Neośredniowiecze
Autorzy niniejszego tekstu zapragnęli przedstawić świat z możliwie obiektywnej strony i sprawić, aby odbiorcy wyciągnęli odpowiednie wnioski.
Niby mamy dwudziesty pierwszy wiek.
Epoka nanotechnologii, przekraczania nieprzekraczalnych granic.
Ostateczny tryumf jest coraz bliżej.
Świat idzie do przodu.
Rozwój.
Elektryfikowane umysły.
Dzień po dniu, godzina po godzinie...
Nieprawda.
Idziemy własnymi śladami.
Okrąg się zamyka.
Wojny, pochłaniające miliony istnień.
Ideologiczne krucjaty.
Elektroniczne systemy zadawania śmierci.
Człowiek ponownie w głębokim tle.
Znowu zbłądziliśmy.
Epoka Neośredniowiecza.
Sztuczna inteligencja, komputery niemal mądrzejsze od ludzi, którzy je "spłodzili", nowe rozwiązania w każdej dziedzinie życia... Świat idzie do przodu. Tylko ludzie za nim nie nadążają.
Gdzieś z tyłu zostały wszelkie ideały, człowieczeństwo, troska o rzeczywistość w której żyjemy. Ludzki pozostał tylko wyścig szczurów, korupcja, komercja, sterowanie, kreowanie fałszywych ideałów, degradacja środowiska naturalnego, IQ poniżej normy, zabójstwa, napaści, kradzieże, gwałty...
To jest nasz świat? Tak, tak... Właśnie w tym bagnie żyjemy. Żyjemy, wywyższając się ponad starożytnych Egipcjan i Greków, którzy nie mieli telewizora i z nudów budowali piramidy. Jesteśmy lepsi od średniowiecznych, błędnych rycerzy, chowając się za maską anonimowych ciągów liczb.
Ludzie - istoty zapatrzone w siebie, tak beznadziejnie przekonane o własnej przewadze nad każdą rośliną, każdym zwierzęciem. Wierzące w swoją doskonałość do obrzydliwości. Istoty, które w założeniu miały być myślące, ale myślenie już dawno wyszło im z nawyku. Ważniejsze są pieniądze, nowy telewizor, dobry samochód...
Ludzie - istoty stworzone do wyższych celów. Mam czasem wrażenie, że wyższym celem stał się byt, stało się zniszczenie, prawie totalna zagłada środowiska, przeklinanie, że świat jest zły i nic nie robienie.
Ludzie - istoty siedzące z nogami na biurkach, z rękami w kieszeniach, tłumaczący, że przecież i tak nic nie można zrobić. Nie można, bo może trzeba by poświęcić pieniądze i czas. To zbyt wiele takie poświęcenie.
Ludzie - istoty wyższe, powinny znać pojęcie tolerancji. Pojęcie znają, w praktyce jednakowoż się gubią... Jeśli się znajdzie człowiek - jeden na tysiące ludzi - który chce zmienić świat, chce, żeby było lepiej, wierzy, że rzeczywistość zależy od niego, zostanie nazwany kretynem, idiotą... Bo przecież to niemożliwe.
Ludzie - knujący podstępny plan zagłady świata. Zakładający, że tak doskonałe istoty nie zginą w tej masakrze.
Ludzie - słowo, które wymawiam z pogardą, bo nie chcę takiego świata, takiej rzeczywistości. Jestem idealistką, optymistką, może nawet kretynką? Ale zmienię ten świat. Ten sam, do którego ludzie nie chcą się dotykać...
Czasy współczesne jako nawrót do zacofania? Ciekawe, jednak myślę, że nie można tak po prostu powiedzieć, że "ludzie są głupsi" albo "ludzie zmądrzeli". To jest trochę bardziej złożone, w pewnym sensie brniemy do przodu, w innym zaś stale się cofamy. Myślę że z przewagą na to pierwsze, postaram się jednak przedstawić argumenty za oboma założeniami. A więc:
Ludzie ciągle się rozwijają, są inteligentniejsi i mądrzejsi, ciągle udoskonalamy technologię na wszystkich płaszczyznach, wiemy coraz więcej, nieustannie odkrywamy otaczający nas świat i coraz śmielej wychodzimy poza granice naszej planety. W dawnych czasach nawet królowie nie potrafili czytać i rachować, dziś umiejętność tą posiadają kilkuletnie dzieci (z pewnymi wyjątkami), stale ułatwiamy sobie życie tworząc coraz to nowe urządzenia, które pomagają nam w wykonywaniu codziennych czynności... Można
byłoby jeszcze długo...
