Dziś nic nie przeczytam.
  Tak postanowiłem, tak zrobię. I na nic błagania, na nic to wszystko co chcielibyście zrobić abym coś przeczytał. Nie da rady. Postanowiłem zaprotestować przeciw. Nie przeciw czytaniu jako takiemu, lecz przeciw czytaniu memu dziś. Koniec.
  Nie zmuszą mnie żadne reklamy, żadne gazety, bannery. Nic mnie dzisiaj do tego nie zmusi.
  No tak, ale czytelnik chciałby zapewne wiedzieć dlaczego to robię. Dlaczego robię to i manifestuję głośno swe czyny, czarno na białym.
  Ano, takie przyszły człowieka czasy. Dziś czytanie jest z pozoru modne. Ale tylko u ludzi dojrzałych i pseudo-poetów, i tylko z pozoru. Takoż jest z pisaniem, ale to już inna historia. No więc, wielu ludzi czyta. Na zdrowie. Ale większość robi to niczym faryzeusze - na pokaz, że się tak wyrażę. Słychać wśród takich zapyziałych intelektualistów, że czytać trzeba jak najwięcej. Na zdrowie. Ale co czytać? Ano to, co jest modne. Modne tytuły, modnych autorów. Inaczej się nie da. No i trzeba mówić o tym wszystkim wokół, rozgłaszać...
  Nie. Jestem przeciw czytaniu. Tak postanowiłem, postanowień nie zmienię. Dziś. Bo czytać trzeba umieć i basta. Ja jednak dzisiaj czytać nie umiem, nie chcę, nie. Można powiedzieć, że jestem swego rodzaju buntownikiem i tak zapewne teraz szanowny czytelnik myśli.
  Po części tak, po części nie. Dziś nie czytam, jutro może tak. To nie jest stricte buntownicze myślenie. Prawdziwy buntownik buntuje się przez całe życie i, daj Boże, za bunt umiera, z buntowiczym wyrazem twarzy. Ja zaś nie czytam tylko dziś...
  Tak sobie myślałem co by można jeszcze zrobić w sprawie owego buntu jednodniowego antycztelniczego i mam: napiszę odę do nieczytania. Ale to może kiedy indziej. Bo ja w grucie rzeczy jestem poetą. Tak, poetą, żeby nie powiedzieć Poetą. Jednakże zostawiając megalomanię w spokoju... Jestem poetą, a raczej nim bywam. Kedy bywam? W różnych chwilach ale na pewno nie dziś.
  Wracając do nieczytania - to w sumie bardzo przyjemne zajęcie. Wyobraź to sobie, drogi czytelniku: siedzę sobie w fotelu i nic. Nie żebym się lenił, co to to nie. Po prostu siedzę i kontempluję. No i nie czytam. Czasem pójdę zrobić herbatkę. Kieruję się wtedy do kuchni, herbatę granulowaną mam w opakowaniu bez napisu - nic nie muszę czytać. Nie wiem po co w ogóle ludzie nalepiają jakieś napisy na pudełka herbaty, soli, pieprzu. Przecież dobrze wiedzą co się w danym opakowaniu znajduje. No chyba, że chodzi o gości, żeby się połapali. Ja jednak jestem przeciw. Sam moim gościom robię herbatę. Z dwóch powodów: żeby uważali mnie za dobrego gospodarza i żeby nie grzebali mi po półkach, za czym, przyznaję się bez bicia, nie przepadam. Ale wracając do tematu - napój przyrządzam bez konieczności czytania czegokolwiek, co dziś mi się bardzo podoba.
  Dobra. Siedzę sobie w fotelu, popijam ciepłą herbatę, oczywiście z cytryną i cukrem, innej nie pijam. I co? I nie czytam. Nic a nic. Siedzę więc dumny jak paw z wypełnianego obowiązku wobec mego sumienia. Czasem spoglądam przez okno. Żadnych napisów, żadnych literek, nic co mogłoby się kojarzyć z szeroko pojętym piśmiennictwem. Jestem zadowolony.
  Tak. Być może uważasz mnie za wariata, drogi czytelniku. Na zdrowie. Myślisz zapewne, że jestem lekko szurnięty ale niegroźny dla otoczenia. Być może. Ale - przyznać trzeba - to jest cholernie przyjemne!


Rafał 'placeq' Malicki
rustin_parr@wp.pl