.... po przebudzeniu się, nasi dzielni uczestnicy zebrali się do przysłowiowego ładu i składu. A to, co działo się potem przedstawia się następująco:
Wszyscy mieszkańcy zebrali się w kuchni.... wszyscy oprócz Frytki....
-Maciek nie widziałeś moich podwiązek.. -zawieśniaczyła Frytka.
-??? -pomyślał Maciek.
-.... no wiesz, tych, które zakładam na moje ramiona.
-A te różowe?
-Tak, te same! -ucieszyła się.
-No wiesz.... tego, więc.....
-Maciek o co ci chodzi?
-Chcę tylko powiedzieć, że nie mogę oddać ci twoich rajstop.
-Jak to???
-No bo wiesz, wczoraj była ta impreza i poprosiliśmy kogoś z zewnątrz żeby zakupił nam trochę wódy i wina...
-Ale po co były wam moje podwiązki?!
-No bo wiesz, oni chcieli to rzucić przez płot, ale wtedy wszystko by się potłukło i..
-I CO?!
-... i użyliśmy twoich rajstop jako liny....
-TY #(Q&$&Q(Q#&$ -powiedziała zaczerwieniona z nerwów Frytka.
W tym samym czasie Krzyś, jak co rano wyjechał swym lśniącym wózkiem na taras żeby zapalić papierosa. Oczywiście wyjechał bez jakiejkolwiek bluzki. (robił tak żeby telewidzowie myśleli, że jest twardzielem..) Zdenerwowana Frytka podniosła z ziemi pustą butelkę po zwrotnym winie i rzuciła nią w stronę Maćka, który w ostatnim momencie uchylił się, powodując że butelka zmieniła swój tor lotu i uderzyła niedawno przybyłego Krzyśka, który po tak celnym strzale wypadł z wózka i wleciał do basenu przed domem.
-RATUNKU MEN! HELP MI! -dało się słyszeć jego przeciągłe krzyki pośród ciszy na podwórzu.
-Maciek, coś ty zrobił! -wrzasnęła oszołomiona Frytka.
-Przecież to nie ja, tylko ty! -powiedział zdezorientowany Maciek.
Po czym oboje przybiegli na miejsce, gdzie Krzyś nieuchronnie się topił.
-....Help...hel....ppp - wołał ostatkiem sił.
Frytka, która była najbliżej miejsca dramatu miała już wskakiwać do wody, ale w ostatniej chwili przypomniało jej się, że nie ubrała majtek. Zmieszana zaczęła biec w stronę domu żeby zawołać pomoc.
-Dokąd idziesz -wołał za Frytką Maciek.
-Zawołać pomoc! -wołała uciekająca Frytka, która w parę chwil potem zniknęła w drzwiach domku.
Maciek w tym czasie wspomagał duchowo Krzyśka.
-Trzymaj się chłopie, to jest twoja chwila prawdy!
-Help men, plis.. - zdołał wycedzić przez zęby Krzyś.
-Trzymaj się, machaj nogami.... - (przecież on nie ma władzy w nogach) -pomyślał Maciek. Po niespełna minucie wszyscy zebrali się nad Krzyśkiem, który w dalszym ciągu walczył o życie.
-Wiecie co, trzeba go uratować -powiedziała Frytka. Leszek, który cały dzień spędził w ubikacji powiedział, że do wody nie wejdzie bo dostał od niej reumatyzmu.
-Słońce jest czerwone, niebo jest niebieskie, a ja nie mam na sobie zielonych skarpetek -powiedział Damian, którego reszta uczestników jak zwykle nie zrozumiała i zaczęła się śmiać.
-Patrzcie on się topi! -powiedziała przerażona Agnieszka T.
-No to co? -powiedział znużony Maciek -topi się już od ponad pół godziny....
-ŁOTS AP MADAFAKA? Somłan help mi -wołał nieustannie Krzyś.
-Ja go nie uratuję bo zmoczę moją trwałą -powiedziała Edyta.
-Ola boga jak tak można! -wzruszyła się Agnieszka T.
-He.... l....pppp.. -powiedział Krzyś po czym jego twarz posiniała i zniknęła pod wodą.
Wszyscy patrzyli na tę scenę pełni trwogi i przerażenia. Tylko Maciek okazał się pomysłowy i powiedział: ŁEJT MEN. I pobiegł po kij, który dziś rano trzymała między nogami Agnieszka T. Gdy z nim wrócił podał go tonącemu Krzyśkowi, który złapał się go jak tonący brzytwy. Gdy tylko Maciek wyciągnął Krzyśka z wody, ten zaczął telepać się z zimna.
-Hej nie chlap mnie bo zniszczysz mój nowy, lateksowy strój! -skarżyła się Frytka.
-TEJK IT IZI -wycedził przez zęby Krzyś, po czym zwrócił się do Maćka.
-JU AR KUL MADAFAKA, TENK JU MEN -powiedział prawie ze łzami w oczach.
Po tym popołudniowym zdarzeniu wszyscy znaleźli się w kuchni, gdzie od samego rana leżała Ting. Nikt jednak nie przejął się nią myśląc, że ciągle ma jazdę po wczorajszej imprezie......
-No to co ziomnki -chciał się popisać przed zebranymi Lechu -wypijemy po kielichu?
Nie musiał dwa razy powtarzać. Po tym zdaniu wszyscy wypili po litra na głowę i od razu załapali dobry humor.
-Ej choledzy... -zagadnął Maciek -zisiaj jes nieziela?
-No so ty - powiedziała Agnieszka T. -zisiaj jes sobota.
-bleeee, beeeell -odpowiedziała leżąca pod stołem Edyta.
-Tak, zara bedom goronce krzesła -zawieśniaczył Leszek, który był już lekko wstawiony.
-Robi babcia na drutach, przejechał tramwaj i spadła -odpowiedział z iście filozoficznym akcentem nadal trzeźwy Damian. Jak zwykle wszyscy zaczęli się z niego śmiać, a Edyta nie wytrzymała i puściła soczystego pawia pod stołem. Nagle śmiech przerwała Frytka.
-O ku*wa trzeba się zbierać, zaraz wchodzimy do baru! -po tych słowach wszyscy zalani do nogi zaczęli ubierać się w pośpiechu. Frytka ubrała swoje różowe pończochy, Agnieszka T przewiewną spódniczkę, Leszek czaderskie szorty, Maciek wycieruchy, Damian swój turban, Edyta buty, a Krzysiu ubrał się w wózek i swoją odlotową chustę, którą przykrył równie odlotową czapeczką. Wszyscy zwarci i gotowi udali się do baru.......
.....T...H...E E...N... D.....
ALCOHOL & HEADBANGING FOR SATAN FOREVER !!!
Czarny Kasztelan -Vampir Kury -Supreme Vampiric Evil
Kontakt do mojej Krypty: vampirkury@wp.pl