My, Dzieci z Dworca ZOO



Utrzymująca się z abonamentów telewizja publiczna niestety do najbogatszych nie należy, a szkoda. Niedawno zauważyłam, że gdyby nie wszelkiego rodzaju pierdoły w stylu transmisji obrad sejmu, "Mody na Sukces" czy tym podobnych koszmarków, o całe lata świetlne przewyższałaby wszystkie chyba telewizje typu Polsat, gdzie poza telenowelami czy odgrzewanymi filmami z Sylwkiem Stallone nie uświadczysz absolutnie nic wartościowego. Ale o tym innym razem.

Jakiś czas temu TVP1 zafundowała telewidzom film, który stał się już swego rodzaju ikoną, realistycznym przedstawieniem prawdziwego świata, tak obcego dla trzymanych pod kloszem nastolatków, kursujących na trasie dom - szkoła - dom - knajpa - butik - dom. Mam na myśli film Ulricha Edela "Christiane F.", u nas znany pod tym samym tytułem, co książka, w oparciu o którą powstał scenariusz: "My, Dzieci z Dworca ZOO".

O czym opowiada ta biograficzna powieść, chyba wszyscy wiedzą. Film jest oparty właśnie na opisanych w niej wydarzeniach. Mimo kilku drobnych zmian i okrojeniu zdarzeń, które moim (nie)skromnym zdaniem powinny zostać pokazane, obraz w sumie jako - tako trzyma się kupy. Nie, powiem więcej: jest bardzo dobry, a Natja Brunkhorst jako Christiane - niezwykle przekonująca.

Nakręcenie takiego filmu zawsze wiąże się z ogromnym ryzykiem. "My, Dzieci z Dworca ZOO" to książka wstrząsająca nie tylko samą historią, ale także dokładnością opisów. Pamiętam, jak ktoś kiedyś mówił, że młodzi ludzie po jej przeczytaniu zamiast bardziej się pilnować, chętniej sięgają po narkotyki. Moim zdaniem to brednie - jak ktoś ma zacząć ćpać to i tak zacznie. (Niestety... Jeśli miałoby być prawdą, że po czytaniu o narkotykach chętniej po nie sięgamy to już dawno byłbym wrakiem ludzkim, tymczasem trzymam się dobrze, za to koledzy moi samobójstwa popełniają albo w "warzywka" się zmieniają pod wpływem prochów:(( - dop. Zlotto) Historia jednak co rusz pokazuje nam, że istoty ludzkie od wieków szukały czegoś, na co mogą zwalić wszystkie swoje nieszczęścia. Ale odbiegam od tematu...

"Christiane F" polecam z czystym sumieniem, gdyż jest to nie tylko naprawdę dobry obraz, ale coś, co pomaga dotrzeć do ludzi, mających narkomanów jedynie za margines społeczny, który należy bezwzględnie eliminować. To przykre. Dodatkowo: niezwykła gratka dla fanów Dawida Bowie, który to nagrał muzykę do filmu i nawet w nim wystąpił. To, że coś takiego uświadczyłam na TVP1 (OK, nie przyczepię się do godziny, chociaż 1:00 w nocy to chyba jednak nieco za późno, gorsze rzeczy puszczaja przed 23:00) to ogromny plus dla tej stacji.

A tak na koniec: ten króciutki tekst, który w sumie chyba nie można nazwać recenzją jest niezwykle subiektywny, wiem. Wynika to z mojego bardzo osobistego stosunku do tego obrazu, ale myślę, że po obejrzeniu zgodzicie się ze mną...

Neonate
toreador@tlen.pl