Bij – zabij!

“Ciekawe, o czym jest ten artykuł?” – zastanawia się teraz pewnie niejeden z was, drodzy Czytelnicy. “Może o jakimś okrutnym mordzie, albo zuchwałym napadzie?” – myślicie z nadzieją, że Wasze przypuszczenia się spełnią... Niestety, nic bardziej mylnego! Nie twierdzę, że przeczytacie tu o krasnoludkach i sierotce Marysi, poniższy tekst traktuje bowiem o przemocy – tyle że tej w szkole...

Rozczarowani? Może i tak, ale to najlepszy powód ku temu, by zatrzymać się choć na chwilę przy moim artykule i zastanowić się nad sobą, swoją psychiką itp. Każdy bowiem doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że przemoc w szkole była, jest i (na 99,9% ) będzie nadal. Mało kto jednak o niej mówi i zastanawia się, co by tu można z owym zjawiskiem zrobić. Dobrze się więc chyba stało, że ludziom w końcu otworzyły się usta. Fakt – po zaprezentowaniu przez reporterów TVN tzw. “taśm grozy” ( wiem, zbyt “patetyczne” określenie, ale opinię publiczną najłatwiej poruszyć właśnie takimi “głośnymi” tytułami ) popadnięto niejako z jednej skrajności w drugą, a liczba opisywanych “szkolnych rewelacji” pozwala przypuszczać, że część z nich to czysta insynuacja, nie znaczy to jednak, że problem w ogóle nie istnieje.

A skoro istnieje, to, jak łatwo się domyśleć, musiał się skądś wziąć. Dziennikarze, psychologowie i inni eksperci głoszą 1001 hipotez na temat źródła przemocy i zepsucia wśród młodzieży. Popularne są poglądy, że to brutalność w filmach i grach komputerowych prowadzi do demoralizacji. Wiem, że odnośnie tej opinii mogę być mało obiektywny, ale dla mnie to “bujda na resorach”. Każdy z nas oglądał przecież niejeden krwawy film, a mimo to większość osób nikogo nie zabiła czy chociaż dotkliwie nie pobiła. Jako ludzie potrafimy chyba bowiem odróżnić fikcję od rzeczywistości i nikt nie będzie się wzorował na – chociażby – Johnie Rambo.

Źródłem przemocy wśród nieletnich nie jest też według mnie “brutalność” dzisiejszego świata. To, że odkrywane są różne afery, ludzie gonią za pieniądzem czy są bezduszni i zimni dla innych nie znaczy, że trzeba wyjść na ulicę i pobić kogoś czy obrabować. Agresji nie może też wywołać według mnie ostra, rockowa muzyka (a słyszałem i takie opinie... ). Może pomóc rozładować napięcie, ale nie popycha do biegania po ulicy z pałą. (Sam słucham punk – rocka i jakoś na złe mi to nie wyszło ) Szukanie coraz to nowych wyjaśnień problemu, jakim jest przemoc, powadzi więc do paranoi. W końcu ktoś może “naukowo” udowodnić, że np. niebezpieczne dla psychiki dziecka są pistolety – zabawki! Maluchy bawią się przecież nimi, celują do swych rówieśników... a potem mogą kupić prawdziwego “gnata” i napadać na ludzi!

Przemocy nie są także winni nauczyciele. Ponoć szkoła jest instytucją, która powinna wychowywać, ale to w domu kształtuje się psychika dziecka. Nauczyciel lub pedagog szkolny może co prawda starać się wpłynąć na ucznia, ale to nie na nim spoczywa ciężar jego wychowania!

Cóż zatem powoduje, ze młodzież jest zła? Według mnie: nieodpowiednie wychowanie przez rodziców! Jeśli ojciec i matka nie poświęcają dziecku zbyt dużo czasu, nie ma się co dziwić, że nie czując się bezpiecznym, potrzebnym, czy tez nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić, “stoczy się ono na dno”. Takiej osobie filmy lub gry rzeczywiście mogą zawrócić w głowie, ale nie można ich winić o wszystko, bo są groźne naprawdę tylko dla tych, których dobrze nie wychowano...

Do rozwoju samego zjawiska przemocy przyczynia się też obojętność społeczeństwa i władz na wykroczenia wobec prawa. Media nagłaśniają każdy przypadek pobłażania przestępcy i pokazują, ze w naszym kraju niejako wolno źle postępować. To tylko ośmiela potencjalnych chuliganów. Poza tym rodzice takich osób często, pomimo oczywistej winy swych latorośli, bronią ich, umacniają w przekonaniu, że są bezkarni...

Statystyki są różne, ale średnio “grubo” ponad połowa uczniów zetknęła się z przemocą w szkole, zaś 30% “absolwentów” odczuło ją na własnej skórze. To przykre, ale należy się zastanowić, ilu spośród tych pokrzywdzonych naprawdę było niewinnych! Co innego bowiem, gdy słabszy ( a w mniemaniu napastników głupi i beznadziejny ) uczeń zostanie bez powodu pobity, okradziony, czy “skocony” , a co innego, gdy sam szuka guza. Wiem, że tych pierwszych przypadków jest więcej, ale pamiętajmy, by niczego nie uogólniać i nie generalizować.

Skoro zaś już jesteśmy przy “koceniu”, skrobnę kilka słów i o tym. Kiedyś bowiem rytuał ten kojarzył się tylko z wojskiem. Obecnie natomiast “fala” przeniknęła także i do szkół. Zwyczaj ten należy oczywiście bezwzględnie potępić, podobnie jak wyłudzanie haraczy, kradzieże pobicia itp. Szkoły powinny zadbać, by “fala” nie mogła w nich mieć miejsca...

No właśnie... Dochodzimy tu chyba do największego problemu pedagogów, a mianowicie kwestii walki z przemocą. Wiem, że lepiej zapobiegać, niż leczyć i dlatego powinno się zadbać o prawidłowe wychowanie młodzieży, nie zaś naprawiać jego braki. Skoro jednak konieczna jest także ta druga ewentualność, sądzę, że przede wszystkim należy uświadomić rodzicom, jak ważne jest prawidłowe pokierowanie rozwojem dziecka i, jeśli ojciec czy matka nie jest do tego zdolny ( rodzina biedna, patologiczna ) starać się mu pomóc.

Młodzież zaś, która już teraz jest niestety “zła”, należy objąć szczególna opieką i starać się ją “nawrócić” na drogę prawa. Ważne jest także to, aby surowo i konsekwentnie karać wszelkie wykroczenia. Bo choć wielu osób nie da się już naprawić, kary mogą przestraszyć przyszłych chuliganów... To naprawdę potrzebne, bo trzeba zadbać o to, by szkoła stała się bezpieczna. Spodoba się wtedy każdemu – za wyjątkiem tych, którzy z przemocy czerpią wymierne korzyści.

Pietrus