| Upadek naszych skowronków... |
|
Mistrzynie Europy przed rozpoczęciem turnieju kwalifikacyjnego
w Baku były przez wielu typowane do zajęcia pierwszego, premiowanego
awansem do Igrzysk w Atenach miejsca. Żeby jednak to osięgnąć musiały
wyeliminować z gry takie ekipy, jak Rosja, Włochy, czy Turcja. W efekcie
okazało się, że wszytkie cztery faforyzowane drużyny były zbyt słabe,
bo turniej nieoczekiwanie wygrały Niemki, ale nie o tym ma być ten tekst
:).
Drużyny na pewien czas przed rozpoczęciem zawodów zostały podzielone na dwie grupy. Polska trafiła do grupy razem z Rosją, Niemcami i Azerbejdżanem. Faworytem tej grupy były równo Polska i Rosja. Pewniakiem drugiej grupy były Włoszki, które musiały stawić czoła głównie Turczynkom. Polki pierwsze spotkanie rozegrały we wtorek, 6. stycznia. Opinie fachowców co do faworytek spotkania były bardzo podzielone, ponieważ połowa wskazywała na Rosjanki, a połowa na Polki. Wszystko miał pokazać mecz. Ten rozpoczął się dla nas rewelacyjnie, gdyż wygraliśmy pierwszego seta 25:22. Zwycięstwo w tej partii nie przyszło nam jednak łatwo, gdyż na początku to Rosjanki wyraźnie prowadziły, a Polki odrabiały straty. Proste błędy naszych wschodnich sąsiadek w końcówce pomogły nam odnieść zwycięstwo. Druga partia, to blamaż rosyjskiej ekipy, która z problemami przebijała piłkę przez siatkę i w pewnym momencie przegrywała już dziesięcioma punktami! Rosjanki w końcu się obudziły, jednak o wiele za późno, gdyż set skończył się zwycięstwem naszych skowronków 25:17. Rosjanki zerwały się z letargu dopiero w trzeciej odsłonie, którą wygrały 25:22. Poprawiły przyjęcie i rozegranie, a Polki chyba trochę je zlekceważyły. Po porażce Polek niektórym pewnie zrobiło się gorąco, bo zwycięstwo zaczęło się oddalać. Polki jednak zebrały ponownie wszystkie siły i pewnie ograły w czwartej partii Rosjanki 25:20. W czwartym secie gorących momentów nie brakowało, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. W meczu z Rosjankami na szczególną uwagę zasługiwała gra Kamili Frątczk oraz Małgosi Glinki. Polska - Rosja 3:1 (22, 17, -22, 20) Kibice uradowani zwycięstwem nad Rosją z niecierpliwością czekali na drugi mecz Polek. Długo czekać nie musieli, gdyż spotkanie z Niemkami odbyło się następnego dnia. Przed meczem Mistrzynie Europy typowane były jako pewniak do zwycięstwa. Mimo to nikt nie myślał o lekceważeniu naszych zachodnich sąsiadek. Pierwsza partia rozpoczęła się od solidnego uderzenia polskich skowronków, które szybko wyszły na wysokie prowadzenie. Po solidnym laniu na początek, Niemki trochę otrzeźwiały i zaczęły odrabiać straty. Wszystko jednak skończyło się po naszej myśli i po pierwszym secie było 1:0 dla Polski. Druga partia, była istnym horrorem. Drużyny szły niemal punkt za punkt. Świetnie wymiatała Kamila Frątczk, która praktycznie się nie myliła. Niestety to Niemki pierwsze w tym secie miały setballa. Nie wykorzystały go, podobnie jak drugiego i Polki w końcu zadały śmiercionośny cios wygrywając w tym secie 29:27. Trzecia odslona to kilkupunktowe odskakiwanie obu ekip na przemian. Lepsze w tym elemencie były Niemki wygrywając 25:22. Stało się podobnie jak w meczu z Rosją, czyli przegrana Polek w trzecim secie. Niestety tym razem historia się nie powtórzyła i skowronki w czwartej odsłonie dostały od Niemek solidne lanie, bo wynik 25:17 takim właśnie jest. Przyszła więc