Wypalenie z innej perspektywy
Modne ostatnio w Action Magu stało się przynudzanie. Niewyraźne mówienie
niczego za pomocą w miarę poprawnego, a nawet dobrego stylu. Tyle, że Ci
sami, którzy teraz mówią nic, kiedyś mówili coś. Coś ważnego dla
niejednego młodego człowieka czytającego i myślącego, który AM od czasu,
do czasu przegląda. Nie może się to podobać.
Jedyne usprawiedliwienie, które niezmiennie pojawia się na ustach przynudzających
brzmi okropnie, strasznie, złowieszczo, ale i potwornie naiwnie kiedy się temu
bliżej przyjrzeć. Wypalenie! Nie mam już siły pisać, nie bawi mnie to jak
kiedyś... Nie mogę nie chcę i na dodatek nie wiem dlaczego!
Brak weny? Tak, dokładnie. Bo tej nie można mieć wiecznie. Inna sprawa, że
brak weny to nie jest wina samej weny. Nie w tym rzecz, że nie chce, skubana,
przyjść. Po prostu trzeba jej dać szansę. A nie pomaga w tym na pewno
pisanie bzdur o niczym, średnio dwa razy w miesiącu, tylko po to, aby dać o
sobie znać. To się nazywa rozdrabnianie się. A to się nazywa (bez obrazy -
nie mogłem innego słowa znaleźć) zeszmacenie, zamiast, w najgorszym wypadku,
obrośnięcie w legendę.
Ale, co może właściwie być przyczyną tego braku natchnienia, tej
upragnionej przez wielu ponownej radości pisania? Primo: nadmierne
eksploatowanie, wydawałoby się kiedyś, nieskończonej weny, czyli pisanie
nawet gdy się jej wyraźnie nie czuje. Pisanie z obowiązku. Pisanie, bo tak
należy. Bo i tak jestem najlepszy i samym warsztatem się obronię.
Co jeszcze? Zamykanie się. Kończenie swych ambicji na Action Magu. Bo po co wyżej
i dalej? Przecież tu jestem najlepszy, a tam będę musiał na to pracować. Po
co? Ano, po to, aby do czegoś dążyć, aby o coś walczyć. Bo spoczęcie na
laurach, równe jest marazmowi. A ten znowu prowadzi prosto ku równi pochyłej.
Powiedzą zgryźliwi, że skoro taki mądry jestem to co tu jeszcze robię? Ano,
ja, na szczęście, jestem jeszcze na tym etapie, że to AM jest dla mnie celem
i wyzwaniem. A nie czuję się gorszy od tych utytułowanych i słynnych, teraz
stojących w miejscu. Po prostu oni mieli swój czas i trwałby on dalej gdyby
nie to o czym w tym arcie piszę, a mój jeszcze nie nadszedł. A mam nadzieję,
że nadejdzie. W końcu ja się jeszcze cały czas rozwijam.
Pomyśli ktoś, że wyżej nie ma gdzie. Że AM to szczyt możliwości. Że
nawet jeśli nie chcą to muszą na tym poprzestać. Nie zgadzam się. Przestań,
jeden z drugim na chwilę pisać, a zajmij się czymś innym. Nawet
niekoniecznie twórczym. To wcale, jak mówią niektórzy nie jest uwstecznianie
się. To renesans. Zacznij człowieku robić coś innego, a jeśli pisanie Ci
pisane (gra słowna jak najbardziej zamierzona) to będziesz to robił dalej,
tylko po jakimś czasie. A zobaczysz o ile lepiej. I zobaczysz też przy okazji,
że w czymś innym też możesz być dobry, albo chociaż próbować. Horyzonty
poszerzysz.
Czasem wydaje mi się, że osoby okrzyknięte mianem gwiazd Action Maga, to
trochę jednokierunkowi intelektualiści. Że intelektualiści to w porządku,
ale czemu zaraz jednokierunkowi? Ot poczytać coś, czasem napisać i tak całe
życie przebiega przed oczyma. A potem narzekanie, że się ktoś niby jak
osiemdziesięciolatek czuje. Macie co chcecie!
Tyle przecież jest form artystycznego wyrazu, tyle możliwości spełnienia,
tyle ciekawych niebanalnych rzeczy.
Poza tym nie wszystko co młody inteligent robi musi być chyba przemyślane i
inteligentne. Jest coś takiego jak dystans. Dziwne słowo, trochę ostatnimi
czasy zapomniane. Odnosi się tak do samego siebie, jak i świata na zewnątrz.
Bardzo pomaga, polecam. Tylko musi być szczery, nie udawany.
Tak to właśnie wygląda z mojej strony. Wypalenie z perspektywy jeszcze nie
podpalonego. To co myślę na ten temat. Zapytacie: co ja młody mogę o tym
wiedzieć? Jeszcze mam zapał. Mam do was tylko jedną prośbę. Zanim bez
zastanowienia odpowiecie sobie w myślach, że nic, przeczytajcie ten tekst
jeszcze raz. I rozważcie to co chciałem Wam w nim przekazać.
Taywan (tajwan2@wp.pl)
Na wszelki wypadek: nie chciałem, Boże broń, nikogo obrazić. Chciałem pomóc.