:: Felietony

   Sportowe
   Gwiazdy
   O Grach

 

:: Ambitne

   Ciekawostki
   Newsy
   Media

 

:: Na luzie

   Rywalizacja
   Wywiady
   Humor
   TOP 3

 

:: Kąciki

   Bike Zone
   Fight Corner

 

:: Inne

   Poczta
   Linki
   Download
   Redakcja
   Wstępniak
   Powrót do AM

 

 

Porównanie Wisły Kraków 2002/03 i Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wlkp. 2003/04

Wahałem się, czy pisać coś tylko o Wiśle Kraków w przerwie sezonu, czy może w końcu porównać Wisłę i Groclin. Jako, że byłyby to bardzo podobne texty i wiele informacji pokrywałoby się, bo napisałbym je w tym samym czasie, to postanowiłem połączyć oba pomysły. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Od bodaj sezonu 1995/96, kiedy to Legia awansowała do 1/4 LM i wiosną grała z Panathinaikosem, nie miała Polska swojej drużyny w Europejskich Pucharach edycji wiosennej, czyli już w grze na serio, kiedy zespoły z Liechtensteinu, Albanii czy Kazachstanu poodpadały, a została prawdziwa europejska pierwsza liga. I w LM, i w PU. W poprzednim sezonie sygnał zarówno dla polskich klubów, jak i dla Europy, że coś drga, dała Wisła Kraków. Od roku 1997 z kapitałem pana Cupiała buduje się, albo raczej już jest bardzo silna i dobrze poukładana drużyna. Apogeum swej formy osiągnęła (jak dotąd, gdyż teraz szykuje się porażająca paka, o czym potem) w sezonie 2002/03, czyli ubiegłym. Po zakończonym sporym niedosytem sezonie 2001/02, tym z podziałem na grupy mistrzowską i spadkową, kiedy to jesień była Wisły, a wiosna i ostatecznie cały sezon Legii, Wisła przystępowała do PU, wielu miało nadzieję na satysfakcjonujący rezultat, ale ostateczny wynik przeszedł wszystkie przedsezonowe prognozy. Bo że apetyt rośnie w miarę jedzenia, pod Wawelem przekonano się bardzo szybko i pechowo odpadła Wisła w 1/8 z Lazio.

Po Lazio czekał wtedy Besiktas, czyli w tamtej formie Wisły: realna szansa na "czwórkę"! Ale na Lazio się wtedy skończyło.

Henryk Kasperczak przyszedł do klubu w marcu AD 2002, po dwóch warszawskich porażkach Smudy. Nic nie obiecywał jeszcze w tamtym sezonie, gdyż dostał drużynę podłamaną, w dodatku nigdy (!) jako trener nie pracował jeszcze w Polsce, więc nie orientował się dobrze w obecnych realiach, chodzi mi gł. o personalia, sposób gry, hierarchię sportową, itd. I w sumie wszystko szło zgodnie z zapowiedziami, gdyż ostatecznie przewagi Legii, którą zyskała właśnie za Smudy i początków Henri'ego nie udało się odrobić. A propos, Legia wtedy zdobyła tytuł bodaj na 3 kolejki przed końcem, mając bezpieczną przewagę nad Wisłą, ale ta wchodziła już w mega szybki pęd i zaczynała grać, jak w przyszłym sezonie. Bo trzeba wiedzieć, że potężna Wisła rodziła się właśnie w końcu sezonu 2001/02. Wracając do wątku, Legia zdobyła tytuł "przed czasem", ale Wisła miała tak piorunującą końcówkę, że gdyby sezon trwał choć i jedną kolejkę więcej, to kto wie, czy to nie Wisła byłaby mistrzem 2002, bo na koniec Przewaga Legii nad Wisłą w tabeli wynosiła tylko jeden jedyny punkcik. Dodam, że wtedy Wisła zdeklasowała Amicę w finale PP, trzecią wtedy siłę w kraju gromiąc ją w dwumeczu 4:2 (wyjazd) i 4:0! Wielka forma Franka (kto wie, czy nie przyćmił wtedy Żurawia)! W przekroju sezonu Legia była lepsza, wiadomo: zgromadziła więcej pkt, ale w końcówce to Wisła nie miała sobie równych. Zmierzam do tego, że Kasperczak trenując Wisłę 3 miechy (marzec-maj 2002, sezon krótszy ze wzgl. na MŚ) już zaczynał robić z niej drużynę przez duże D.

