Ja, lalka z porcelany…

 

Jest taka półka, na której ustawiona jest ludzkość. Zwykła półka. Szara, wypełniona po brzegi najróżniejszymi ludźmi, wisi sobie we wszechświecie jak w sklepie z zabawkami. Czasem do sklepu wpadnie Bóg. Poogląda zabawki – nas, i wybierze tą pasującą do jego boskiej kolekcji. Nie spojrzy na cenę. Czasem zdejmie lalkę, czasem misia. Przychodzi kilkanaście razy dziennie. A półka nadal roi się od zabawek. Wciąż przywożone są nowe, ładniejsze, lepsze, udoskonalone technicznie. Jedne kosztują cały majątek, inne marne grosze. A Bóg przychodząc wie już, którą weźmie. Jakby miał jakiś specjalny klucz. Gdybym tylko go znała… mogłabym wybrać swój moment wyjścia ze sklepu. Gdybym tylko poznała klucz…

Stoję na półce wśród tysięcy misiów do przytulania, lalek w kolorowych sukienkach, pośród maskotek, które nikomu nie są potrzebne. Gdy przychodzi Bóg jedne się chowają, drugie płaczą, inne się śmieją… a ja… ja siedzę na krawędzi półki wymachując porcelanowymi nogami. Nieraz boska dłoń stawia mnie na nowo w głąb półki, a Jego cudownie spokojny i ciepły głos mówi:

-          Znowu chcesz bym cię wziął?

Odpowiadam mu skinieniem głowy.

-          Nie teraz. Spójrz tam…

Zawsze wskazuje mi odległy koniec półki.

-          Ależ ja tam nic nie widzę!

-          Tam siedzi pewien miś…

Dobrze wiem, że siedzi, niekiedy widzę jego nogi, gdy siedzę na krawędzi. Macha nimi tak jak ja. Nigdy go nie widziałam… może, kiedy półka zacznie świecić pustkami wstanę i pójdę zobaczyć owego misia.

-          Czy on też pragnie wyjść ze sklepu?

-          Tak… i tak jak tobie wskazuję jego, jemu wskazuję ciebie…

-          Boże, ale, po co?

-          Nie dowiesz się, jeśli nie pójdziesz go przywitać…

-          Nie teraz Panie, nie teraz…

Zawsze obiecuję sobie, że kiedy tylko zwolni się jakieś miejsce koło mnie pójdę do niego. Jednak, gdy już to miejsce jest, ja wycofuje się…

-          Ile to już razy miałaś do niego iść?

-          Zbyt wiele…

-          Więc nie traćmy czasu!

Gładka, czuła dłoń Boga uniosła mnie do góry. Strasznie bałam się tego spotkania. Co będzie, jeśli miś mnie nie polubi? Zasmucimy wtedy Boga.

-          A jeśli miś nie będzie chciał ze mną rozmawiać?

-          Już dawno chciał cię poznać, ale bał się tak jak i ty…

-          Czemu więc mnie pierwszą do niego prowadzisz?

-          A jest jakaś różnica?

-          Nie…

Spojrzałam na półkę. Pełno lalek, misiów. Nieznane twarze. Miliony nieznanych twarzy. Pokazywali mnie rękami… nie widziałam nikogo siedzącego. Kiedy przechodziliśmy tak razem z Bogiem brzeg półki stawał się pusty. Oni się Go bali! I tego, że zabierze ich gdzieś daleko. W nieznane… uciekali w popłochu w odległe zakamarki. Zrozumiałam, że tylko ja i ten miś rozmawialiśmy z Panem. Że chcieliśmy z nim odejść. Może gdzieś daleko na drugim końcu półki jest jeszcze ktoś, kto teraz siedząc macha nogami w oczekiwaniu. Dotarliśmy na miejsce. Na krawędzi spoczywał brązowy, pluszowy niedźwiadek z radosnym uśmiechem na twarzy. Gdy tylko Bóg postawił mnie obok poczułam ogarniające mnie szczęście, tak jakbym znała misia całe życie. Podbiegłam i wtuliłam się w niego. Objął mnie i nic nie mówiliśmy… potem nasza rozmowa trwała latami… czasem bez słów, gestami, spojrzeniami.

Kiedy Pan zjawił się następnym razem z daleka zobaczył już czworo nóg zwisających z półki… na ramieniu siedział mu inny miś.

-          Czy on też machał nogami w rytm serca innej lalki?

-          To się okaże za chwilę…

Odszedł z uśmiechem na twarzy. Taki był szczęśliwy. Jak ja…

-          Misiu…

-          Tak?

-          Może pójdziemy sprawdzić, co jest tam na końcu…

-          Ale potem jak sprawdzimy wrócimy.

-          Dobrze…

-          I pójdziemy w drugą stronę?

-          To nasza wspólna wędrówka…

Wstaliśmy. Szliśmy długo po szarej, zwykłej półce pełnej ludzkości. Dotrwaliśmy do końca. Ale to, co tam zobaczyliśmy zostanie tylko w naszych sercach… chcemy jeszcze sprawdzić drugi koniec… tylko czy Bogu nie wypadnie w kluczu któreś z nas?

 

 

morphia

 

PS: Pisząc słuchałam uderzeń tęskniącego serca…  i łoskotu spadających na ziemię płatków białego śniegu.