Dlaczego "Władca Pierścieni" jest beznadziejny

Niezły tytuł, co nie? Ale mniej więcej zgodny z zamierzeniem tego tekstu. Tak się składa, że dość dawno sam przeczytałem trylogię Tolkiena i nawet mi się podobało. Jednak gdy potem dowiedziałem się, że to niby jest kultowe, niepobite, ma przesłanie i że świat jest dopracowany i nawet bardziej wiarygodny od ludzkiego, to tylko pusty śmiech mnie ogarnął. Czary mojego zdenerwowania, ale i rozbawienia dopełnił tekst Mat Kata o cyklu książek Joanne K. Rowling. Autor tak mnie rozśmieszył, że postanowiłem napisać co nieco o obu książkach. Rozumiem, że jak się ma 13 lat to się chce za wszelką cenę wszystkim pokazać, jakim to się jest dorosłym, ale stwierdzenie, że WP jest poważną lekturą a HP książką dla małych dzieci jest wręcz idiotyczne. "Słowacki wielkim poetą był", powtarzają bohaterowie "Ferdydurke" Gombrowicza (może już czytałeś Kitkat). Mi do takiej sytuacji idealnie wpasowują się reakcje na książki Sapkowskiego i Tolkiena. Każdy, kto nie zna się na fantastyce, a chce pokazać, że się zna, mówi, że najlepsze książki to "Władca Pierścieni" i "Wiedźmin". No bez przesady, ale czy naprawdę wszyscy mówiący takie rzeczy czytali wszystkie książki, które mogliby ocenić? Moim zdaniem sława tych dwóch pisarzy jest zdecydowanie niezasłużona, bo o niebo lepszy styl pisma o w ogóle ciekawszą temtykę reprezentuje sobą Wojtek Świdziniewski. Ale on się nie wybije bo nie miał trafa, żadna jego książka nie sprzeda się tak jak nowa powieść Sapkowskiego, tylko dlatego, że Wojtek nie ma nazwiska. Tak więc Mat Kat, przed każdym zdaniem w twoich artykułach powinno stać stwierdzenie: "Moim zdaniem". Bo tylko twoim zdaniem książki Tolkiena biją inne o głowę i mają jakieś przesłanie, i tylko twoim zdaniem Harry Potter nic sobą nie reprezentuje (no, może Harry nie, ale cykl książek o nim na pewno tak). Zresztą jeśli ktoś nie czyta ani jednego pisma branżowego i nie czyta co najmniej dwóch książek fantastycznych w miesiącu, dla mnie jego zdanie nic nie znaczy, bo co on może wiedzieć. Mat Kat, ile ty książek przeczytałeś w życiu? 10 (tomy "Wiedźmina" + trylogia)? OK, pora wreszcie napisać coś zgodnego z tytułem (wstęp na 2000 znaków, że też zawsze muszę się tak rozpisywać).
Podstawową rzeczą, która mi nie odpowiada w pisarstwie Tolkiena to straszna dziecinność. Istoty w książkach Profesora dzielą się na dwie grupy: Dobre i Złe. O ile elfy, krasnoludy itp. są wymyślone i nieśmiertelne (krasnoludy są śmiertelne ale i tak magiczne)i mogą być nieskończenie dobrzy, to ludzie powinni być ludźmi. A tymczasem jeden naród (zapomniałem nazwy)jest zły - to znaczy, że każdy jego mieszkaniec jest do szpiku kości niegodziwy i posiada same wady, tymczasem każdy obywatel Gondoru z pokorą i uniżeniem służy swojemu władcy i w ogóle jest mężny. A w zasadzie nikt nie jest zły, tylko po prostu jest pod wpływem Saurona. To najbardziej naiwne i w ogóle wyklucza jakikolwiek morał powieści: "Wrzuć pierścień do dziury, a zniknie całe zło tego świata i wszyscy będą dobrzy". Od czarno-białego stereotypu odchodzi tylko kilka osób, głównych bohaterów. Ja rozumiem, że z powieści by nic nie wyszło gdyby trzeba było opisywać to, co normalnie się dzieje w wielkim królestwie, ale w takim razie nie mówcie bzdur, że świat trylogii jest dopracowny i spójny. Moje ulubione książki opowiadają historię najwyżej kilku ludzi ("Zakon Feniksa" bliżej opisuje