| |
Czy to dobrze, że J.R.R. Tolkien napisał "Władcę Pierścieni"?
Tak jakoś na dziwny temat piszę tego arta, ale na języku polskim mamy akurat rozprawkę,
więc postanowiłam trochę poćwiczyć :) Jednak nie bez powodu siedzę przed monitorem i wymyślam tekst. On po
prostu będzie natchniony, bo mam znajomą co ciągle wygaduje wyssane z palca bzdety na temat prozy
tolkienowskiej, więc muszę wyciągnąć wnioski, bo dłużej nie mam ochoty tego wysłuchiwać. Może uda mi się
wreszcie przemówić do rozumu tej [cenzured] :-). Przejdźmy więc do rzeczy, bo przecież nie piszę arta o mojej
złośliwej koleżance, tylko o Tolkienie.
Zacznijmy od tego, że świat bez jego prozy nie byłby taki, jaki jest dzisiaj. Tak, tak! Gdyby John Ronald
zrezygnował z pisania czegokolwiek i został np. matematykiem, to czy C.S. Lewis napisałby "Opowieści z
Narnii" [Owszem, bo powstawały równolegle do WP - dop. Ted], czy powstałby "Harry Potter"
i czy proza Sapkowskiego byłaby zatytułowana "Wiedźmin"? Cóż, nikt tego nie wie, ale domyślam się,
że wiele książek i opowiadań nie powstałoby, gdyż opiera się na samym Tolkienie. Gdyby nie stworzył on
"Władcy Pierścieni", wiele osób żyłoby w jeszcze bardziej szarym, niż teraz, świecie. Dużo ludzi,
daleko nie patrzeć, bo chociażby moja skromna osoba, z pewnością miałoby inne hobby niż ma teraz, może dla
nich fantastyka byłaby niczym, gdyż to właśnie J.R.R. Tolkien jest ojcem gatunku fantasy. Szczerze mówiąc, ja
zainteresowałam się taką prozą dopiero po zapoznaniu się z Tolkienem, wcześniej wolałam science-fiction. Z
pewnością wiele osób podziela moje zdanie.
Załóżmy również, że "Władcę Pierścieni" napisał ktoś inny. Kto? Powiedzmy, że pani Rowling miałaby
chrapkę na napisanie czegoś ciekawego. Wyobraź sobie teraz, drogi Czytelniku, Joanne Rowling siedzącą w
kawiarence nad grubym notatnikiem A5. Co tam pisze? No, oczywiście "Władcę Pierścieni"!
Przypuszczam, że główny bohater to... Harry Took, który wraz ze swoim sługą Ronaldem Brandybuckiem i swoją
dziewczyną nazwiskiem Hermiona Gamgee (a nie Granger...) muszą udać się do krainy, powiedzmy, Isengrad (!!!),
gdzie rządzi potężny Voldermort Biały. Owy gość mieszka sobie w wysokiej wieży o nazwie Hogwarth. I tak to
Harry z paczką kumpli idzie do tegoż państewka, a po drodze spotykają go różne niesamowite przygody. I tak
dalej, i tak dalej... Pomysł ten nie jest zbyt ciekawy (ale ten na "Harry'ego Pottera" też nie
należy do najlepszych), co jest kolejnym argumentem dążącym do uzasadnienia zdania "Czy to dobrze, że
J.R.R. Tolkien napisał "Władcę Pierścieni"?".
Sądzę, że gdyby tak na przykład Mickiewicz napisał "Władcę Pierścieni", brzmiałoby to z pewnością
bardzo ciekawie (ci, co wiedzą jak został napisany "Pan Tadeusz", rozumieją, o co mi chodzi). Kiedyś
w czasopiśmie "Science-fiction" zamieszczono coś bardzo interesującego - "Kuszenie Boromira"
w przekładach różnych polskich autorów. Wierzcie mi, kiedy pożyczyłam ten numer od mojego nauczyciela, to
myślałam, że spuchnę ze śmiechu. Ktoś miał naprawdę dobry pomysł i należą mu się z tego powodu serdeczne
gratulacje. Oczywiście według mnie najlepsza była interpretacja a'la Mickiewicz. Więc wyobraźmy sobie, że
autor "Pana Tadeusza" rzeczywiście stworzyłby "Władcę Pierścieni". Wtedy róg miałby i
Wojski, i Boromir. No, no, ale byłoby fajnie, nie ma co. No comments.
Cóż. Nie rozpaczajmy. Przecież "Władca..." mógł zostać napisany przez Stephena Kinga. Prawda?
Prawda! No, tak... A jakby tak było rzeczywiście? Ano, powiadam ci, Czytelniku, wtedy całego "LOTR'a"... szlag by trafił.
"Władca Pierścieni" byłby wtedy istnym horrorem. Powieść na pewno straciłaby na klimacie
fantastycznym i spójnością. Pan Stefek z pewnością władowałby do niej mnóstwo przerażających wydarzeń rodem z
"Jasności". Książka byłaby ciekawa, a wyobraź sobie, gdyby tak nosiła tytuł "Władca Strachów",
Danny nazywałby się Frodo, Wendy byłaby hobbitem-zombie, Jack nie rzuciłby picia, tylko jeszcze bardziej się w
nie pogłębiał, a Zła Rzecz to nie byłby alkoholizm Torrance'a, tylko Pierścieniem, nad którym ciąży śmiertelna
klątwa. No, a pech chciałby, że właśnie Frodo znalazł ten Pierścień... I co biedactwo miałoby z tym fantem
począć?
Argumentów jest dużo więcej, można je przytaczać w nieskończoność, bo w końcu świat ma wielu dobrych pisarzy,
takich jak Henryk Sienkiewicz, Terry Prachett czy Neil Gaiman. Jednak krótkie podsumowanie, a jednocześnie
odpowiedź na pytanie zawarte w tytule: DOBRZE, ŻE TO TOLKIEN NAPISAŁ "WŁADCĘ PIERŚCIENI". Bo nikt nie
kochałby "LOTR'u" czyjegoś innego pióra, jak nie Johna Ronalda Reuela Tolkiena.
Terminatrix
|
|