Przed pamiętnym sezonem Wisła poczyniła zakupy. Zostali Żurawski i Kosowski, eksplodował talent Uche, pokazał się Strąk. Doszli Stolarczyk, Hugues i przede wszystkim Kuźba. Choć było to dość dawno temu, to pamiętam skład bardzo dobrze. I potrafię go odtworzyć z pamięci bez problemu: Hugues - Baszczyński, Jop, Głowacki, Stolarczyk - Uche, Strąk (Moskal), Szymkowiak (Cantoro), Kosowski - Kuźba, Żurawski. Niemal we wszystkich pucharowych meczach skład byłi identyczny, z kosmetycznymi zmianami i biorąc poprawkę na problemy zdrowotne Szymka. W tym sezonie Wisła zdobyła wszystko. Niekwestionowane mistrzostwo Polski (prowadząc przez lwią część sezonu), Puchar Polski i aż 1/8 PU po odpadnięciu dopiero wiosną (ekhm, w lutym). Jesienią drużyna grała pięknie, z polotem i skutecznie, prezntowała radosny futbol, ładny dla oka. Najlepszy i najładniejszy w Polsce. Na formę wiosną duży wpływ miał termin meczów 1/8 PU - luty. Rozgrywki w Polsce ruszały dopiero w marcu, więc Wisła miała całkowicie inny plan przygotowań zimowych, niż reszta stawki w Polsce. Dlatego pod sam koniec sezonu ta świetnie funkcjonująca maszyna jakby się rozstrajała. Do gorszej gry wiosną przyczynił się też stan boiska na Reymonta - słynne przekładanie meczu ze sprawdzaniem murawy kluczykiem przez delegata UEFA i namioty na boisku spowodowały, że po prostu w Krakowie wiosną 2003 było najgorsze boisko w I lidze, czego piłkarze nie omieszkali wspominać (teraz, po wymianie murawy, Wisła ma najlepsze boisko w Polsce; nie mylić ze stadionem).

