|
Święta, święta, i po świętach...
|
|---|
No tak... zawsze tak jest, było i będzie, że wszystko co ma swój początek kiedyś skończyć się musi. Ale jakoś nie ubolewam nad końcem tych świąt. Niestety im jestem starsza, tym mniej zwraca się uwagę na świąteczny nastrój w mojej rodzinie. Choinkę ojciec kupił dopiero w wigilię a ubraliśmy ją w 1 dzień świąt. Prezenty, które powinny leżeć pod nią dostałam pół miesiąca wcześniej, bo ~ Te kosmetyki możesz już traktować jako prezenty gwiazdkowe ~ :-/ (dobrze, że chociaż istnieje taka instytucja jak dziadkowie...) nawet jemioły nie było! I oczywiście, co doprowadziło mnie już do białej gorączki, po raz 1000 puścili w TV samego Kevina obydwie części :-/ A jakby tego wszystkiego było mało śniegu ani widu ani słychu... taka ta nasza Warszawa szara jakby mi chciała udowodnić, że w Gwiazdce nie ma nic magicznego i całkowicie zdjąć te moje różowe okulary...
Brrr... niezbyt dobrze to mi na sylwestra wróży :-/
Jednak pomijając to wszystko co napisałam, lub co przemilczałam, najgorsze było, gdy jadąc taksówką (już nawet nie pamiętam, który to dzień był) na kolejny świąteczny obiad u rodzinki spojrzałam w prawo i moim oczom ukazał się cmentarz. Ale nie zwykły. Na jakimś placu leżało mnóstwo zawiniętych w białe siatki choinek, których nikt nie kupił. Nie dość, że zostały ścięte w sile wieku, oderwane od swojego spokojnego miejsca w lesie (w którym mogłyby przeżyć niejednego człowieka), to jeszcze jak się okazało zupełnie bez sensu. Tylko komentarz rodziców ~ No mogliby tu chociaż posprzątać! ~ Naprawdę miałam łzy w oczach. Coraz więcej w lecie jest pożarów, coraz mniej lasów a tu takie marnotrawstwo. Nawet jak teraz patrzę na moją śliczniutką, zgrabniutką choinkę czuję się jak morderca. To tylko drzewa. Ale gdy tak patrzyłam na ich stosy skazane nawet nie wiem na co, ale najprawdopodobniej na spalenie lub wyrzucenie na śmietnik to prawie, słyszałam ich pokutnicze jęki. A i tak, nawet te przygarnięte choinki też w końcu nigdzie indziej jak na śmietnik pójdą, uschnięte, gołe i całkowicie bezbronne. A kupowanie sztucznego drzewka i tak nic nie zmieni, bo tyle samo choinek zostanie powycinane z lasu. I po co to wszystko? Bo tak nakazuje głupia tradycja? Kto wymyślił taką głupotę, żeby drzewo w domu trzymać? Wygląda to pięknie, fakt, ale co z tego? Czy ktokolwiek, kto będzie chciał pojechać sobie do lasu na grzyby, czy tak po prostu na spacer będzie się zachwycał pustą przestrzenią, na której rozpościerają się kikuty pni? Na pewno nie.
Tylko co ja, prosta, szara nastolatka, jedna z milionów może zrobić w tej sytuacji? W jaki sposób choć trochę ukrócić tą bandycką, choć gwiazdkową działalność człowieka? Nie mam bladego, a raczej zielonego pojęcia. Jest to jeden z miliardów przykładów ludzkiej bezmyślności i samolubstwa, któremu przydałoby się przeciwdziałać. Pytanie tylko... jak???
I tym jakże świątecznym akcentem zakańczam tego pełnego optymizmu i radości arta w nadziei, że nie jestem osamotniona w swoich odczuciach...
Jaskółka madie@op.pl
|