Profesor nadziei...

*************************
Zawrotne tempo. Kilkadziesiąt kroków na minutę. Mat fiz. Ludzie prawie biegną. Pani w zielonym berecie chyba kolejny raz nie zdąży na autobus. Chyba znowu mam przywidzenia. Czyżby kierowca autobusu się śmiał? Satysfakcja z życia.

*************************
Zaczyna padać. Ulice pustoszeją. Szarość staje się jeszcze bardziej szara. Nie jestem pewna, czy to możliwe, ale tak się dzieje. Niezbadane są wyroki boskie. Brudnobiały autobus wygląda na tym tle jak wyprany w Perwollu. Chemia życia.

*************************
Na pierwszy rzut oka widać zmieniające się cyklicznie światła sygnalizatorów. Zielone. Pomarańczowe. Czerwone. Szary człowiek czeka na zielone światło. Na światełko nadzieji. Mały zgarbiony osobnik z wypchanym plecakiem na wygiętych przez życie plecach. Z szarym płaszczem, szarą twarzą, szarą twarzą. Czekający na światełko nadzieji. Nadzieji na co? O! Zielone. Jak bardzo zmęczony musi być ten człowiek. Kilkanaście kroków Pani W Zielonym Berecie, to jego jeden- krok ku nadzieji. Ku spełnieniu wszelkich pragnień. Ku lepszemu życiu.

***************************
Podobno był kiedyś wybitnym profesorem. Człowiekiem nauki, osobą, która dla żądzy wiedzy wyzbyła sie życia rodzinnego. Podobno całe dnie spędzał w pracy, chciał coś stworzyć, coś odkryć. Osoba z pasją. Nie wiem, jak to się stało, że spędza każdy swój dzień na ulicy, śpi na ławce. Nikomu nie przeszkadza. Wszyscy są dla niego życzliwi, chyba nikt nie odmówił mu pomocy. Zawsze w tym samym ubraniu, ten sam wypchany po brzegi plecak. Wojskowa kostka, o którą tak długo prosiłam tatę. Dla niego to bagaż życia. Jego skarbem wiedza, jego szpilką w sercu niespełnione marzenia. Jego domem świat. Obywatel świata. On. Malbork pusty będzie bez niego.


Tekst ten powstał w połowie na nudnej jak flaki z olejem geografii. Cześć i chwała Pani profesor za wyrozumiałość.


K@mil@