![]() ![]() | ||
| menu | « Świątynia » | about |
| autor |---> Nazcain
Wychowałem się w rodzinie dogmatycznej. Moja babcia przekazała ojcu, a ten mi, wyjątkową pobożność, nacechowaną tym, co najgorsze. Nie było niedzieli, w której nie byłbym w kościele. Ot, sami wiecie - typowa polska religijność. Rosłem w przekonaniu, że Boga trzeba się bać. Z pokoju babci (która po mszy św. chętnie włożyłaby komuś nóż w plecy) dochodzą do dziś dzień niezbyt radosne pobrzękiwania Radia Maryja... Około trzynastego roku życia zacząłem interesować się ufologią i zjawiskami paranormalnymi. Kupowałem wtedy "Faktor X" (ach, ten profesjonalizm...). Mój umysł, niczym gąbka, pochłaniał z zachłannością kolejne stronice tego poczytnego pisma. Doznałem szoku, gdy odkryłem w pokoju kuzyna olbrzymi segregator z kilkunastoma numerami. W ciągu kilku dni pożarłem wszystko. Musiałem zmienić gwałtownie swoje poglądy względem religii, jak przystało na porządnego małoletniego myśliciela. Zacząłem interesować się Daenikenem i jego teoriami. Tak... wtedy, mając ok. 14 lat, odkryłem straszliwą prawdę - Bóg nie istnieje, a aniołowie to nic innego jak obcy. Jezus był kosmitą, a mistycyzm i cuda można wytłumaczyć biorąc pod uwagę technologię wyższych od nas istot. Stąd wzięły się wszystkie religie. Uważałem się za najmądrzejszego na świecie. Na wszystko miałem wytłumaczenie. Dziwiłem się, dlaczego inni nie podzielają mych poglądów... Duchowość dla mnie nie istniała, choć w Boga (jako tako) wierzyłem. Postrzegałem Go jako byt powstały drogą ewolucji, najbardziej rozwinięty. Do dziś dzień pamiętam moją pracę z religii na temat znaczenia Jezusa w moim życiu. Jej przesłanie cechowało się tym, czym cechować się powinna dobra teoria spiskowa. Cóż, udowadniałem w niej, iż Jezus był przedstawicielem obcej cywilizacji... Tak jest, gdy wierzy się szarakom (którzy opowiadają głupoty ofiarom wzięć)... Tak - czternaście lat ma się tylko raz w życiu... Okres ten, przepełniony moim przeświadczeniem, iż wiem wszystko, jak i takimż moim entuzjazmem, trwał jakieś 3-4 lata. Wówczas, gdy miałem około 16 lat, wydarzyło się w moim życiu coś nieoczekiwanego. Nie wiem dokładnie, co takiego się stało - pamiętam tylko, iż przeżyłem pewną duchową przemianę. Tłumaczyłem sobie potem to wszystko, że spłynęła na mnie Łaska... To przyszło samo z siebie, nie w wyniku żadnych kontemplacji czy rozmyślań. Dzięki temu wydarzeniu zacząłem skupiać uwagę na korzeniach, czyli chrześcijaństwie, z którego wyrosłem. Czytałem Biblię. Moja wiara rozkwitała, lecz wówczas zdałem sobie sprawę, iż na nowo będę musiał zbudować sobie system poglądów. To nie było łatwe. W tym czasie przeżywałem największe rozterki. Z jednej strony Kościół, z drugiej okultyzm i ezoteryka. To właśnie ten okres popchnął mnie daleko w rozwoju duchowo-mentalnym. Dziękuję Bogu, że tak się stało. Przez ten czas wyrobiłem sobie (słuszny raczej) pogląd, iż wszelki konflikt można rozwiązać przez wzgląd na to, że każda ze stron ma swoją rację, swój pogląd wypracowany przez wiele lat i wzięty nie z kosmosu, lecz z uwarunkowania kulturowego, jak i wielu innych czynników. W ten sposób rozumując, można przyznać np. rację zarówno gnostykom, jak i katolikom, ufologom, jak i muzułmanom. Zresztą, fizycy dowiedli, iż