O naśladowaniu Mistrza

Ostatnio dorwałem się do dwóch książek - "Ostatni Władca Pierścienia" oraz "Pierścień Mroku". Obydwie mają bardzo dużo wspólnego z naszym kochanym "Władcą Pierścieni" - pierwsza bowiem opisuje Wojnę o Pierścień widzianą oczami Nieprzyjaciela, a powieść pana Pierumowa posiada akcję osadzoną w realiach Śródziemia 300 lat później po pokonaniu Saurona, a wszystko jest łudząco podobne do powieści Tolkiena - Folko chociażby... ale do rzeczy. I co zauważyłem? Może najpierw do czego doszedłem (ale jestem odkrywczy). Doszedłem bowiem do tego, że autorzy tychże książek mieli chyba historię podobną do mojej. Zafascynowani światem wykreowanym przez Mistrza, przez nagły przebłysk natchnienia postanowili napisać powieść jakby w hołdzie Tolkienowi. Różnica jednak polega na tym, że oni nie przestali pisać po napisaniu pięciu stron A4. I cieszę się z tego powodu, bo miałem co czytać :). Ale do sedna. Powieści napisane są dobrze, nie widziałem żadnych kolizji w związku z fabułą tolkienowską (no, może malusieńkie szczególiki...). Jednak mając w pamięci kunszt, z jakim pisał Mistrz, a czytając dzieła tych dwóch panów, ta nasza wiedza wychodzi aż zbytnio na wierzch. I wtedy dochodzimy do wniosku, że ci pisarze nie osiągneli tego poziomu co Tolkien... nie doszlibyśmy do tego, gdyby nie świadomość, że kiedyś czytaliśmy coś podobnego, ale w wersji, która wyszła spod niesamowitych palców Mistrza. A dowodzi to rzeczy takowych - że Tolkien jest naprawdę niepowtarzalny, że można próbować go kopiować, ale nigdy nie osiągnie się tego poziomu, a także, jak rozbudowanym miejscem jest Śródziemie, wykreowane przecież przez niego. Jest na tyle rozbudowane, że można go obracać z każdej strony, dorabiać własne szczegóły, a i tak wszystko jest idealnie dopasowane. Choćby dla tego właśnie warto przeczytać "Władcę"...

windoo