Jak bardzo potrafimy zmieniać się, aby dopasować się do otaczających nas ludzi? Aby dopasować się do miażdżącej większości, walka przeciwko której jest całkowicie pozbawiona sensu. Nie ma już ludzi żyjących dla swojej własnej idei. Nie ma już buntowników, którzy tak naprawdę nie wyzwalali się od mas. Gdy ich bunt stał się znany, stawał się modny, stawał się buntem wszystkich ludzi utożsamiających się z tym samotnym wojownikiem. Osoba, której celem było zwalczanie masowych trendów, sama nieświadomie dokonuje stworzenia kolejnego, który zasłynie na wiele lat. Z pewnością jest to paradoks, jeden z wielu, które możemy znaleźć w dzisiejszych czasach.
Jednak czy istnieje szansa na stanowienie jakiejś alternatywy, która nie zostanie uznana za kolejną modę? Owszem, ale musiałoby to być takie postępowanie, które jest niemożliwe do naśladowania, lub nie jest atrakcyjne. Na przekład buntownik X wymaluje sobie ciało zieloną farbą i będzie bez przerwy tak chodzić. Jest inny? Jest. Będą go naśladować? Raczej nie. A więc osiągnął sukces. Jednak czy na takim sukcesie mu zależało?
No właśnie, o co tak na prawdę tym wszystkim buntownikom chodzi? Jaki jest ich cel? Nie podoba im się to, jak wyglądają, zachowują się i żyją otaczający ich ludzie. Nie chcą tak wyglądać, nie chcą tak się zachowywać, nie chcą tak żyć. Chcą być inni. Ale przecież żaden człowiek na świecie nie może się powtórzyć. Oprócz bliźniąt jednojajowych, nikt nie ma takich samych kodów DNA, a więc na świecie nie istnieją ludzie jednakowi, z punktu widzenia biologicznego, już w dniu poczęcia jesteśmy inni i nic tego nie zmieni. Każdy jest inny, każdy ma inną psychikę, inaczej myśli, inaczej czuje, postrzega otaczający nas świat.
Pomimo to idąc ulicami miasta, nawet w Polsce, dostrzegamy w ludziach o podobnym wieku pewne podobieństwa. Zewnętrzne, oczywiście, bo wewnętrzne trudno jest zauważyć gołym okiem. Ludzie są podobnie ubrani. Podobnie uczesani. Mają podobne reakcje na pewne sytuacje. Wyrobione odruchy. A teraz mimo wszystko zajrzyjmy do środka i bynajmniej nie chodzi mi tu o porównywanie budowy żołądków. W naszym (i nie tylko) społeczeństwie zakorzeniły się na dobre pewne stereotypy, które powodują, iż o wielu sprawach myślimy podobnie. Trzeba przyznać, że w Polsce takich stereotypów jest zatrzęsienie. Dotyczą one osób w każdej grupie wiekowej, każdej rasy i wyznania. Dotyczą one wielu sytuacji mających miejsce w dzisiejszych czasach. Bardzo często zdarza się, że nie kierujemy się własną opinią na dany temat, tylko dopasowujemy się do opinii, jaką ukształtowało społeczeństwo, dopasowujemy się do stereotypu.
Ludzie walczący ze stereotypami są naprawdę potrzebni, gdyż już od lat w naszym państwie gości nietolerancja dotycząca m.in. rasy, wyznania, orientacji, stanu majątkowego, wykształcenia, miejsca zamieszkania.
Wprawdzie jesteśmy już przyzwyczajeni do widoku osób czarnoskórych tudzież żółtoskórych (filmy, telewizja w ogóle), to jednak gdy zdarzy nam się spotkać taką postać osobiście, nie możemy oderwać od niej oczu i wciąż w naszych głowach krążą wszystkie opinie (zazwyczaj negatywne) wygłoszone przez innych ludzi.
Nie potrafimy zrozumieć, iż istnieją na świecie inne religie niż katolicyzm, które nie są od niego wcale gorsze (wręcz przeciwnie). Wprawdzie w Polsce rzadko trafia się na np. buddystę, to jednak od wielu, wielu lat przewija się w naszym kraju temat Żydów. Lubimy słuchać kawałów o Żydach, lubimy sobie z nich żartować. Niestety. Nie szanujemy czegoś, czego nie rozumiemy i co jest dla nas obce, nieznane. Jest to też wątpliwa zasługa kościoła katolickiego, które odcina swoich wyznawców od innych religii.
Młodzież nauczyła się tolerować swoich rówieśników, którzy są odmiennej orientacji seksualnej. Niestety najczęściej dotyczy to płci żeńskiej, wciąż jednak gardzimy gejami, którzy w naszych umysłach są określani jako pedały itp. Natomiast ludzie powyżej czterdziestego roku życia odznaczają się kompletną nietolerancją, często zdarza się, że gdy ukochana córeczka, bądź syn, wyznają rodzicom o co chodzi jakby, automatycznie przestają być ukochani, przestają być w ogóle uznawani za ich potomstwo, rodzice wyzywają własne dzieci od najgorszych i wyrzucają z domów. Kompletny brak miłości, wygryzionej właśnie przez stereotypy, wbijane od lat do głów.
Bieda. Ludzie bogatsi gardzą biednymi, traktują ich jak śmieci, jak bezwartościowe błędy statystyczne. To koszmarne jak bardzo są oni poniżani, lekceważenie, zaniedbani przez rząd i społeczeństwo. Oczywiście nie żal mi tych, którzy mając wybór, wybrali biedę, najczęściej z lenistwa. Ale pozostali zostali na nią skazani i nie mają nawet najmniejszych szans na jej pokonanie. A już z pewnością nie uda im się to bez pomocy naszej, czyli społeczeństwa, i państwa, w którym żyją.
Często też poniża się ludzi za to, iż nie skończyli liceum, lub nawet szkoły średniej. Nie zawsze zwracamy uwagę na to, czy mieli oni w ogóle taką możliwość. Jeżeli było to spowodowane ich niską inteligencją, nie znaczy to, że są to ludzie "nie do życia". Mogą mieć wspaniałe poczucie humoru, mogą być bardzo sympatyczni, uczynni.
Ludzie mieszkający na wsi od razu są uznawani za bezmyślnych mułów, zdolnych w życiu wydoić krowę i spłodzić równie mało inteligentne potomstwo. Często ludzie z okolic wiejskich przewyższają inteligencją niejednego rodowitego mieszkańca miasta. W wielu przypadkach typowym wieśniakiem nie będzie prosty rolnik, ale przymuł z Warszawy, którego życiowym celem jest odwiedzenie jak największej ilości barów itp.
Czy da się coś z tym zrobić? Na pewno, jednak będzie to bardzo trudne, a proces przemian może trwać latami. Powinniśmy być bardziej tolerancyjni. Poza tym nie musimy dostosowywać się do ogółu. Bądźmy sobą, myślmy po swojemu, tak też żyjmy. Nie przejmujmy się społeczeństwem, które sami przecież tworzymy!
Trzeba tu wspomnieć o tzw. zasadzie normalności. Otóż normalnym jest to, co za takie uważa większość społeczeństwa. Jeżeli więc będziemy traktować wszystko jako przejaw normalności, to albo zapanuje chaos, albo osiągniemy sukces. Warto spróbować, nieprawdaż? Kto wie, może się uda...?
Myosotis