
moi wrogowie dysponowali bardzo dobrymi pancerzami, lecz po trudnych poczštkach
zauważyłem jednak ich słaby punkt, a była nim głowa, więc szybko nauczyłem się
skutecznie acz brutalnie eliminować strażników. Ale po pewnym czasie pojawiły
się nowe problemy, którymi były maszyny chronišce kompleks, na nie już zwykłe
bronie już nie robiły absolutnie żadnego, więc walka z nimi była bardzo trudna,
lecz możliwa do wygrania. Po walkach z naszymi przeciwnikami otoczenie zmieniało
się diametralnie, powstawały dziury w cianach a także w skałach. Na marsie
praktycznie każdy przedmiot czy element otoczenia dało się zniszczyć i to nie
tylko za pomocš broni, ale i także pojazdów, znalazłem nawet taki, który był
przeznaczony specjalnie do celu wiercenia dziur w skałach. Dzięki możliwoci
niszczenia dużej częci otoczenia stało się możliwe torowanie swoich własnych
dróg. Muszę wam jeszcze opowiedzieć o wyglšdzie naszej kopalni, która może nie
była może najnowszej generacji, ale miała swój specyficzny klimat. Wszędzie było
szaro i ponuro, pomieszczenia były bardzo sterylne, całoć przerażała. Nasi
przeciwnicy również wyglšdali bardzo niebezpiecznie szczególnie maszyny, które
nie były kanciaste tylko pięknie wymodelowane i pomalowane odpowiedniš farbš.
Wyglšd całego otoczenia to jedna z niewielu rzeczy, które wspominam przyjemnie z
tamtej planety. Nasz kopalnia zawierała wiele zaułków i lepych uliczek, przez
które nieraz o mały włos nie straciłem życia, czasem najbardziej oczywista droga
okazywała się zaułkiem bez wyjcia. Mój słuch nie wspomina mile tych starć,
ponieważ bronie strzelajš, tu mocno dużym hukiem, oprócz odgłosów broni mój
słuch został narażony na działanie muzyki, która niekiedy mi bardzo pomagała,
ponieważ jej słuchanie nastawiało bardzo mocno do ostrej walki, która miała się
za chwile wydarzyć i nadawała mojej walce klimatu, jakiej tajemniczoci. Na
mojš psychikę mocno oddziaływały też komunikaty o mierci o moich towarzyszy
broni. Strażnicy, których okrzyki wprawiały w niepewnoć, poza tymi okrzykami
wprawiali mnie w miech swojš głupotš, o profesjonalizmie w ich pracy nie mogę
powiedzieć nic, to była zupełna fuszerka. Zazwyczaj stosowali uciekania i
błagania o litoć a następnie strzelania w plecy, czy też wbiegali wprost na
lufę mojego karabinu. Oprócz strażników spotkałem również innych pracowników
kopalni, zazwyczaj była to pomoc medyczna, która okazała się bardzo cenna tuż po
walce. Ta przygoda podobała mi się do momentu odkrycia braku automatycznego
zapisu gry na poczštku planszy, co przy niektórych misjach bardzo przeszkadza
(przez te babol nie ukończyłem gry, ponieważ po wybraniu reststarta z menu gry
zamiast rozpoczšć całš misje od nowa ja zaczynałem całš rozgrywkę od nowa, a że
była to misja na czas to żegnaj gierko).
W grę grało mi się bardzo przyjemnie do momentu odkrycia tego
braku zapisu gry na poczštku planszy, oprócz tego gra czasami dziwnie zachowuje
się po zginięciu naszej postaci. Niestety jej długoć też nie jest w specjalnie
sposób powalajšca, jednak to kawał solidnej gierki i zagrać warto.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
7+/10 |
P L U S Y |
+ Grafika
+ Niskie wymagania sprzętowe
+ Obsługa pojazdów
+ Geo mod
+ wietna muza w trakcie gry
+ Cena
|
M I N U S Y |
- Niekiedy bardzo głupi zachowanie przeciwników
- Mogła być dłuższ
- Brak automatycznego zapisu gry na poczštku planszy
- Niekiedy dziwna fizyka
|
O
P
I
N
I
A |
Red Faction spokojnie zasługuje na 8/10. Swojego czasu zagrywałem się w niš
godzinami. Ja polecam w niš zagrać, szczególnie że wiele nie kosztuje. |
 |