Jacek Piekara - "Arivald z Wybrzeża"

Niedawno w ręce wpadła mi książka naczelnego "Fantasy", Jacka Piekary. Jak się okazało, "Arivald z Wybrzeża" jest zbiorem opowaidań z upadłego (?)już pisma Fenix, wydanym za czasów, kiedy "Fantasy" jeszcze raczkowało (2000). Co do samej książki - jest pisana w miarę przyjmemnym językiem, aczkolwiek często widać niedoskonałości i nie powiedziałbym, że Piekara jest mistrzem pióra. Niemniej fragmentami książka jest naprawdę dobra. Głównym bohaterem jest naturalnie niby-mag Arivald. Opowiadania są odzielnymi historiami, ale ułożone są chronologicznie i opowiadają pewną fabułę. Ten skład to:

"To, co najważniejsze" - krótki tekst o początkach sławy Arivalda. Fajny sposób gość znalazł, ale nic specjalnego.

"Arivald z Wybrzeża" - dość ciekawy tekst. Kilka razy można się zdziwić, no ale trudno - autor znalazł sobie świetnego bohatera (supersilny, sprytny, wielkie umiejętności magiczne). Kilka zachowań ciągnących dalej fabułę jest wymuszanych, ale jakoś można to przeboleć. Porządne.

"Cudak z Cudakowego Lasu" - znowu krótkie opowiadanie, ale bardzo fajne. Lekkie wyśmianie różnych reguł panujących w literaturze fantasy... nawet dobre.

"Czarodziejki Chaosu" - chyba najlepsze opowiadanie. Arivald musi zaspokajać wybujałe potrzeby trzech ponętnych panienek! Hłe hłe hłe, myślicie, że to świetnie? To przeczytajcie. Trochę fragmentów świadczących o niedoświadczeniu w zaciekawieniu czytelnika, ale pomysł świetny. Książkę warto przeczytać choćby dla fragmentu, w którym pada zdanie: "Prędzej, bo Arivald może teraz umierać z głodu, pragnienia albo ran!", a potem... nieee, nie powiem wam tak po prostu - świetny fragment. Ogólnie język jest dość luzacki, ale takich rodzynków jak wyżej wymieniony nie znajdziemy wiele.

"Arivald i wiedźmy" - eee... słabe. Nasz bohaterski mag powstrzymuje złych ludzi przed wytępieniem niegroźnych wiedźm, a no końcu zacofuje umysł niegodziwca. Nic specjalnego.

"Ani słowa prawdy" - niezłe opowiadanie o krasnoludach i ciemnych kopalniach. Poważniejsze niż inne, trochę tajemnicze, ale tego typu zagrania niezbyt dobrze wychodzą autorowi. Może być.

"Nie wszystko złoto, co się świeci (i na odwrót)" - Niezłe, niezłe. Pijany wiedźmin tępi wampira. Jak na ten tytuł, gdzieś pośrodku.

"Robaczek świętnojański" - jedne z lepszych. Absurdalne pomysły, a na koniec prawdziwa rewolucja w świecie fantasy (bo krasnoludy mogą...!). Gdyby wszystkie były takie jak to, gorąco bym książkę polecał.

Ogólnie tytuł jest dość sympatyczny, ale nie wiem, czy chcecie wydać 24 zł na 7 opowiadań o dobrej czasoposimowej klasie. Bądź co bądź, za takie pieniądze można kupić 4 egz. "Science Fiction", a wśród nich zdarzają się lepsze od całej tej książki. Jeśli chcecie spokojnego, przyjemnego polskiego fantasy, można zakupić... reszcie fanów fantastyki polecam raczej pożyczyć (wypożyczyć?). Ocena - gdzieś pomiędzy ** a ***.

ogqozo