Sztuka polega na tym, by...
“I am the truth
I am the wisdom
Worship me
You will be another sacrifice”
- Misteria “Come to me”
Bóg dla człowieka powinien być martwy. Bo przez jego śmierć wiedzie droga do zrozumienia. Nie zaś przez nieumarłe, fałszywe wizje roztaczane przed egoistami przez religie. Gnijące trupy, ożywione mroczną mocą płynącą ze strachu, żądzy i słabości! Nadzieja, Wiara, Zbawienie – to wszystko tylko wyrafinowana forma handlu. Wyrafinowana i znamienita, bo jakże pełna duchowego uniesienia. Wręcz ktoś by mógł rzec, że Sztuka! Doniosłe przesłania, wspaniałe słowa, piękne formułki. Złoto, srebro, kamienie. Choć tak naprawdę strach i sposób, aby go uciszyć. Zamiast go wyśmiać ludzie chcą do uciszyć! Zamiast go opluć ludzie chcą go uciszyć! Zamiast nim wzgardzić ludzie chcą go uciszyć!!! I udaje im się to znakomicie - to chyba jedyna rzecz, która ludziom się tak doskonale udaje – kłamstwo. To tak plugawe, tak żałosne, tak obrzydliwe... że wręcz piękne. A nawet jeśli nie, to z pewnością fascynujące. Nieprawdaż?
Łudzenie się. To też forma kłamstwa. I to chyba najgorszego z najgorszych. Wiele rzeczy obarczano o upadek, który dotknął ludzkie plemię. Ale nikt nie widział, nie dostrzegał, jak wiele zależy od okłamania samego siebie. Nie chodzi o to, że wszyscy muszą być zakłamani, by upaść. Wystarczy, że jedna osoba nie nosi w sobie szczerości wobec siebie – i już ona i jej czyny obmywają innych ropą i zgnilizną. Niekoniecznie kłamstwem. Może być bólem, goryczą, rozpaczą, zazdrością. Kłamstwo to zaraza powodująca wiele objawów. Można ją wyleczyć ale trzeba wtedy przezwyciężyć wstyd przed samym sobą. Jest jak kiła – aby ją wyleczyć trzeba schować wstyd do kieszeni i iść do lekarza. Jeżeli się tego nie zrobi, ona po wielu latach zabije. Gdy wstyd wygra, przez wiele lat będzie miał błogi spokój. Który jednak pewnego dnia zostanie brutalnie przerwany – a człowiek nie zna dnia ni godziny owej, kiedy wysiądą nerki, serce i stawy. Nie warto było pójść kiedyś do lekarza?
Łatwiej przyznać się komuś obcemu do czegoś, o czym już wiemy, że tkwi w nas, niż przeszukać zakamarki własnej duszy w jednym tylko celu – odnalezienia kłamstwa. Ono gdzieś tam jest. Zawsze. Nieprzyjemne to uczucie – zniszczyć swoje własne poczucie moralności, początkowo mając nawet wrażenie krzywdy niezawinionej – istny Hiob! A powodem tego katharsis nie jest wcale zobaczenie własnego upadku – raczej przez poszukanie ukrytego, pozornie nieważnego fałszu. Ukrytego, który nie wadzi póki co nikomu. Który ujawnia się tylko w sprzyjających okolicznościach. I dopiero wtedy może doprowadzić do klęski. Klęski i zrozumienia, jeżeli właśnie w owej chwili będzie się miało choć garść szczerości i dwie szczypty zdziwienia sobą samym. Wychodzi miksturka oświecenia – szkoda, że mikstura oświecenia po upadku, oświecenia lucyferycznego. Oświecenia, które otwiera oczy i wpycha w usta słowa: „O Boże! Jak mogłem? Ja...”.
Bóg żyje i wbrew pozorom właśnie to jest problem! Czemu? Bo to nie on stworzył człowieka, ale to człowiek stworzył jego! Intrygujące? Niespecjalnie. Wszechpotężny, wszechmożny, wszechwiedzący stworzyciel świata – a jednak to właśnie on jest tworem takiej marności nad marnościami, jaką jest człowiek. I to wcale nie tej lepszej części, a właśnie najgorszego ścierwa, jakie tylko może istnieć. Ten człowiek, który tworzył Boga był sławny – wszak tylko ludzie sławni mają wiele przydomków! Ten miał Chciwy, Zepsuty, Żądny, Szalony oj sporo ich było. Takim to był twórca Twórcy. I takimi są ci, którzy podtrzymują jego opus magnum - Błogosławione Bluźnierstwo.
W oczach pustka mieszająca się z niepokojem – klęczy na zimnej podłodze w świątyni. W jednej z setek świątyń. Wykonuje z namaszczeniem odpowiedni gest. Szepcze z namaszczeniem odpowiednie formułki. Zamyka oczy. Kontempluje swe tchórzostwo i swój egoizm. Uniesienie duchowe – czuje lekkie dreszcze przechodzące po plecach – znak od Boga! Znakomity ten Bóg! Wspaniały! Wręcz powiedzmy sobie to otwarcie: zajebisty!
W oczach łzy i gniew nienawiści – siedzi po turecku na dywanie w swoim pokoju. Zawód. Ból. Gniew. Wściekłość. Rozsadzająca żądza zemsty. Nienawiść. Ciągle ten sam syf dookoła, by wręcz nie rzec marność nad marnościami i pył na wietrze – ale teraz jakby sto razy bardziej obrzydliwy. Modlitwa nie działa. Czemu nie działa akurat TERAZ? ...czemu nie działała nigdy? I czemu tego nie dostrzegała? Tonie, a choć ma nad sobą linę, to kiedy po nią sięga, lina okazuje się iluzją. Łapie tylko powietrze. Co więc się z nią stanie? Najpewniej umrze. Wszak niewiele osób tonąc potrafi nauczyć się pływać, czyż nie?
A na czym polega cała Sztuka? Na czym polega bycie prawdziwym mistrzem Sztuki? Wiele tego, ale czemuż by nie rzec? Nuże ktoś zrozumie, nie zgodzi się i krzyknie w oburzeniu? Sztuka polega na tym, by...
... nie było ważne istnienie bądź i nie ‘czegoś, co jesteśmy skłonni nazwać Bogiem’
... nie było rozważań, która jest więcej warta – ścieżka zła czy dobra
... nie było kontemplacji siebie samego w celu innym jak rozwój i eliminacja wad
... nie było zemsty ani sprawiedliwości a jedynie słuszność
... nie było jasnej wizji zakrywającej ciemną prawdę
... nie było już nigdy pytania ‘No i co z tego?’
... nie było złowieszczej władzy serca nad duszą
... nie było innej kolejności jak poznanie, zrozumienie i ocena
... nie było ważne ja/mój/moja/moje/mnie
... nie było pożądane zbawienie a... pustka
To nie wszystko. To ledwie ziarenko piasku pośród pustyni. Jeżeli chcecie, to możecie szukać dalej. Ja pogapię się na fajerwerki i idę spać. Dobranoc.
„I am the only creator of beauty
You will ask what’s the creator’s name
Call out to me
For a moment I will not tell you to wait
You’re hungry for knowledge
Love me…
My name’s liar…”
Nightly Gale “I’m The Only Way”
Del
madcultist@op.pl