Ludzie cofają się w rozwoju, ponieważ nie uczą się na błędach, ciągle wywołują wojny, wiedząc jak fatalne ma to skutki, zanieczyszczają środowisko i egoistycznie patrzą w przyszłość myśląc: "mnie to nie będzie dotyczyć, nie dożyję tego", tworząc coraz to nowe urządzenia mające nam pomóc popadamy w skrajności, w końcu nawet będziemy mieli automaty do wiązania sznurówek, bierzemy nie to czego potrzebujemy, tylko to, czego chcemy, dajemy sobą nieustannie manipulować, wielu ludzi już nie wie co to jest "własne zdanie", tylko podchwytuje to co mówią inni w telewizji, radiu, szkole, pracy, na ulicy ślepo temu wierząc i nie próbując zastanowić się nad sensem tego... Tu też można
byłoby jeszcze bardzo długo...
Sądzę, że patrząc z perspektywy najbliższych lat będzie nam się żyło coraz wygodniej, być może znikną problemy związane z głodem itp. (choć sam za bardzo w to nie wierzę), lecz jeśli w pewnym momencie się nie opamiętamy, to skończymy w świecie w pełni
zautomatyzowanym świecie, w którym, jak już mówiłem, nawet sznurówki będą nam wiązały specjalne maszyny. Aż w końcu nastąpi BUM i poczujemy się jak miliardy małych i bezbronnych stworzonek odłączonych od matrixa. Nie? A wiecie co się działo w Nowym Jorku bodajże, gdy na jakiś czas wysiadła cała elektronika? A czego ludzie bali się, gdy nadchodził rok 2000? Bali się jeźdźców apokalipsy zstępujących z niebios? Ataku terrorystycznego? Lądowania UFO? Nie? A czego? No właśnie.
Errata: powyżej pisałem o wydarzeniach innych niż te, które ostatnio
(w sierpniu br.) miały miejsce w Nowym Jorku (i nie tylko), powiem więcej: pisałem to przed tymi wydarzeniami. A więc koniec końców wyszedłem na proroka, a argumenty nabrały aktualności :).
Czy cofamy się do średniowiecza, czy do starożytności, czy też nawet do czasów kolegów australopiteków, to nie ma znaczenia.
Zmieniają się tylko nazwy jednej i tej samej epoki. Różnice - można i powiedzieć, że czerpiemy tylko ANTYbogactwo ze wszystkich cywilizacji.
Mogą nam wciskać kity o rozwoju, czy to gospodarczym, czy naukowym, a będzie to rozwój rolki papieru toaletowego. A jaki rozwój, taki życie, a więc szare i do d.! Gospodarka... W spisie zysków starają się ukryć minus przed liczbą. Poziom życia podwyższa się... rozwój nauki... Wiedza - tak. Mądrość - nie. Wynalazki. Broń. Narzędzia zagłady. Ludzie dalej szkolą się w sztuce walki. W takiej sytuacji jedynym naturalnym wrogiem człowieka jest drugi człowiek... Sabotażyści własnego gatunku.
Z Encyklopedii roku 2003 p.n.e.: "Las - teren kiedyś składający się z dużej ilości drzew, wykorzystywanych głównie w celach przemysłowych; las pełnieni jeszcze funkcje dużego wysypiska śmieci."
Ludzie, nie niszczycie cudzej planety, tylko swoją własną! Czy można bardziej się cofnąć...?
Las nie jest potrzebny... tlen... po co? Do mózgu? ...to nic nie da.
Wszyscy mówią, jak to kiedyś było źle, aby wpoić do umysłu fakt, iż teraz jest lepiej. Nieprawda. Jest tak samo, albo i gorzej.