W kolejnych rundach PU Wisła eliminowała kolejno Glentoran Belfast (Irlandia Płn.) 2:0 (wyjazd) i 4:0, Primorje Ajdovscina (Słowenia) 2:0 (wyjazd) i 6:1, Parmę 1:2 (wyjazd) i 4:1 po dogrywce, Schalke 1:1 (dom) i 4:1 odpadając z Lazio 3:3 (wyjazd) i 1:2. Jak można łatwo obliczyć, w 10 meczach Wiślacy odnieśli 6 zwycięstw, 2 remisy i 2 porażki, bramki 28:11. Można też zauważyć, że każdemu przeciwnikowi Wisła strzelała bardzo dużo bramek! Żartowano, że aby przejść dalej w dwumeczu z Lazio trzeba strzelić 5 bramek, bo tyle starczało na Parmę i Schalke. I Wisła strzeliła 4, a Lazio 5 i odpadła. Z dwoma pierwszymi przeciwnikami to była rozgrzewka. Nikt oprócz piłkarzy i sztabu szkoleniowego nie traktował Glentoranu i Ajdovsciny poważnie, za trudnych przeciwników. Wisła strzeliła im w 4 meczach 14 bramek, tracąc jedynie w ostatnim meczu tylko 1, wygrywając pewnie wszystko. Potem przyszła kolej na Parmę, z którą były rachunki do wyrównania i wyrównano je. Po bojaźliwym pierwszym meczu i 70 minutach walenia głową w mur w Krakowie przyszedł strzał nadziei Kosy - gol, przełom, krystalizacja charakteru drużyny. Potem z Parmą poszło z górki i dobrze dla Włochów, że skończyło się na 4:1. Schalke - szczęśliwe1:1 w Krakowie po druzgocącej przewadze Schalke i piękna gra w Gelsenkirchen, kręcenie Hajty przez Kosę i znów 4:1. Przerwa zimowa i kolej na Lazio, przeżywające kryzys finansowy (już zażegnany). W lidze Lazio było czwarte, nie groziło im ani 3 miejsce, ani 5, a 4 dawało grę w eliminacjach LM. Dlatego koncentrowano się na lidze, a Puchary tam olewano, prześlizgując się do dalszych rund po wyrównanych meczach z Sturmem (albo GAK?) i Lokeren. W pierwszym meczu szkoła gry Polaków i piękny mecz - 3:3. Można było wygrać, przegrać, a chłopcy zremisowali. Druga połowa tego meczu należała do Polaków. Początek (przełożonego) meczu w Krakowie zapowiadał się świetnie. 4 minuta, kontra: Baszczyński - Uche - Kuźba i 1:0!!! Lazio potrzebowało 2 goli, żeby awansować, co w 4 minucie wydawało się niemożliwe. Niestety, tylko wydawało się. Wtedy chyba był pierwszy i ostatni moment w PU 2002/03, kiedy Wiślacy zlekceważyli rywala. I srogo tego pożałowali. Zapłacili gorzkimi łzami po meczu wylanymi na murawę. Lazio, które przyjechało do Krakowa z optymalnym składem, nie tak jak w pierwszym meczu, wzięło się do roboty, wykorzystało błędy Wisły i jeszcze w pierwszej połowie strzeliło upragnione 2 gole. Nigdy nie zapomnę, jak liczyłem minuty do końca - pocieszałem się, że jeszcze ponad 50 minut, to wystarczy na choć 1 gola dla Wisły. Potem 40 minut 30, 20, 10, 5, 1 minuta i koniec meczu. Nie wystarczyło. Tak skończył się Wisły flirt z Europą. Ale to był sygnał. W obecnym sezonie, nie powiem, żeby Wisłę rozsprzedano, gdyż odeszli "tylko" Kosowski i Kuźba, ale wobec wypadków losowych i chybionych transferów, Puchary 2003/04 (a raczej tylko 2003) zakończyły się klapą - brak awansu do LM po odpadnięciu z wcale nie mocarnym Anderlechtem i blamaż z Valerengą z nawet nie słabą, tylko przesłabą, która cudem nie spadła z ekstraklasy Norwegii.

Trzeba też dodać, że gdy Wisła grała, to grała. Tzn. gdy była w formie, to zmiatała każdego. I nie wiadomo, czy w formie i z boiskiem z jesieni 2002 nie odesłałaby też Lazio z kwitkiem do domu. I jesienią wygrywała wszystko, co się dało, robiąc zapasy na wiosnę.

Groclin. Nawet w nazwie widać różnicę klasy. Wisła, z Tele-Foniką nie zmieniła się w Wisłę Tele-Fonikę Kraków, tylko została Wisłą Kraków. A Dyskobolia zmieniła się w Groclin i nawet znana jest bardziej pod nazwą firmy Drzymały. Nie trawię takiego zmieniania nazw zespołów, łamania tradycji, typu Dospel, Legia-Daewoo, Polonia-Hoop. Co innego np. PSV lub Bayer, ale co innego Groclin.

