Przegląd reklam

Rozpocznę może od tego, że jest styczeń i właśnie ten miesiąc idzie pod krytykę :P - a raczej reklamy z początku roku. Zaczniemy od nowej książki kucharskiej pana Kuronia. Od paru tygodni do naszych uszu dochodzi wysublimowana pioseneczka, która ma zachęcać nas do kupna tego pisma. Do samego dzieła pana Kuronia nic nie mam - powiedzmy, wierzę mu na słowo co do tych arcydzieł kuchni, ale już do reklamówki mogę, a nawet muszę się przyczepić.I tak widzimy wielce zakłopotaną gospodynię domową, której jak widać nic z tym gotowaniem nie wychodzi. Wszystko jej leci z rąk, a już jej wyraz twarzy - pełen niemocy i smutku po prostu daje do myślenia. Jednak na tym nie koniec. Właściwie najbardziej charakterystyczną częścią reklamy jest piosenka. Rymy są dobrane fatalnie, jakby tekst układało jakieś dziecko - "a smak potrawy z kury niesie nas w chmury","te suflety za ciężkie niestety". Jednym słowem - amatorszczyzna!

Druga reklama jest nieco nowatorska. Większość producentów kosmetyków zachwala swoje produkty pokazując jakąś piękną kobietę podczas upajania się szamponem czy żelem pod prysznic. Nie mylić z upijaniem;). Luksja podjęła ten schemat, ale dodała jeszcze mały szczegół. Wykorzystała nową i niesamowitą właściwość żelu do kąpieli - budzi do życia. Szczęśliwej pani udało się niechcący upuścić trochę piany podczas mycia pod prysznicem. Piana spadła prosto na gumową kaczkę, którą zresztą każda porządna, dojrzała pani powinna brać ze sobą do kąpieli. Co się okazuje...? Kaczucha zaczyna swój kaczy dance, a może rap, któż to wie. Szaleje sobie niepostrzeżenie pod stopami swojej właścicielki. I trzeba przyznać - reklamę świetnie sie ogląda, przynajmniej nie ma tu mowy o unikalnych i najnowszych składnikach kosmetyku.

Na koniec może słówko o Rutinoscorbinie. Prezentacją tego leku zajął się pan doktor. Przychodzi on do znajomych. Szybko okazuje się, że kolegę dopadł kaszel. Jak widać, obowiązkiem lekarza w tej sytuacji jest wygłoszenie wykładu o tym, jak to z przeziębieniami bywa. Medyk wziął więc żarzący się kawałek drewna z kominka i silnie w niego dmuchnął. Wytłumaczył szybko tę metaforę pozornego ozdrowienia przy pomocy nieskutecznych domowych środków. Ogień na nowo się rozpalił. Tymczasem nasz bohater włożył więc drewno do wody. Niezaprzeczalnie woda miała symbolizować cudowne panaceum na wszystko - Rutinoscorbin. Scena jak widać emanuje sztucznością. Na myśl nasuwa mi się fragment filmu "Truman show", gdzie po wielu latach życia na oczach milionów widzów bohater uświadamia sobie, że znalazł się w jakimś teatrze. Dlaczego? Koledzy podczas rozmowy z nim w obłędnie przesadny sposób reklamują płatki śniadaniowe czy napój owocowy. Jeśli nie oglądaliście tego filmu, polecam. :) W przeciwieństwie do reklamy Rutinoscorbinu :).

Mark
mark14@konin.lm.pl