J.R.R. Tolkien - "Hobbit, czyli tam i z powrotem"

Wśród wielu dzieł Tolkiena najjaśniej świeci "Władca Pierścieni". To właśnie ta książka przyciąga do siebie tylu czytelników i z każdym jej otwarciem tworzy nową historię o miłości, przyjaźni, poświęceniu. W jej cieniu żyje reszta powieści Mistrza, które, nie wiedzieć czemu, nie zdobyły już takiej popularności. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po nie sięgnąć, na pewno będzie to dobry wybór, w końcu nazwisko na okładce mówi samo za siebie. Nie ukrywam też, że jeśli ktoś już się na taki krok zdecyduje, wtedy może bez żadnych wątpliwości wybrać "Hobbita", skromniejszą wersję historii o Pierścieniu.
Książka ta była pisana z myślą o dzieciach, początkowo samego Tolkiena, dopiero później, w 1936 roku trafiła do sprzedaży, z zapewnieniem pewnego młodego recenzenta, że "na pewno pokochają je wszystkie dzieci od lat pięciu do dziewięciu":). Teraz wydaje się to nawet śmieszne - książka, którą czytają miliony, doszukując się jakiś ukrytych znaczeń i treści, a tak naprawdę sam Hobbit to bardzo przyjemna i niemożliwie wciągająca w swoją historię opowieść.
Dokładniej zaś chodzi o pewnego hobbita, którego miała spotkać niesamowita przygoda. Do tego czasu żył sobie jednak spokojnie, jak to hobbit, nie zdając sobie sprawy z tego, że pewnego dnia właśnie od niego będą zależeć losy całego Śródziemia. A wszystko zaczęło się, gdy czarodziej Gandalf odwiedził jego posiadłość. Wizyta ta dość poważnie zakłóciła dzień naszego Bilba, ale dość szybko się z nią uporał, myśląc, że wraz z odejściem czarodzieja pozbył się wszystkich problemów, które mógł ze sobą przynieść. Jednak niedługo po tym jego dom odwiedziła zgraja krasnoludów proponując mu wyprawę mającą na celu odzyskanie ich dano skradzionego skarbu. Bilbo niechętnie się na to zgadza, ale jednak pokonuje typową naturę hobbita i wyrusza w roli złodzieja z krasnoludami oraz Gandalfem, by pokonać złego smoka Smauga pilnującego nieprzebranych bogactw.
Po drodze pełnej niebezpieczeństw i dotarciu na miejsce w końcu udaje im się odzyskać skarb. Smok zostaje zabity, ale nie obeszło się bez ofiar. Okazuje się, że niektóre rzeczy wymagają większych poświęceń niż na to zasługują. Bibo cały i zdrowy powraca jednak do swojego domu, bogatszy o wiele doświadczeń. Oraz oczywiście o dość pokaźną liczbę co cenniejszych rzeczy zdobytych na wyprawie, które zresztą starczyły mu jeszcze na bardzo długo i o jeden początkowo niepozorny Pierścień.
Tak, właśnie ten, wokół którego toczyła się historia opowiedziana w "Władcy Pierścieni". Bilbo "przypadkowo" znajduje go błądząc po jaskini, w której mieszka Gollum (w tej chwili już były właściciel pierścienia) i później używa, by uciec z wielu niebezpieczeństw. Więcej szczegółów dotyczących tej historii znajduje się we "Władcy" właśnie, co sprawia, że jest dużo bardziej ciekawa.
Nawiązań do trylogii jest tu też oczywiście więcej, choćby właśnie Gollum (swoją drogą wyobrażałem sobie go całkowicie inaczej niż w filmie) i inne postacie jak Gandalf i Bilbo. Jednak tutaj nikt nie próbuje ratować świata, to dopiero preludium do właściwej historii. Książkę naprawdę warto przeczytać, nie tylko dlatego, że stanowi wstęp do "Władcy Pierścieni". To jednak z tych powieści, które czyta się kilka razy, jedynie po to, żeby brać udział w radosnej i dobrze kończącej się historii. Podróżować wraz z Bilbem Bagginsem, krasnoludami i Gandalfem, który zajmuje się - jakby się mogło wydawać - głupotami. Nie martwić się jak na razie losem świata, tylko tym, co się zdobędzie po pokonaniu smoka. Jedynie dobrze się bawić.
Świetna książka.

Daz