pan_T.A.Rej

Dzień jak codzień



    I tak zacząłem pracę u Sołtysa jako okoliczny pisarz. Od razu też postanowiłem być dla niego jak syn. Nie, nie leniwy, bezczelny i niewdzięczny, jak każdy potomek. O kasę mi chodzi. Czyli będę rwał od niego, ile się da. No i inne, normalne sprawy - wydzwanianie z jego telefonu, zabawa jego komórką i buszowanie w internecie (www.17,50za_minutę+vat.prv).
    Oczywiście, prócz powyższego, prócz zwykłych biurowych spraw typu: przerwa na kawę co pół godziny i biegania do sklepu po zestaw "Mały Negocjator" czyli litra, gęś i oranżada, zdarzało mi się od czasu do czasu coś napisać. Najczęściej było to kolejne podanie do europarlamentu z prośbą o podwyżkę diet dla naszych przyszłych eurodeputowanych. Poza tym czas leciał mi na rozmowach z petentami. Tu musiałem wykazywać się wyższym wyrobieniem towarzyskim. Czyli, jak to się teraz nazywa, "asertywnością". Na pamięć znałem formułki typu: "nie ma", "zajęty", jest na konferencji". I najważniejszą: "jak się da, to się załatwi". Przy czym nie musiałem dodawać, komu petent ma dać. Ulubionym powiedzeniem Sołtysa jest: "Śpieszmy się brać. Ludzie tak szybko odchodzą..."
    Ale najwięcej radości dawało mi obserwowanie, jak rodzi się historia. Oto do odejścia w polityczny niebyt szykował się Przewodniczący Rady Okolicznej Miernoty (w skrócie: Promier), Spadający Don M. Na jego miejsce czaił się przewodniczący Samej Brony, Francuz z pochodzenia - Le Pper. Ja tam na polityce się nie znam i dla tego wątpię w jego zdolności rządzenia Okolicą. Ale ostatnio się dowiedziałem, że swoje gospodarstwo prowadzi żelazną ręką. U niego nawet świnia nie kwiknie. I byle królik mu nie podskoczy. Co prawda, Okolica nie obora, a ludzie to nie krowy, które można doić i doić. Ale przewodniczący Le Pper ma genialnych współpracowników i doradców. Bo czyż nie jest geniuszem ktoś, kto w dwa lata zalicza podstawówkę, liceum i studia? I to wszystko w szkole w Przemyślu?
    Tak, przewodniczący na pewno zostanie Promierem. Sądząc po jego zdolnościach do obiecywania, okoliczni go wybiorą. A Le Pper obiecuje wszystko. Nikt tak pięknie nie obiecuje, jak on.
    Zastanawiam się, czy po majowym uniowstąpieniu nie wyemigrować gdzieś, gdzie jest cieplej. I gdzie nie ma tylu obietnic. Nowy dowód mam, a to ma ponoć wystarczyć do podróżowania - w granicach Unii i zdrowego rozsądku. Ale tu Sołtys mnie zgasił: "Taa, z dowodem możesz jeździć po Unioeuropie. Ale by wyjechać z kraju, potrzebny będzie ci paszport. Parlament nie zdążył zmienić prawa i celnik po staremu bez paszportu z Okolicy cię nie wypuści. Cóż, parlament miał ważniejsze diet... To jest sprawy, niż jakaś tam zmiana prawa".
    Ostatnio odwiedził Sołtysa słynny podróżnik, wędrujący swoimi drogami do Indii - Marko Polo. Co prawda, jego podróż jest powolna, bo idzie tam swoimi drogami. A te buduje w tempie dziesięć kilometrów na rok.
    Tak, dobrze być u źródeł wiadomości. Nie tylko spotyka się ciekawych ludzi, ale i można się dowiedzieć czegoś ciekawego. Ot, dowiedziałem się ostatnio, że w tamtym roku poziom życia mi się poprawił. Tylko czemu muszę się o tym dowiadywać z ust polityków? Sam tego nie mógłbym zauważyć?
    No, ale muszę kończyć, bo już słyszę, że Kaziuk przyszedł w interesach do Sołtysa. Ocho, już mnie wołają:
    - Student, skocz no do sklepu. Weź dwie...
    - Co ty, dwóch nie wypijemy - to Sołtys
    - Wypijemy, wypijemy - teraz Kaziuk
    - Nie damy rady. Niech weźmie jedną
    - Taki duży chłop i dwóch nie wypije. Student! Weź skrzynkę wódki i dwie oranżady!
    No i muszę lecieć. Co prawda, po ostatniej naradzie, Sołtysowa zrobiła Sołtysowi komisję śledczą w domu. Ale jakoś się wybronił.


pan_T.A.Rej