Puchar Świata w skokach, Engelberg 20-21.12.2003
Dzień I (20.12.2003)
Pierwszego konkursu w Engelbergu Polacy nie zapisali do udanych.
Jedyna dobra wiadomość była w zasadzie jeszcze z piątku - mianowicie do pięćdziesiątki weszło trzech naszych. Małysz, Bachleda i Tajner. Nasz czwarty zawodnik - Tomek Pochwała piątkowe kwalifikacje zakończył na ostatnim miejscu (62). Na ostatniej pozycji (50) zakończył też pierwszą serię konkursu Marcin Bachleda. Dzisiejszy skok mu wyraźnie nie wyszedł (tylko 98 metrów). Drugi z Polaków, młody Tajner oddał dużo lepszy skok niż jego kolega (bo na odległość 113,5m), ale zachwiał się przy lądowaniu i ostatecznie zajął 37 miejsce. Cała nasza uwaga znów skupiła się tylko na Adamie Małyszu.
Nasz najlepszy skoczek dzisiaj jednak trochę zawiódł swoich kibiców. W pierwszym skoku poleciał na 122 metr, co dało mu 10 miejsce. Skok ten był powyżej przeciętnej, ale na porannym treningu Małysz oddał skok o 10 metrów dłuższy i dlatego mogliśmy czuć się zawiedzeni. W drugiej serii Adam zaleciał 2,5 metra dalej. Polak nie podniósł się jednak mocno w tabeli, ponieważ zawodnicy skaczący po nim dostali naprawdę dobre noszenie na dole skoczni i mogliśmy podziwiać całą serię długich skoków (powyżej 130 metra). Adam Małysz ostatecznie zakończył konkurs na 9 miejscu i utracił żółty plastron lidera na rzecz Norwega Ljoekelsoeya. Ten ostatni wygrał dzisiejsze zawody. Warto wspomnieć, że to już druga wygrana tego norweskiego skoczka w tym sezonie. Po raz pierwszy stanął on na podium 6 grudnia w Trondheim.
Końcowa klasyfikacja dzisiejszego konkursu:
1. Roar Ljoekelsoey NOR 128,5m 138m 258,6pkt
2. Janne Ahonen FIN 128,5m 134,5m 251,4pkt
3. Martin Hoellwarth AUT 126,5m 134,5m 251,3pkt
4. Sigurd Pettersen NOR 127,0m 137,5m 251,1pkt
5. Sven Hannavald GER 127,5m 133,5m 250,8pkt
9. Adam Małysz POL 122m 124,5m 221,2pkt
Klasyfikacja generalna po pierwszym konkursie:
1. Roar Ljoekelsoey NOR 288pkt
2. Janne Ahonen FIN 268pkt
3. Adam Małysz POL 240pkt
Zawody, tak jak w zeszłym tygodniu, komentował Krzysztof Miklas. Pomagał mu (jak i Maciejowi Kurzajewskiemu na dole skoczni) pan Marek Siderek. Nie ukrywam, że lubię komentarz pana Miklasa, zresztą o Jego wysokim poziomie komentarzy może świadczyć fakt, że nie wyłapałem dzisiaj żadnego śmiesznego tekstu ani żadnej komentatorskiej gafy.
Transmisja ze skoków zaczęła się jak zwykle z wyprzedzeniem. Dzisiaj było to 20 minut. W tych dwudziestu minutach zawierały się wywiady, felietony i dyskusje. Warto wspomnieć, że podczas dzisiejszego konkursu (oprócz 4 małych incydentów) problemów z wiatrem, tzn. nie było dłuższych nieplanowanych przerw, bo skoczkowie może i problemy mieli ;). Wszyscy już chyba mieliśmy dosyć wiatru po tych trzech pierwszych tygodniach. Miejmy nadzieję, że jutro też będzie bezwietrznie!
Dzień II (21.12.2003)
Moje wczorajsze słowa jakby się dziś na złość sprawdziły. Wiatr nie przeszkadzał skoczkom. Przeszkadzał natomiast śnieg :/.