możliwe jest jednoczesne zaistnienie odmiennych ze sobą racji (vide korpuskularno-falowa natura światła). Teoria wielkiej syntezy, którą w owym czasie stworzyłem, mówi, iż wszystko jest prawdą, lecz w społeczeństwie (który z samej swej definicji jest tworem ludzkim, więc posiadającym ubytki) istnieją tylko prawdy półpełne, z tym że niezbyt trafne określenie "pół" oznacza pewną wartość z przedziału od 0 do 1. W pewnych kręgach owe "pół" może przyjąć wartość bliską 1, czyli "półprawda" zbliża się do prawdy pełnej, lecz w ziemskich warunkach nigdy do niej nie dojdzie. Tak więc to, czy dany pogląd ma słuszność, można określić w sposób "ile w nim pełnej prawdy". Mentalność danych grup społecznych, religijnych, itp. jest tym słuszniejsza, im bardziej swymi skrzydłami obejmuje Prawdę, czyli jak bardzo pokazuje pełen obraz sytuacji. Pełną Prawdą jest tylko Bóg, gdyż to on wszystko zapoczątkował (czyli miał pełen obraz), a my tylko stąpamy po wielu ścieżkach prowadzących do owej Prawdy. Ach, te moje filozoficzne dywagacje... Dziś mam wyjątkowo natchnienie - mam nadzieję, iż coś z tego zrozumieliście. Ale mniejsza z tym - wracajmy do tematu. Well... okres, który charakteryzował ten światopogląd, trwa nadal bez większych zmian jakościowych. Wzbogaciła się tylko moja wiedza, a tym samym poszerzyły horyzonty w sprawach ogólnej ezoteryki (paranauki, ufologia, duchowość) i systemów religijnych. Rewolucja pod tym względem rozpoczęła się na dobre ok. 2002 roku, czyli względnie dość niedawno. Do mych dłoni wpadła pierwsza książka z zakresu parapsychologii - sławetna "Samokontrola Umysłu metodą Silvy". I tu było owe "boom!". Mój entuzjazm spowodowany heureką "To naprawdę działa" napędził mnie do dalszej lektury parapsychologicznych czytadeł. Stąd wziął się właśnie m.in mój kurs w Strefie... Lecz moce parapsychiczne to nie wszystko - zrozumiałem to, pochłaniając niezliczone ilości książek i czasopism. Pod tym względem przełomem stały się wakacje roku pańskiego 2003. Wtedy też do mej nędznej mózgownicy napłynęły takie pyszności jak "Pierwsze kroki ku miłości" Daniela Ostoi i "Życie i nauka mistrzów Dalekiego Wschodu" Bairda T. Spaldinga - polecam po stokroć! Od tej chwili zniknęła dla mnie mgła nieporozumień nt. mojego najlepszego przyjaciela - kochanego Boga! Ojcze, dziękuję Ci! Nawet nie wiecie, jak bardzo zmieniło się od tego czasu moje życie. Mój rozwój duchowy wzrósł ogromnie. Od tamtych wakacji zrozumiałem wiele rzeczy, które dotychczas były dla mnie niejasne. Zmierzając ku Bogu, doznawałem wielu przebłysków zrozumienia i wszechogarniającej Miłości. Zdarzały się wtedy chile, gdy aż chciało mi się płakać ze szczęścia! To były naprawdę budujące przeżycia. W tamtym czasie postanowiłem świadomie wkroczyć na ścieżkę rozwoju duchowego. Tak więc idę - zapraszam Was serdecznie, kroczcie razem ze mną. Kresem naszej drogi jest pełne Oświecenie i zatopienie się w miłości Tego, który nas stworzył. Droga jednak nie będzie usłana różami, bowiem najeżona jest wieloma przeszkodami. A gdzie przeszkody, tam smutki i cierpienia. Każdy rozwój pociąga za sobą zmianę, a ta zawsze jest bolesna. Nie martwcie się jednak - po drodze czeka nas wiele radości! | ![]()
22'th design: (c) Nazcain only for Internet Explorer | |