spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Władca Pierścieni: Powrót Króla|

Władca PierścieniJuż od pewnego czasu bardzo chciałem napisać tę recenzję. I nie dlatego, że jest to banalnie łatwe do zrobienia. Mam pewien sentyment do Tolkienowskiej trylogii, mimo iż fantasy nienawidzę. W ogóle nie podobał mi się "Hobbit", "Wiedźmin" i inne tego typu znane pozycje a "Władca pierścieni" - rewelacja!!! Tyle, że co to ma wspólnego z trylogią Jacksona? Otóż bardzo wiele, ponieważ moja fascynacja "Władcą pierścieni" rozpoczęła się po obejrzeniu "Drużyny pierścienia" w reżyserii Nowozelandczyka. Teraz nadeszła pora na podsumowanie.

Pierwsza część była bardzo żywiołowa, dynamiczna, trzymała w napięciu do samego końca i mimo wielu niezgodności z książką (chociaż polemizowałbym, czy jest to minus) to całkiem niezła pozycja. Druga część: bogata w mnóstwo niepotrzebnych dłużyzn, akcja nie była już tak wartka ale nadal warto było obejrzeć film. A jak jest z trzecią częścią?

Pod względem zgodności z książką "Powrót króla" wypada najlepiej, aczkolwiek nadal jest sporo różnic z wersją Tolkienowską. Podoba mi się również gra większości aktorów (z wyjątkiem Orlando Bloom'a, anorektyczki grającej Galadrielę, agenta Smitha i największej laski/krowy (niepotrzebne skreślić), czyli boskiej/żałosnej Liv Tyler), świetnie opracowana postać Golluma (ba, rewelacyjnie!!!) i jeszcze różne fajne smaczki. Jak zwykle miałem okazję podziwiać przepiękne australijskie krajobrazy, za co Jacksonowi chwała. Sceny batalistyczne wyglądają rewelacyjnie i wywierają piorunujące rażenie. Sporo się dzieje choć nie przez cały czas. Muzyka jest bardzo dobra, prosta, przyjemna dla ucha. Nie muszę już chyba wspominać o tym jak bardzo podnosi moją ocenę wynik pracy grafików komputerowych i speców od animacji. Mógłbym wymienić jeszcze sporo plusów, ale te są najważniejsze i w zupełności wystarczą. Przyszła pora na zaatakowanie "Powrotu króla" z drugiego frontu.

Największy burak (choć wolałbym jeszcze bardziej dosadnie wyrazić swoje odczucia), bez żadnych wątpliwości, to zakończenie. Wydłużone do granic niemożliwości, nużące, powolne i bezsensowne odpycha (przynajmniej mnie) od ekranu pozostawiając niesmak i zażenowanie. Skupia się na mało istotnych wydarzeniach. Prościej - jest badziewne!!! Jeśli chodzi o grę aktorską to mam zastrzeżenia tylko do kilku postaci (zresztą tak było przy każdej części). Oczywiście Hugo Weaving jest jak zwykle tragiczny, kopiuje gesty i mimikę z "Matrixa".

Aż dziw, że nie wylatuje przed Mordor krzycząc: "This is my world Sauron, my!!!". Żałosne. Dalej - mega laska Liv Tyler. Ja nie wiem skąd Jackson ją wytrzasnął! Może po schroniskach chodził, albo z hyclem jeżdził? Grać, gra nienajgorzej, ale odpycha wyglądem. Dalej Tony Bam Legolas Hawk Margera - chyba wszyscy wiedzą o jaką akcję chodzi i kojarzą, kim jest Tony Hawk (no jasne!) i Bam Margera (no jasne!)? Po prostu nie lubię dziada a jego gra nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. Galadriela (bodajże Cate Blanchet (jakby co to niech mnie ktoś poprawi)) w tym filmie pod względem seksapilu pokonuje samą Liv Tyler! Cholera, takiej laski to ja jeszcze nie widziałem!!! Szkoda tylko, że jest za gruba o jakieś 40 kg :). Czuję się znacznie lepiej po zgnojeniu mojej ukochanej czwórki.

Napisałem wcześniej, iż sceny batalistyczne są rewelacyjne, zapierają dech w piersiach i wcale nie chcę się z tego wycofywać ale... Panowie, to czysta amatorka!!! Wszystko przeprowadzone bez sensu! A gdzie element strategiczny, logiczny (oblężenie Gondoru i strzelanie weń głazami o średnicy normalnej wieży?! - pięć minut i po Gondorze!)? Los tragikos amatorros!!! Ale co ją się dziwię - Peter Jackson jest zdrowo pier......ty. W końcu nikt normalny nie nakręciłby "Martwicy mózgu" (or "Braindead" in original version). Dalej. Dlaczego 1000 wojska wygląda jak ok. 50000 wojska? Bo ja tego nie rozumiem.

To będzie już ostatni minus, ale zabolał mnie osobiście najbardziej i bolał także po obejrzeniu drugiej części "Władcy pierścieni". Gdzie podział się klimat i dynamizm "Drużyny pierścienia"? Co się stało z wartką akcją? Bo teraz... a, nie wypowiem się.

To nie jest do końca to, czego oczekiwałem i trochę się zawiodłem. Brakowało mi paru rzeczy. Czyli kolejne zakończenie trylogii do d..., ale można się było tego spodziewać. Przynajmniej lepsze od "Matrixa: Rewolucji" - nieznacznie, ale lepsze. Kto chce niech obejrzy, ale niech nie oczekuje zbyt wiele.

Ocena ogólna: 4+/10 (nawet gdybym chciał nie mogę postawić wyższej oceny)

PS. Jeszcze jeden minus - A co stało się z Sarumanem? Umarł w tej wieży? A może zabrali go na "rape tortures" (rape - gwałt)?


Tyt. oryg - "Lord of the rings: Return of the king"
Rok produkcji - 2003
Gatunek - fantasy
Scenariusz - Peter Jackson
Reżyseria - Peter Jackson
Muzyka - ???
Obsada - Elijah Wood, Hugo Weaving, Viggo Mortensen, Orlando Bloom, Liv Tyler i inni


Adrian "Borgia" Kurowicki
akurowic@zamoyski.edu.pl


|strona 11|