"Grunt to bunt."

by

UnionJack

Tekst ten, napisany w odpowiedzi na arty Axela i Donalda, to właściwie nie będzie polemika. Bo polemika oznaczałaby, że się z czymś nie zgadzam. Z drugiej jednak strony nie będzie to art poparcia pełen, bo takiż art znaczyłby, że nic do dodania nie mam. A ja ani ryby, ani akwarium - ja po prostu mam swoje zdanie :)

A zdanie, to, na co pewnie przemyślny Czytelnik wpadł już dawno, będzie się tyczyło, fanfary, buntu. Buntu rozumianego szeroko i wąsko zarazem, buntu mentalnego, a materialnego, widocznego na rzut oka pierwszy i ukrytego pod płaszczykiem ułożenia, a posłuchu. Buntu na co dzień i od święta, buntu na dzień dobry, buntu na dobranoc.
Powtarzając się (raz jeszcze): to o buncie będzie. I już.

Skąd pochodzi bunt - powiedzieć nie sposób. Na pewno nie z jakiegoś odgórnego nadania, na pewno nie ze stacji Statoil. Bunt powstaje we wnętrzu człowieka, w jego, rzeknijmy to umnie, duszy a jestestwie. Biologiści widzą w nim niekontrolowany, a potężny potok hormonów podobnych adrenalinie; hormonów, które w świecie kła i pazura służyć miały zdobyciu pozycji w stadzie, skutecznie, a po trupach. Dorośli uważają bunt za nieuzasadnioną agresją niedojrzałych młokosów; młodzież zaś widzi w nim naturalną reakcję na stetryczenie najbardziej pełnoletniego ze światów. Donald wreszcie, by zakończyć największym z autorytetów, jest zdania, że bunt to po prostu podskórne pragnienie, by było inaczej.
I ja się - o zgrozo! - niemal z Donaldem zgadzam.

Bunt jest bowiem jak ciupaga na góralskim weselu: nie wiesz skąd wzięła, a tkwi w tobie głęboko. Na pewno jest on reakcją na ten cały, pardon my language, parszywy świat dookoła, na pewno chcą buntownicy, by było inaczej, by było lepiej. Bunt to bowiem, w mojej, jakże skromnej, opinii, taka podświadoma chęć czynienia dobra: nieraz rozumianego opaczniej niż przewiduje ustawa - ale nadal dobra! Taka walka o lepsze jutro, za przyszłość waszą i naszą. Bój o Nowe Otwarcie, Bitwa o Arkadię.
Wszyscy Święci byliby dumni. :)

Czy bunt jest światu potrzebny? Tak, jest światu bunt potrzebny! ;) Bunt wszak, jak ziemia ziemią, jest takim naszym globalnym spiritus movens: bez buntu, proszę Państwa, zmieniają się jedynie daty w kalendarzu! To bunt, to owa, mówiąc brutalnie, wewnętrzna wściekłość, jest motorem napędowym wszystkich idei: to bunt obalił komunizm, to bunt zniósł apartheid, to on dał prawo wyborcze kobietom. Rebelia przeciwko niepokornym jabłonkom dała nam prawo grawitacji; rewolta przeciwko grawitacji - samolot, bunt przeciw samolotom - artylerię przeciwlotniczą. Każda bowiem idea wynikała - i wynika - z buntu, a każdy ideowiec stawał się i staje, prędzej czy później, buntownikiem.
Doprawdy, gdyby Chrystus urodził się w latach siedemdziesiątych, mógłby być tylko hippisem! ;)

Oczywista, nie każda buntu odmiana zasługuje na gloryfikację i historyjkę hagiograficzną: są jego odmiany, które, jak polskie autostrady, nie prowadzą do nikąd i do niczego. Nie sztuka wszak, excusez-moi, sikać do windy, przestawiać znaki drogowe i pisać tagi na murach - trza działania, jak to się mówi, ukierunkowanego. Bo bunt, który burzy i niszczy, to już w pewnym sensie nie bunt, lecz wandalizm; buntować się z głową, to buntować się dla określonej idei i celu. To znaczy, że tak groteskowo napiszę, każdego dnia budować owo przysłowiowe Lepsze Jutro: nie butelkami a własnym przykładem, nie kamieniami a wiarą w ludzi. Nie sztuka wszak niszczyć rzeczy niedoskonałe: sztuka budować takie, które o doskonałość będą przynajmniej zahaczać.    
Nie, nie Adam Małysz! ;)))