w sumie tylko jednego człowieka na 950 stronach), ale robią to w sposób wiarygodny i postacie postępują sensownie i zgodnie z ich charakterami. WP jest dla mnie niczym polska telenowela - trzeba coś wymyślić, żeby pociągnąć dalej fabułę i zazwyczaj jest to nienormalne. Kiedy Frodo wrzuci pierścień do dziury, Gandalf przylatuje do niego na Orle. Dlaczego od razu nie podleciał tam i nie wrzucił pierścienia do Orodruiny? Żeby książka ciągnęła się przez trzy tomy, żeby było coś ciekawego. Nie będę mówić o wielu innych szczegółach, które być może istniały ale nie zostały zapisane, np. brak administracji ani źródła niektórych surowców (skąd Gondor brał tyle żelaza? Kto je przywoził?). Po prostu stwierdzam, że w porównaniu z Zakonem Feniksa, gdzie mamy denerwującą biurokrację i ludzi martwiących się tylko o to, żeby się na razie nie zmęczyć, wypada to wszystko blado. W ZF jest też inna rzecz - pomyłka. Po prostu bohater myli się i przez to wiele traci. Co najgorsze, nie ma na kogo zwalić. Niby jest dobry i w ogóle, ale przez jego własną głupotę i lenistwo ginie ostatni człowiek, któremu życzyłby śmierci. I inni ludzie wcale nie są po to, żeby zrobić z Harry`ego większego bohatera. Jedni mu zazdroszczą, inni lekcekeważą, i w ogóle traktują go po prostu jak by to robili normalni ludzie.
I ja rozumiem, że w książce nie chodzi o to, czy świat jest wiarygodny, ale o to, czy się ją dobrze czyta. Tylko niech mi nikt nie wmawia pierdół, że "Władca Pierścieni" to książka dla dorosłych i ma przesłanie (niby JAKIE? Nie bądź zły, bądź dobry???), a Harry Potter to prymitywna książka dla dzieci. Wiesz co, Mat Kat? Myślę, że po prostu nie dorosłeś do tej książki. Nie traktujesz książek obiektywnie, tylko tak jak mówią to inni. Jesteś bez własnego zdania. Ja rozumiem, że dla kogoś HP może być zbyt skomplikowany, ale mówić, że WP ma przesłanie a HP nie? Takie argumenty po prostu odpychają mnie od literatury Tolkiena, skoro jego fani są tacy głupi. PRECZ Z WYMĄDRZAJĄCYMI SIĘ GÓWNIARZAMI!
W którymś numerze AMFantastyki niejaki Daz pisał coś w rodzaju: "Zaletą twórczości Tolkiena jest prosta historia - są dobrzy, są źli i jedni walczą z drugimi. Nawet zdrada Boromira dobrze się kończy". Hmm... jak dla mnie prostactwo jest wadą...
Jak powiedział Feliks W. Kres: "Fantasy upadnie, ponieważ nie ma ograniczeń - chcesz, żeby bohater chodził po ścianach albo rozmawiał ze zwierzętami - robisz to. Wszystko może się stać i nic nie jest wyjątkowe, dlatego na dłuższą metę fantasy staje się nudne". Właśnie taki jest Władca Pierścieni. Ja wolę HP - bo postacie tam są ludzkie i postępują zgodnie ze swoimi charakterami i z logiką (już to mówiłem, ale co tam).

ogqozo

PS. Kilka argumentów zaczerpniętych z felietonu Świdziniewskiego w 34. numerze Science Fiction.

PS2. Polscy autorzy lepsi od Sapkowskiego to moim zdaniem: Świdziniewski, Szostak, Pacyński, Orbitowski, Pilipiuk, Pawlak, Kołodziejczak, nawet Ziemkiewicz i Ziemiański (ten ostatni pisze książki dużo realistyczniejsze), Kres. Piszę "moim zdaniem", bo nie każdemu muszą się podobać te same książki i każdy, kto czyta książki dla przyjemności, a nie dlatego, że "tak wypada, są znane" ma swoją własną klasyfikację.

PS3. Temat "Dlaczego ludzie?&Quot; jest dość śmieszny. Czy to, że książki fantasy ZAZWYCZAJ piszą ludzie ma jakieś znaczenie? Gdyby to elfy czy krasnoludy pisały książki to myślę, że sytuacja byłaby inna.