Prawdą jest, że się cofamy, choć tego może nie widać. Pozory wzrostu i piękna są tak realne jak pozorna wędrówka Słońca po widnokręgu. Wydaje nam się... że jest lepiej, że Słonce wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Tak łatwiej, nie męczyć umysłu. Płaska Ziemia, płaska.
Co jeszcze świadczy o tym, że się cofamy? Naukowe badania. Tak, są naukowe fakty ;) Otóż przypuszczalnie około 2050 roku (potocznie naszej ery) człowiek osiągnie średnią wysokość 1.83 [m], jak ponad 20 000 lat temu. Poważne zacofanie (tak dla porównania w połowie XIX wieku średnia wysokość wynosiła ok. 1.53 [m]). To daje do myślenia :) Wszystko przez tą koszykówkę!
Należy również pamiętać, że wiek człowieka nie jest równoznaczny z jego rozwojem... I to równie dobrze można odnieść niemal do całej populacji. Są pozytywne wyjątki, są. Ale WYJĄTKI, nie większość.
Lecz nie ma się czym przejmować! Jeśli na sinusoidzie dziejów kiedyś wartości na osi rozwoju zaczną przybierać wyższe liczby, to i tak nadal nie przekroczą one zera!
Póki my czegoś nie zrobimy.
Dawno, dawno temu, kiedy nie było na świecie nas, naszych rodziców, dziadków, pradziadków, dziadków naszych pradziadków i nie wiadomo ile jeszcze pokoleń nie zdążyło się narodzić. Kiedy nie było jeszcze na świecie telewizorów, komputerów, telefonów i kawy rozpuszczalnej z mlekiem. Kiedy to Ziemia była jeszcze płaska, żyło sobie Średniowiecze. Było brzydkie i okrutne, mroczne i złe. Miało rzecz jasna również swoje dobre strony, ale o nich, jeśli pozwolicie nie będę wspominał. Skupmy się na ciemnej stronie owego Średniowiecza.
Kradzieże rozboje, napady, inkwizycja, nie wspominając o bandyckich, chuligańskich wypadach krzyżowych. Tak, tak…to wszystko karygodne występki Średniowiecza, które panowało niepodzielnie i ciemiężyło swoich wiernych wyznawców. Za każde złe słówko można było na stosie straconym zostać. Brud, syf, ubóstwo, choroby, śmierć. Poddanym powoli przestawał podobać się taki stan rzeczy i zbuntowali się przeciw okrutnemu średniowiecznemu władcy. Dzięki wytrwałości w walce udało im się zwyciężyć. Średniowiecze zostało obalone, a na to miejsce przybyli inni władcy lepsi lub gorsi, w każdym razie antyśredniowieczni królowie.
Minęło wiele lat… Po pewnym czasie ludziom zaczęło brakować dawnego króla. Chcieli ponownie zasmakować chaosu pod płaszczykiem pozornego ładu i porządku. Dawny król, który przez tyle lat na wygnaniu przebywał, teraz powraca w swym majestacie. Dzięki pomocy przychylnych mu wyznawców zdobywa coraz większą władzę, a jego działania stają się widoczne. Prawie cały świat na powrót pogrąża się w nędzy. Podczas gdy możni tego świata, wasale Nowego Średniowiecza pławią się w dostatku. Wszelkie przejawy jakiegokolwiek altruizmu tępione są w zarodku, nie mówiąc już o humanizmie, który już dawno ogłoszony został upadłym. Nie pozwólmy do reszty zdominować się przez neośredniowieczną filozofię przemocy i wyższości materialnej. Neośredniowieczny król, teraz posiadający dodatkowe możliwości będzie chciał uderzyć ze zdwojoną siłą i posiąść całkowitą, absolutną władzę. To z kolei oznacza naszą zagładę. Czyż nie widzimy, że świat zmierza ku apokalipsie? Wypowiedzmy wojnę Neośredniowieczu!!! Choć przegramy to przynajmniej polegniemy z honorem, a nasze sumienie czyste pozostanie na wieki!