Łup, łup, łup!
Przerażający bół głowy. Pulsuje i pulsuje. Łup, łup, łup. Z ledwością myślisz. Siedzisz przy komputerze i z nudów myszą przenoszisz ikony próbując je uporządkować. "Nieee, źle." Dajesz na "szereguj ikony" i zaczynasz zabawę od nowa. Z komputera słychać co chwilę jęk wentylatora, ugodzonego tasiemką od dysku, którą niedbale zamocowałeś. Wentylator straszy cię swoim wyciem. Głowa boli, w domu żadnych tabletek przeciwbólowych, wszystko się skończyło, późno już bardzo, sklepy pozamykane. Włączasz ostatni numer AM, wybierasz losowo tytuł i zaczynasz czytać. Lecz ból głowy i na to nie pozwala. Zamykasz AM. Wstajesz od komputera.
Włączasz wieże i wrzuczasz swoją ulubioną płytkę. Za głośno, ściszasz. Nadal za głośno, wyłączasz. Cisza. Tylko cichy szum wentylatorów z komputera i miarowe wycie tasiemki ocierającej się o wiatrak. Trzymasz się mocno za głowę i próbujesz o niczym nie myśleć. Ból. Jest wszędzie, przeszywa cię na wskroś, paraliżuję cie. Próbujesz uruchomić jakąś grę, ale też nie możesz grać. Czujesz tylko jak jakiś kowal wali młotem w twojej głowie. Łup, łup, łup. Zrezygnowany wyłączasz komputer. No, chociaż to upierdliwe wycie tasiemki ucichło.
Wstajesz od komputera, sięgasz po dawno nie czytaną książke - szukasz ostatniego rozdziału na którym się zatrzymałeś i wygodnie siadasz na fotelu. Próbujesz czytać, lecz ból głowy znów daje znak o sobie. Łup, łup, łup - jakby sobie ktoś zrobił imprezę techno pod twoją czaszką. Zrezygnowany zrzuczas ciuchy i wskakujesz pod kołdrę. Chcesz tylko zasnąć i nie czuć bólu. Lecz nie możesz. On ci nie pozwala na to. Łup, łup, łup. "Cholera!" Wkurzasz się i denerwujesz. Naciągasz poduszkę na głowę i próbujesz o niczym nie myśleć.
W końcu po paru minutach wstajesz, i ubierasz się. Bierzesz śmieci i idziesz je wynieść. Na dworze minus pięć stopni, ale ty tego nie czujesz. Czujesz tylko pulsujący ból w twojej głowie. Wiadro puste. Wracasz. Wchodzisz do sieni. Domownicy nanieśli trochę błota. Mimo iż rzadko sprzątasz w domu, teraz jakoś dziwnie sięgasz po mopa. Byle by tylko ten niemożliwy do wytrzymania ból głowy ustąpił... Sprzątnięte. Wchodzisz do łazienki, otwierasz domową apteczkę, robisz bałagan wśród ładnie posegregowanych opakowań. Szukasz i szukasz ale nic nie znajdujesz. Łup, łup, łup. Tracisz wiarę że ból kiedykolwiek minie, straciłeś ochotę na cokolwiek, jesteś zrezygnowany. Przez głowę przewijają się różne dziwne myśli.
Bierzesz psa na smycz, ubierasz się i wychodzisz z domu na spacer. Jest już ciemno, pusto i mroźnie. Śnieg zacina ukosami w twarz, a ty tylko mocniej zaciskasz czapkę na uszy. Pies z chęcią by został w cieplutkim domku, a teraz poganiany przez ciebie biegnie grzecznie koło twojej nogi. Idziesz w stronę parku. Po drodze nie spotykasz żywej duszy. Myślisz sobie czy nie podejść na stację benzynową - jest otwarta 24h na dobę. Ale pochwili uświadamiasz sobie że zostawiłeś portwel w domu. Zrezygnowany siadasz na ławcę, pies kładzie się koło ciebie i błagalnym wzrokiem patrzy w twoje oczy.
Wstajesz, pies wyraźnie się ucieszył, i idziesz do domu po pięniądze. Idziesz i idziesz, nie patrzysz przed siebie tylko na swoje buty pod którymi skrzypi śnieg. Nagle wpadasz na jakąś postać - to jakaś młoda dziewczyna z bloku obok. Przepraszasz ją i nawiązuje się rozmowa.Pies zniecierpliwiony patrzy na swojego pana - nie jest to mu w smak, chciałby już sobie iść do domu i poleżec koło kaloryfera.
Dowiadujesz się że ma na imię Monika. Wraca od koleżanki. Widziałeś ją już parokrotnie, ale jakoś nigdy nie było okazji do niej zagadać. Proponujesz że ją odprowadzisz. Ona przystaje na to. Powoli idziecie, nie śpiesznym krokiem przez park w stronę szarych bloków z wielkej płyty i gawędzicie. Pies zrezygnowany idzie potulnie za tobą...
Kowal w twojej głowie wziął wolne. Zapomniałeś nawet o tym że cię bolała...
Gordon Freeman
Gordon_Freeman@poczta.onet.pl
www.GordonFreeman.prv.pl
www.KlasykaCenter.prv.pl
Tlen: GordonFreeman@tlen.pl
GG # 1982474 po godzinie 21
Linux registered user # 340087
|