|
spis treści | poprzednia strona | następna strona |
|
Kolejny film, który mam zaszczyt ochrzaniać, to Reign of Fire. Nie chodzi o to, żebym oglądał tylko kiepskie filmy, ale cóż... nie mam szczęścia, bo filmy do recenzowania biorę losowo;). A więc fabuła filmu w skrócie: Główny bohater, dwunastoletni Quinn, przylazł do swojej rodzinki w kopalni. Gada z rodzicielką, po czym odchodzi. Zauważa dziurę w ścianę, wchodzi a po chwili ucieka. Chłopak nieświadomie obudził ze snu smoka, którego rasa zniszczyła dinozaury. Quinn ucieka, ale smok niszczy kopalnię i zabija wszystkich w środku. Mija dwadzieścia lat. Smoki niszczą niemal cały świat, polują na ludzi(a teraz będzie totalna głupota;)). Quinn razem z grupą ludzi mieszkają w ruinach zamku na urwisku, chociaż po niebie latają smoki ;P. Gdy pewnego dnia smok niszczy ich pola uprawne(pomidorów), do siedziby przybywa Van Zan - Amerykanin, który poluje na smoki(jak? Dowiecie się na końcu;)) i twierdzi, że znalazł sposób żeby je pokonać(znaczy wybić wszystkie z tatusiem na czele;)). W tym celu rusza do siedziby smoków ze swoją mini armią. W tle widać zniszczony Londyn, nad którym startują smoki. Są ich setki, ale nagle pojawia się jeden - olbrzymi, potężny smok rodzaju męskiego i łapie w paszczę jedną smoczycę(bo tylko on jest "facetem" i posiada "harem":)), po czym wraca na ziemię. Quinn, Van Zan i dziewczyna(sorry ale zapomniałem jak się nazywa, ale jest grana przez Izabellę Scorupco) wkraczają do zrujnowanego Londynu z zamiarem uśmiercenia jedynego męskiego smoka przez wstrzelenie mu do gardła strzały z ładunkiem wybuchowym. Ale oczywiście coś idzie nie tak i muszą się ratować. Van Zan oszalał(według mnie), wspina się na coś typu wieża i skacze na mordę smoka. Myślicie, że może z bombą? A właśnie, że nie! Skacze na mordę smoka ok. 1000 razy większego z... TOPOREM!!! Bestia połyka go, ląduje na ziemi, Quinn i Izabella siedzą w ukryciu, aż smok wyjdzie na dobrą pozycję do strzału i po pewnym czasie strzelili. Smok zdechł. Potem jakieś bzdety i koniec filmu. Ogółem film da się przełknąć, mimo kilku niedociągnięć i braku logiki. Ma zalety i wady, ale przewagę tych drugich. Krajobraz - idealnie pasujący do smoków, tzn. spalone ziemie, pustkowia, ruiny. Smok - arcydzieło sztuki efektów specjalnych, które pochłonęły zapewne lwią część budżetu. Zwinne, efektowne, przebiegłe i - rzecz jasna - zionące ogniem. Klimat - nie dorównujący wielu innym filmom, ale jest na dobrym poziomie. I to wszystko! Więcej zalet nie ma, albo ich nie znalazłem! Krótko mówiąc: film o walce ze smokami w bliskiej przyszłości. Pomysł dobry, ale źle wykonany. Dlatego stawiam mu mocno naciąganą 4+ na 10 możliwych. Moja ocena: 4+/10 radzio_ radzik__@op.pl radzio_b1@poczta.onet.pl |
|
|