Bunt przeciw społeczeństwu, rzecz oczywista, nie powinien też oznaczać jakiś tragikomicznych, werterycznych zachowań: nie o to chodzi, by się murem od ludzi odgradzać, chodzi o to, by mury te niszczyć! Nie ma co się jeżyć jak kaktus i nadymać jak purchawka - żadna z tych sympatycznych roślinek świata nie zmieniła i zmienić już nie zdąży. Jakkolwiek perfidne i wredne by to nasze społeczeństwo nie było, nie wolno się do niego odwracać plecami! I wcale nie o to chodzi, że społeczeństwo Ci, Czytelniku, może  w te plecki wbić coś ostrego, a po rękojeść - chodzi o to, że świata nie da się zmienić stojąc z boku i wytykając jego wady palcem. Nieobecni głosu nie mają, także ci nieobecni z wyboru. Zmieniać świat można tylko od środka, tylko do świata należąc...
Sorry, Winnetou: by ulepić garnek, trzeba ubabrać się gliną.

Niegłupio byłoby także wiedzieć, jaki ów garnek ma mieć kształt; innymi słowy warto się zastanowić, co jest buntu warte, a co vanitas vanitatum i kobieto, puchu marny. Nasz, pożal się Boże, rozumny gatunek zna wszak całą paletę buntów nie tylko niepotrzebnych, co nawet (w dużej mierze) szkodliwych. Ot, bywało wszak, że bojownicy o wolność i sprawiedliwość tracili (czasem dosłownie ;) głowy i zaślepieni Wielką Ideą stawali się dokładnie tym, z czym kiedyś walczyli: Systemem, Hydrą, Babilonem. Nie, drogi Czytelniku, nie warto walczyć o upadek Systemu - nie ma wszak żadnej gwarancji, że następny z Babilonów będzie choć krztynę lepszy od obecnego. Jedyne, co zrobić można, to ów System kształtować tak, by ludzką twarz przybierał...
Ponownie: nie, nie Adam Małysz! ;)))

A System osłabić można w sposób (pozornie) prosty. Nie od dziś i nie od wczoraj wiadomo wszak, że łatwo kontrolować można jedynie lud ciemny, niemyślący i nieokrzesany - ten bowiem, nieprzyzwyczajony do intelektualnych fanaberii, bez zastanowienia łyka ładnie opakowaną, lecz mało pożywną kiełbasę przed- i powyborczą. Z społeczeństwem myślącym zaś już, psia mać, tak prosto nie jest: takie społeczeństwo nie ufa reklamom, politykom, mass-mediom. Samemu myśli, samemu obserwuje, samemu wyciąga wnioski.
To nie System nim rządzi. To ono rządzi Systemem.

Rzecz jasna, Czytelniku: takie społeczeństwo to póki co utopia. Ale jeśli masz walczyć o Utopię, to walcz właśnie o taką! Ucz ludzi myśleć, ucz ich samodzielności. Pokaż im, że można Inaczej; że nie ma nieomylnych autorytetów, że każdy osąd jest subiektywny, a każda decyzja stronnicza. Czas by zrozumieli, że pozory mylą, więc po pozorach sądzić nie wolno. Czas, by zaczęli widzieć świat takim, jaki jest, a nie takim, jakim przedstawia go telewizja.

A wtedy, a wtedy być może mury wreszcie runą! Może wtedy zniknie antysemityzm, zniknie rasizm, zniknie homofobia. Może przyjdzie kres szowinizmu i wojowniczego feminizmu; szlag trafi wreszcie stereotypy i skróty myślowe. Runie bunkier ksenofobii, runie ostrokół megalomanii i spłonie getto zaściankowych kompleksów. A System, pokonany, przestanie być już Systemem...

A może nie? Nie wiem. W każdym razie warto spróbować...

Przestań być częścią Systemu, Czytelniku... Ten poza Systemem, kto myśli samemu...

UnionJack