Dalej, trener. Kasperczak - trener z klasą, doświadczeniem, prestiżem, piłkarz najwyższej klasy światowej, nigdy nie grał w Wiśle. Przyniósł profesjonalizm do klubu, postawił na technikę, co widać na pierwszy rzut oka w meczu Wisły w meczu z każdym zespołem w Polsce, może prócz Groclinu i Legii. Mimo słabego początku w Wiśle (choć nic nie obiecywał i prezes mu uwierzył i zaufał) i słabych transferów przed 2003/04 jest najlepszym trenerem w Polsce. Radolsky - przyznam się, że do czasu pracy w Grodzisku nic o nim nie wiedziałem, chyba jak większość Polaków. Był selekcjonerem repr. Słowacji (m. in. w meczu z Polską! w 1998, 3:1 dla nas) i młodzieżówki Słowacji na Olimpiadzie w Sydney (wcześniej bodaj 4 miejsce w MME U-21), pracował w I-ligowych klubach Słowackich i chyba czeskich. W Polsce zastępował Kaczmarka, który osiągnął wielki sukces - wicemistrzostwo Polski z klubem z miasta, które ma kilkanaście tys. mieszkańców (Kraków - ok. 750 tys.) i w pierwszej lidze zespół raptem piąty sezon (z przerwą). Drzymała zastąpił trenera, który osiągnął niewyobrażalny sukces, na trenera, który robi jeszcze lepszą robotę i trzeba przyznać, że jest lepszy od Kaczmarka. Radolsky jak Kasperczak preferuje grę z 4 obrońcami w linii, czyli nowoczesną, co na początku jego pracy przyniosło kilka porażek, ale generalnie to trafiony pomysł. Więc mimo sentymentu do Kasperczaka muszę stwierdzić, że trenerzy mają zbliżoną klasę. Obaj dyplomaci. Obaj zdobywali nagrody dla najlepszych trenerów, choć Radolsky tylko za pół roku pracy.

Stadion i kibice. No, Wisła wygrywa tu bez dyskusji. Średnia widzów na Wiśle - chyba z 8 tys., średnia na Groclinie - chyba 3 tys. Oczywiście na to wpływa wielkość stadionu, czyli raczej obiektywny czynnik, ale kibiców Wisła na pewno ma więcej. Infrastruktora Wisły - też lepsza. Groclin nie ma w ogóle drużyny rezerw, Wisła ma ją najwyżej z możliwych lig, czyli w trzeciej lidze, małopolskiej - która jest uznawana za najsilnieszą z polskich trzecich lig. Juniorzy Wisły regularnie wygrywają rywalizację w województwie, daleko dochodząc w krajowych finałach (2002/03: 1/4 finału, a ostatnie mistrzostwo Polski juniorów było za braci Brożków - 2002). O juniorach Groclinu nie słychać. Strąk, Kuzera, Brożkowie, Nawotczyński, ostatnio też Iwan i Kmiecik to najlepsi z ostatnich juniorów Wisły.

Liga i PP. Wisła w "swoim" sezonie zdobyła wszystko i jak dotąd doszła dalej w PU w porównaniu z obecnym Groclinem. A Dyskobolia teraz dopiero 5 w lidze, traci 8 punktów do, kogóż innego, Wisły; w PP odpadła z silną Pogonią, ale drugoligową! W Pucharach Wisła grała efektownie, bramkostrzelnie, skutecznie. Parmie, Schalke i Lazio strzeliła w 6 meczach 14 goli, Groclin Hercie i Manchesterowi w 4 meczach 2 gole. Co prawda odpowiednio Wisła straciła w tych 6 meczach 10 goli, a Groclin w 4 meczach 1 bramkę, ale w piłce wygrywa przecież ten, kto strzela 1 bramkę więcej od rywala.

