|
spis treści | poprzednia strona | następna strona |
|
Przyznam się szczerze, iż filmy obyczajowe i psychologiczne to moje ulubione gatunki. Najciekawsze tematyki, chyba najtrudniej spaprać i zawsze mają jakieś przesłanie. Dlaczego o tym wszystkim mówię? Ponieważ "John Q" to właśnie nic innego jak dwa wymienione przeze mnie gatunki, wymieszane i połączone w jedną całość. Wyżej wymieniony film opowiada historię ojca i syna, który ma chore serce i potrzebuje jak najszybszego przeszczepu. Problem w tym, iż dyrektorowi (wprawdzie to kobieta, ale już nie chciało mi się poprawiać tekstu) szpitala wcale do zabiegu się nie śpieszy. Zdesperowany ojciec podejmuje decyzję, od której zależy życie syna. Postanawia uwięzić i przetrzymywać jako zakładników personel szpitala i pacjentów dopóki jego syn nie otrzyma nowego serca. W miarę upływu czasu sprawy się komplikują, pojawiają się nowe problemy. Jakie i co się dalej będzie działo nie powiem, bo film trzeba obejrzeć. Od czego by tu zacząć tak, żeby nie zepsuć recenzji? Zaraz ... przecież to ja oceniam, więc co innym do tego! Tylko, że jak tak dalej będę gadać to nikt tego nie przeczyta. Dobra, pora na konkrety. Bardzo dobry pomysł na fabułę. Ludzie lubią wzruszające historie, co wcale nie znaczy, że musi to być od razu o nieszczęśliwej miłości. "John Q" jest o miłości, ale o miłości ojca do syna, gotowej na wszystko. Zasze czułem sentyment do wzruszających filmów, nawet jeśli nie wszystko w nich do końca grało. Tyle, że w "John Q" nie ma zbyt dużo niedociągnięć. To całkiem dobry film. Nie mogę powiedzieć, że oryginalny, ale dobry. Tym bardziej kiedy mamy do czynienia z grą aktorską. Denzel Washington i Robert Duvall to aktorzy wysokiego formatu. Nie powiem, żeby jakoś strasznie szaleli na planie, ale efekt jest zadowalający. "John Q" to film, w którym bez problemu jesteśmy w stanie przewidzieć dalszy ciąg akcji. Nie zaskakuje nas nic a jednak ... oglądamy film z zapartym tchem. Dlaczego? Ponieważ "John Q" tak jak ,np. "Przekręt", "Zielona mila", "Zagubiona autostrada" to film magiczny. Wprawdzie wyżej wymienione pozycje biją na głowę "John Q", ale i tak jako całość spisuje się w miarę przyzwoicie. Wyczerpałem temat a poza tym to już mi się trochę nie chce pisać. Powiem krótko: Film jest fajny i warto go obejrzeć mimo, iż niczym nie zaskakuje. Ot tak, z nudów można obejrzeć. Ocena ogólna: 8/10 PS. Dziesiątka jest dla filmów rewolucyjnych. Dziewiątka dla filmów bez wad. Oczywiście te z dziesiątką również nie mają wad. PS2. Przesadziłem z tą magicznością. Tyt. oryg - "John Q" Rok produkcji - 2002 Gatunek - obyczajowy Scenariusz - ??? Reżyseria - ??? Muzyka - ??? Obsada - Denzel Washington, Robert Duvall, (taki zabawny grubas z "American History X") i ??? Adrian "Borgia" Kurowicki akurowic@zamoyski.edu.pl |
|
|