Zacznijmy jednak od początku. Zawody zaczęły się bez opóźnienia. Co prawda źle rokowały anulowane kwalifikacje, ale od tamtego momentupogoda znacznie się poprawiła. Konkurs zaczął się więc zgodnie z planem. Dzisiaj miało wystartować 63 zawodników, w tym 4 Polaków (bo nie było kwalifikacji oczywiście). Pierwszy z numerem 1 na belce zasiadł Tomek Pochwała. Oddał jednak słaby skok (90,5m) i nie mogło być mowy o jakiejś wyższej lokacie. Z numerem 8 skakał drugi z naszych skoczków - Tomisław Tajner. Zaliczył dużo lepszy skok od Tomka, ale te 101,5m i tak pewnie by nie wystarczyło, aby Tonio mógł zdobyć pierwsze punkty w tym sezonie. Do 22 zawodnika zawody przebiegały szybko i bez przerw.
Od tego momentu na skoczni zaczął jednak sypać coraz mocniej śnieg i zamiast skoków mogliśmy oglądać obsługę techniczną zamiatającą tory. Sytuacja taka utrzymywała się przez jakiś czas i organizatorzy zdecydowali się podnieść belkę w sumie o 7 pozycji. Z wydłużonego rozbiegu został wykonany jednak tylko jeden skok i zawody zostały przełożone o 25 minut (na 14:45), bo biały wróg był coraz bardziej natarczywy. Dokładnie godzinę po pierwszym skoku na belce startowej zasiadł ponownie Tomek Pochwała. Rozbieg dłuższy, śnieg mocniejszy, tory bardziej zasypane i skok Tomka krótszy od pierwszego o sześć metrów. Mimo trudnych warunków zawody znów odbywały się bez przerw. Tomisław Tajner skoczył na 99,5 metra i jak na te warunki był to bardzo dobry skok! Następna przerwa w konkursie była po 19 skoczku, Koreańczyku-Heung Chul Choi, który zaliczył bardzo groźnie wyglądający upadek. W zasadzie nie odbił się z progu i zaraz za nim zrobił fikołka do przodu, po czym się pokulał na sam dół. Była to jednak bardziej wina skoczka niż warunków atmosferycznych. Po przerwie spowodowanej upadkiem znów zaczęło się skakanie, aż do momentu, gdy na belce usiadł zawodnik z numerem 29 - Marcin Bachleda. Polak usiadł, zszedł i skoki anulowano. Tomisław Tajner po 28 skokach był trzeci, Tomasz Pochwała nie był ostatni...
O "zabawianiu" widzów w czasie niezaplanowanych przerw już pisałem. Dzisiaj ten element transmisji był całkiem, całkiem. Mogliśmy obejrzeć przypomnienie konkursu sobotniego okraszonego dużą dawką wywiadów. W przerwie pomiędzy skokami była także sonda przeprowadzona wśród skoczków na temat tego, co chcieliby dostać na gwiazdkę. Oprócz dobrej formy, szybszych nart, długich skoków i szczęścia na skoczni sportowcy chcieliby dostać też takie rarytasy jak dom i samochód, motor, kreskówki (?) czy po prostu tradycyjną niespodziankę.
W przerwie tej także zjadłem obiad i... o, to nie te notatki ;). Nie zabrakło ciekawych dyskusji Macieja Kurzajewskego i pana Marka Siderka spod skoczni. Zostały też zdementowane pogłoski, że pan Marek umie się teleportować :). Po prostu on tak szybko biega ze stanowiska komentatorskiego na skocznię i z powrotem :). Pan Siderek powinien mieć przed nazwiskiem dopisek "szybkonogi" ;).
Komentował zawody tak jak wczoraj Krzysztof Miklas. Dzisiaj też bez większych zastrzeżeń. Tekst dnia wypowiedział natomiast Maciej Kurzajewski - nazwałzeskok lądowiskiem :).
Wygląda na to, że w transmisjach na TVP narodziła się nowa tradycja. Oooo... wyszedł mi tekst niczym z PRL-owej komedii :). Tradycja ta to wywiady w lewym, górnym narożniku z naszymi skoczkami (po ich skokach oczywiście). Mam nadzieję, że to nie jest tylko chwilowe i że będzie praktykowane już zawsze!
Kończę już tę relację, bo widzę, że więcej napisałem o konkursie, którego nie było, niż o tym, który był... :)
GDF