I ostatnia, najlepsza część porównania - składy. Jak już wspomniałem, skład Wisły znam na pamięć, co do Groclinu, musiałem wspomóc się literaturą. Groclin: Liberda - Mynar, Kriżanac, M. Pawlak, Sedlacek - Marcin Zając, Wieszczycki, Mila - Niedzielan, Rasiak; rezerwa: Gorszkow, Piechniak Moskała, Rocki, Kozioł, Kaczmarczyk, Sobolewski! (w końcówce kontuzjowany, normalnie pierwszy skład), Siklic, Prusek. Wisła: Hugues - Baszczyński, Jop, Głowacki, Stolarczyk - Uche, Strąk, Szymkowiak, Kosowski - Kuźba, Żurawski; rezerwa: Moskal, Cantoro, Kuzera, Frankowski, Dubicki, Paszulewicz, Piekutowski, Kaliciak, Pater. Bramkarz: No, Liberda lepszy od Angelo, teraz puka do bram repry, zresztą młodszy o 11 lat. Obrona: W Groclinie międzynarodowa, wytrzymali boczni, świetny Kriżanac, wymiennie Pawlak i Wieszczycki, cofający się z wiekiem na boisku. W Wiśle obrona krajowa, reprezentacyjna, choć tylko Głowacki grywa regularnie. Boczni w pamiętnym sezonie chyba w życiowej formie, Jop najsłabszy, Głowacki wg mnie tuż za Bąkiem najlepszy polski obrońca. W 95% sezonu ta czwórka grała ciągle razem ze sobą - zgranie! Mimo to stwierdzam, że Groclin ma chyba lepszą obronę, niż tamta Wisła, co widać w traconych bramkach. Pomoc. Lewa: Kosowski vs Sedlacek. Kosa - kapitan, fighter, życiowa forma, gwiazda ligi. Sedlacek nawet w Groclinie nie jest gwiazdą jak Niedzielan czy Mila. Środek: Mila i Sobolewski vs Strąk i Szymkowiak. Wyrównane pary. Szymkowiak nieco lepszy od Mili, Sobolewski od Strąka. Nawet wiekowo niemal identycznie. Prawa: Uche vs Zając/Piechniak. Mimo, że Zając na w ubiegłym sezonie udanie grał w kadrze, teraz dopiero pod koniec rundy odzyskał tamtą formę, a Piechniak zaliczył debiut w kadrze, to Uche bezkonkurencyjny. Najlepszy obcokrajowiec ligi i jej prawy pomocnik błyszczał. Atak: Żurawski-Kużba vs Niedzielan-Rasiak. Wszyscy czterej bardzo dobrzy, klasa reprezentacyjna, jednak lepszy atak Wisły i to sporo. Bardziej doświadczony, strzelał więcej bramek, w kadrze jednak grał słabiej. Indywidualnie Żuraw i Niedzielan podobnie grają, to samo Rasiak i Kuźba, jednak wiślacy górą. Rezerwa chyba lepsza Groclinu, ale pierwsza jedenastka dla Wisły. Zgranie przemawia zdecydowanie za Wisłą, drużyna budowana od 1997, choć niewielu pozostało od tej pierwszej wielkiej Wisły, to pewna ciągłość jest. Groclin budowany na serio dopiero od poprzedniego sezonu, robi furorę. A mozna rzec, że dopiero od tego sezonu, bo nowy trener, nowa taktyka, przebudowany skład.

Często mówię, że Wisła 2002 rozniosłaby Groclin 2003. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Wisła 2004 będzie jeszcze silniesza, przynajmniej personalnie od Wisły 02 i przekonamy się w praktyce, kto jest lepszy. Pasjonująco zapowiada się rewanż w Grodzisku za 3:2 (0d 0:2) dla Wisły w Krakowie. Nowa Wisła zapowiada się następująco: Majdan - Kłos/Baszczyński, J. Kowalczyk, Głowacki, Stolarczyk - Uche/Gorawski, Kukiełka, Szymkowiak, Piotr Brożek? - Żurawski, Frankowski. Plus Jop, Mihajlovic, Cantoro, Strąk, Iheanacho, Paszulewicz, młodzi gracze. Gdyby tak doszli Kosowski i Kuźba (czyli ci, którzy odeszli latem) do tego już bardzo silnego składu, to powstałby przepotężny skład. Silniejszy od repry? Niewykluczone. Nawet Henri mówi, że poszukuje jeszcze właśnie lewgo pomocnika i napastnika. Ligo Mistrzów, przybywaj, Europo, drżyj! Śmiem odważnie twierdzić, że jeszcze wobec odejścia Niedzielana, personalnie Wisła powala teraz Groclin na łopatki. I wierzę, że jeszcze z 8 punktami przewagi nad najgrożniejszym przeciwnikiem zdobędzie mistrza i skutecznie zapuka do LM bram.

PS. To porównanie jest subiektywne, gdyż całym sercem kibicuję Wiśle Kraków, a nie Groclinowi. Poza tym takie porównywanie jest podobne do porównywania dajmy na to Brazylii 1958 i 2002, czyli drużyn, które nigdy się ze sobą nie spotkały, więc jest całkowicie teoretyczne.

Tekst popełnił Always Second