ZAPOMNIANE
Pewnego upalnego dnia, na godzinie 13, zobaczyłam Jacht.Spodobał mi sie od
razu, choć był zniszczony i samotny.Widać było, że nie przywykł do samotności.
Kiedyś otaczały go piękne żaglówki i finy, teraz stał sam w opuszczonym
porcie. Pogrążony do reszty w swoich wspomnieniach, przestał zauważać, co
dzieje sie wokół niego. Pomyślałam: musze go mieć! Jednak strach
i niepewność nie pozwalały mi się do niego zbliżyć. Bałam się podejść
w obawie przed właścicielem. "Taki piękny jacht musi do kogoś należeć"-myślałam.
Był zaniedbany, właścielowi chyba niezbyt na nim zależało. Mimo to wyglądał
imponująco. Smukły, zgrabnie wykończony...i ten wzrok, smutny i tajemniczy. Tęsknił
za właścicielem. Potrzebował pomocy, kogoś kto się o niego zatroszczy. Nie
wiedziałam, czy potrafie mu pomóc, lecz czułam, że bardzo tego pragnę.
Zagubiona w swych obawach, nie mając odwagi, by wykonać pierwszy ruch, straciłam
nadzieję na szczęście. Wtedy stało się coś, czego najmniej sie spodziewałam.
Ów Jacht zaprosił mnie na krótki rejs. Zgodziłam się od razu, choć wciąż
targały mną sprzeczne uczucia i lęki. Dlaczego to zrobił? Czemu włąśnie
ja? Pokonując rozterki, popłynęliśmy wkrótce na pełnych żaglach. I było
cudownie, czułam to, czego nigdy dotąd. Nie śniłam nawet, że moge czuć się
tak wyjątkowo. Wciąż zadawałam sobie pytania: czy to dzieje się naprawdę,
czy można
pokochać od pierwszego wejrzenia? Nie potrafie opisać swych uczuć, gdy po raz
pierwszy stawiałam jego białe żagle. Kiedy chwytałam lśniący ster,
zapominałam o całym świecie. Zauroczył mnie i było już za późno, bym mogła
się wycofać. Wiedziałam, że nie należy do mnie i ja nigdy nie będę jego,
mimo to nie mogłam odejść, nie potrafiłam. A to tak bardzo bolało...już
sama myśl o rozstaniu...Potrzebowałam go, a on potrzebował mnie. Nie
oczekiwaliśmy od siebie wiele, chcieliśmy po prostu być... rozumieć...
Z czasem jednak, uczucie zaczęło w nas dojrzewać, wiedziałam, że tylko On i
nikt inny. Kochałam go. Czy on czuł to samo? Widziałam coraz częściej jego
długie tęskne spojrzenia szukające lądu, przepełnione nostalgią, może żalem...
goniące za czymś nie do końca określonym...za właścicielem, którego nie mógl
zapomnieć, za domem. Czyżby nasz wspólny rejs dobiegał końca?
Na pełnym morzu zastał nas sztorm. Nie wiedziałam, co robić. Gorączowo u
Niego szukałam pomocy. Nie otrzymałam jej jednak. Jego radary zalała woda,
chciałam uchwycic się steru, lecz był za daleko. Ogromna fala rzuciła się
na mnie, tym samym oddzielajac jeszcze bardziej od ukochanego Jachtu. Wypadłam
za burtę. Krzyczałam, wołałam pomocy...na próżno. Mój jacht oddalał się
porywany przez morze strachu. Okrutna woda zalała mi twarz. Tonęłam, choć
jeszcze walczyłam z całych sił., których z każdą sekundą miałam coraz
mniej... i mniej.Prawie się poddałam, myśląc że dalsza walka nie ma już
sensu, gdy nagle coś chwyciło mnie mocno za ręce i wyciągnęło z wody.
Ciemność przytuliła mnie do swych czarnych skrzydeł...nie pamietam, co było
potem. Obudziłam sie we własnym łóżku nie mogąc uwierzyć, że to był
tylko sen. Moje ciało i włosy były mokre od potu i łez, które pokrywały mą
twarz.
A Jacht? Być może jest uosobieniem tęsknoty za czymś, czego nie możemy mieć.
Zabiegani i zapracowani, zamyśleni, zadumani nad swoim losem, wciąż tworzymy
nowe historie. Kochamy się, za chwilę nienawidzimy...wciąż tworzymy...ZŁUDZENIA.
EM.
venus_oida@go2.pl