Kiedyś miałem złudzenia... Może byłem naiwny i głupi ale sądziłem że można wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć coś zmieniać. O czym mówię? A no o wyborach samorządowych jesienią 2002 roku. Wiem, że minął od nich szmat czasu ale jakoś wcześniej nie było okazji wypowiedzieć się na ten temat.
Zdarzyło się, słonecznego, wrześniowego dnia , iż zostałem zaproszony przez pewne stowarzyszenie z mojego miasta do reprezentowania jego szeregów w owym pędzie do władzy. Oczywiste było, że chodzi o "zapchanie" listy i zdobycie większej ilości głosów dla działaczy z pierwszych miejsc listy ale jakaż to pokusa! Zamiast ciągle zrzędzić, że jest źle może uda się coś zmienić! Tak pozytywnie nastawiony przystałem na propozycje i wziąłem się do pracy. Pomysłów miałem wiele, mimo, iż w szacownym gronie byłem najmłodszy wiekiem i nie posiadałem żadnego "partyjnego" doświadczenia. Ale miałem zapał!!!
Zaczęło się ustalanie taktyki wyborczej i programu. Kilkanaście osób w malutkim pomieszczeniu biedziło się nad tym jak zdobyć glosy biednych, niczego nieświadomych wyborców. I jak myślicie, do jakich wniosków doszły te tęgie głowy? Że zmniejszą bezrobocie, postarają się o dotacje z funduszu PHARE, zaprowadzą ład w inwestycjach komunalnych? Nie, nasi kandydaci na "władców" stwierdzili że ludzie potrzebują zgodnie z rzymską maksymą "igrzysk i chleba". A że chleba im dać nie sposób, bo to zbyt trudne a i sposoby aby to osiągnąć nie są zbyt popularne zostały same igrzyska. Postanowiono, że w programie umieści się punkt o zliberalizowaniu sprzedaży napojów alkoholowych i przedłużeniu czasu otwarcia pubów. Jedynym argumentem za było to, iż taka zapowiedź przyciągnie do urn młodych ludzi! I gdzie tu zasady moralne? Gdzie szacunek dla wyborcy?
Muszę Wam powiedzieć, iż moi "partyjni " koledzy (i koleżanki) potraktowali społeczeństwo jak bandę bezmyślnych matołów którym można wszystko wmówić a po wyborach "jak już będziemy rządzić to się wszystko sprostuje". I w programie znalazły się światłe wizje rozwoju miasta. Niestety wizje te były tylko pustymi hasłami, nikt nigdy nie miał ich zamiaru realizować. Na zebraniach oficjalnie mówiono, że to wszystko pic na wodę i gra wyborcza.
Smutna prawda była taka, iż dla większości była to gra o utrzymanie swoich mandatów w Radzie Miasta i ciepłych posadek w Urzędzie Miasta. Te kilka osób które protestowały, mówiły o potrzebie zmian i działań na rzecz społeczeństwa zostały zakrzyczane przez "władze" ugrupowania. Dzięki temu osoby które miały dla siebie trochę szacunku i jakieś choćby resztki ideałów, szybko się zniechęciły i zrezygnowały z tej "szopki".
Tak stało się też ze mną. Odpuściłem, szans na miejsce w radzie nie miałem a wspomagać tak obłudnych i dwulicowych ludzi nie chciałem.
Zapytacie zapewne po co wam to opowiadam? Bo szlag mnie trafia kiedy widzę polską scenę polityczną! Jeśli już na szczeblu miasta chodzi tylko o pieniądze i władze to czemu dziwimy się naszym wspaniałym posłom i ministrom? Tam też są pieniądze, tyle, że dużo większe.
Jakiś czas temu mówiło się, że kiedy do władzy dojdą "młodzi" to wszystko zmieni się na lepsze. Nie prawda! Karierę w polityce zrobią tylko osobniki obłudne i zapatrzone w siebie samych.
Tak właśnie straciłem złudzenia.
Jeśli macie jakieś uwagi to piszcie na adres adamcze@poczta.onet.pl
Adamcze