Najmilsza moja, zawsze ukochana i wielbiona. Zawsze Cię kochałem.
Tak. Kochałem. Nie pomyliłem się ani ja pisząc to, ani ty czytając. Kochałem. To już przeszłość. Koniec z nami.
Pewnie na zawsze. Pytasz dlaczego? Najpierw mnie opuściłaś, potem zdradziłaś i jeszcze chcesz wiedzieć
dlaczego?
Wielbiłem Cię. Trafiłaś do mnie dokładnie w chwili, gdy zacząłem dorastać. Jednak nie było dokładnie tak, jak
ciebie przez te wszystkie lata zapewniałem. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia; z początku wydawałaś
mi się zbyt surowa, wręcz obojętna na uczucia. Nawet nie chciałem cię poznać. Lecz los zadecydował inaczej.
Rodzice od dziecka wiele mi o tobie mówili. Jaka to ty jesteś wspaniała i niezastąpiona. Doskonała. Miałaś
wielu adoratorów. Zdawałaś mi się jakimś dziwnym tworem, pięknym obrazem i ulotnym marzeniem.
Nieosiągalną. W końcu nasze drogi się zeszły. Nie zdawałem sobie sprawy, że tak bardzo jesteś mi potrzebna.
Nie wiem dlaczego, ale gdy padłem, niemal zniszczony przez zły los, pomyślałem o tobie. Szepnąłem twoje imię
i wydało mi się ono słodkie jak miód, upajające jak wino i piękne jak róża. Nie miałem nadziei, smakowałem
więc je tylko. Byłaś zbyt daleko, zbyt nieosiągalna dla takiego jak ja.
Lecz ty się zjawiłaś. Najpierw ogrzałaś ciepłym oddechem mą twarz, a gdy nabrałem sił pomogłaś mi wstać.
Wtedy zobaczyłem cię taką, jaką byłaś naprawdę.
Pragnąłem, pożądałem ciebie całej, doskonałej, surowej lecz czułej, przynoszącą otuchę w najgorszej chwili.
Dobrej i wyrozumiałej, pięknej i mądrej. Zdałem sobie sprawę, że dalsze życie bez Ciebie byłoby bezsensowne i
bezcelowe. Byłaś wszystkim w co wierzyłem, w co wierze. Mieliśmy te same ideały, cele. Pragnąłem ciebie bardziej niż tonący powietrza, spragniony wody i umęczony przebaczenia.
Wtedy zdawało mi się że odwzajemniasz to uczucie. Teraz wiem, że nie jesteś w stanie ich odczuwać.
Przez lata żyłem z Tobą, wypełniającą moje serce i rozum. Nie było chwili, byś nie zaprzątała mych myśli.
Pewny, że w każdej chwili będziesz przy mnie i nigdy mnie nie opuścisz. Byłem taki szczęśliwy.
Byłem taki głupi.
Aż w końcu nadszedł ten dzień. Po raz kolejny życie chciało mnie oszukać, stłamsić i zniszczyć. Byłem pewny,
że z tobą przy boku, będę w stanie mu sprostać.
Ale ciebie nie było. Opuściłaś mnie w najbardziej krytycznym momencie. Cios był tym mocniejszy, że
niespodziewany. Upadłem, a ty nie pomogłaś mi wstać. Wołałem twoje imię, lecz oni się tylko śmiali. "Tu jej
nie ma"- mówili- "Nigdzie na świecie jej nie ma. Może na tamtym świecie, ale nie na tym". Chciałem krzyczeć,
że to kłamstwo, ale wydałem tylko wątły, niepewny pisk.
Zdałem sobie sprawę że mnie porzuciłaś. Długo Cię szukałem. Wszędzie gdzie tylko mogłem wypytywałem o
ciebie. Twoje imię znali wszyscy, lecz nikt nigdy ciebie nie widział. Nie wiedziałem, że je zmieniłaś...
Przez lata tkwiłem w letargu, z tęsknoty za tobą byłem gotów zabić się. Pozostawała jednak we mnie malutka
iskierka nadziei. Aż w końcu nadszedł ten dzień.
Zobaczyłem Ciebie w telewizji. Byłaś na sali sądowej, wszyscy o tobie mówili, powoływali się na ciebie, lecz
bezpośrednio mówili ci inaczej. Jakby nie mogli się przyzwyczaić do twojego nowego imienia, które nie było
już tak słodkie i piękne. Lecz ja szybko ciebie poznałem, wiedziałem, że to ty. Wiedziałem, że jeszcze istniejesz.
Odnalezienie ciebie zajęło mi trochę czasu, lecz w końcu znalazłem twój dom. Nie wiedziałem jak zareagujesz
na mój widok. Mogłaś znaleźć sobie innego kochanka. Potrafiłem to zrozumieć. Mi wystarczyłaby świadomość,
że żyjesz, ale musisz pomóc wstać kolejnemu nieszczęśnikowi. Pragnąłem tylko ostatni raz na ciebie spojrzeć.
Ukradkiem zajrzałem przez okno.
Była to najgorsza chwila mojego życia.
Domyślasz się już co zobaczyłem? Tak. Widziałem, jak pieprzyłaś się tym wojskowym. Pieprzyłaś się, a ja
kochałem ciebie tylko platonicznie. Pieprzyłaś się z nim, krzyczałaś, by był bardziej brutalny. By cię bił i
poniżał. Pragnęłaś tego. Pragnęłaś siły, władzy, a ja mogłem dać Ci tylko miłość.
Śledziłem ciebie. Noc w noc chodziłaś do innego domu, dziwko. Pieprzyłaś się z wojskowymi, politykami,
biznesmenami. A w dzień... nieważne co by zrobili, ty zawsze stałaś po ich stronie. Zabijali, kradli, niszczyli, a
ty byłaś po ich stronie.
Podczas jednej z tych "akcji", zobaczyłem Ją. Była biedna, brudna i samotna; ale gdy tylko nasze oczy się
spotkały... pokochałem ją. Nie tak mocno jak kochałem Ciebie. Nie była ani tak piękna, ani tak słodka jak ty. Jednak ty byłaś już przeszłością.
Tak, mam inną kochankę. Kochankę, jaką ty nigdy nie byłaś. Ty dawałaś tylko nadzieję, obiecywałaś. Ona jest
realistką. Niczego nie obiecuje, przestrzega, że żyć razem z nią jest niebezpiecznie, że ma wielu wrogów. Jest jednak doskonałą podporą dla takich jak ja.
Nikomu nie zdradziłaś swego prawdziwego imienia. Tylko pseudonim. "Prawo". Najbardziej puszczalska dziwka
na świecie. Nikt nie wie jak naprawdę się nazywasz. Ostatni raz je tu wymówię, a potem zapomnę. Nie chcę więcej bólu.
Przed zakończeniem mojego ostatniego, pożegnalnego listu, wyjawię ci tylko imię mojej nowej miłości. Znasz je. Ona jest twoją największą przeciwniczką, a była najlepszą przyjaciółką. Ona też twierdzi, że trzeba ciebie powstrzymać. Też chce, byś była taka jak wcześniej. Jej imię brzmi Anarchia.
To już koniec. Ostatni tylko raz zasmakuję w twoim imieniu. Już więcej o mnie nie usłyszysz...
Żegnaj Temido. Żegnaj Sprawiedliwości.
Khamul (dridarin@wp.pl)
Ps. Tekst zainspirowany komiksem "V jak Vendetta". Ci, którzy jak ja uważają go za najlepszy komiks świata, niech piszą.