pora na tie-break. Niemki nie miały zamiaru w nim dać za wygraną i na początku troszkę nam odskoczyły. Polki jednak w końcu się przebudziły i zaczęły grać skuteczniej. Kilka ładnych ataków Glinki i Niemczyk-Wolskiej pozwoliło po zaciętej grze wygrać Polkom 16:14 i w całym spotkaniu 3:2. Po tym zwycięstwie mogliśmy cieszyć się z awansu naszych siatkarek do półfinału. Polska - Niemcy 3:2 (21, 27, -22, -17, 14) Kolejny, ostatni mecz grupowy Polki rozegrały w czwartek, 8. stycznia z Azerbejdżanem. Przed rozpoczęciem tego meczu znana była już sytuacja końcowa w drugiej grupie, w której nieoczekiwanie zwyciężyły Turczynki, a Włoszki były drugie. Polki chciały się w półfinale spotkać z Turczynkami, ale, gdyby pokonały Azerbejdżan, to ich rywalkami byłby Włoszki. Pojawił się więc problem co zrobić. Trener Niemczyk postanowił do spotkania z Azerkami wystawić rezerwowy skład. Posunięcie to sugerowało, że chce przegrać mecz, aby trafić w półfinale na Turcję. Oficjalnie jednak chciał dać odpocząć pozostałym dziewczynom. Ja osobiście nie popieram takiego działania, gdyż zatraca się takim czymś sens sportowej rywalizacji. W sporcie nie powinny mieć miejsca żadne kalkulacje. Niestety nowoczesnym sportem one powoli zaczynają rządzić... Pierwsza odsłona spotkania pokazała już, że nasz drugi skład jest o wiele słabszy od pierwszego. Polki co tu dużo mówić, zdecydowanie uległy przeciętnie grającym Azerkom. Drugi set był już nieco lepszy w wykonaniu Polek, jednak robiło mi się niedobrze patrząc na ich grę, gdyż nie widziałem za grosz ambicji i determinacji. Po prostu gra na odwal się. Jak tak się gra, to wygrać nie można, więc skowronki znowu przegrały - tym razem 25:21. Trzeci set, to wreszcie jako taka postawa biało-czerwonych. Niestety tylko do pewnego momentu, bo pod koniec Polki zaczęły popełniać serie prostych błędów i ponownie uległy słabym Azerkom, tym razem 25:23. Ten mecz to jednym słowem kaszana... Polki zajęły po nim drugie miejsce w grupie (za Niemkami) i w półfinale miały spotkać się z Turczynkami. Polska - Azerbejdżan 0:3 (-18, -21, -23) W końcu po kalkulacyjnym meczu z Azerbejdżanem, 9. stycznia doszło do półfinałowego pojedynku z Turcją. Wcześniej, w pierwszym półfinale Niemki sprawiły superniespodziankę pokonując po horrorze 3:2 Włoszki. Mecz z Turczynkami miał być swego rodzaju powtórką z Mistrzostw Europy. Niestety chyba właśnie ta myśl zgubiła Polki, bo to było ich ostatnie spotkanie w turnieju. Przejdźmy jednak do konkretów. Pierwszy set był bardzo wyrównany, gra kleiła się obu ekipom. W zaciętej walce lepsze okazały się skowronki i wygrały 25:23. Drugi set to niestety załamanie w polskim zespole. Boisko opuściły słabo grająca Kasia Skowrońska i Dorota Świeniewicz. Zmiany jednak niewiele wniosły i Turczynki zdeklasowały nasze dziewczyny ogrywając je do szesnastu. To co robiła na boisku Nelsihan Demir to była poezja. Wchodziły jej niemal wszystkie piłki. Śmiem twierdzić, że grała nawet lepiej niż Gosia Glinka na ME. Trzeci set to wcześniejszczego scenariusza ciąg dalszy, czyli niemoc Polek przy zabójczych atakach Demir. Turczynki wygrywają 25:17. Czwarty set zaczął się dla nas nieźle, ale to trwało nie za długo, gdyż...Demir znowu wkroczyła do akcji. Polki waliły po autach i skończyło się tak jak wcześniej, czyli 25:17. Cały mecz przegraliśmy zasłużenie 3:1. Żegnajcie Ateny (prawdopodobnie). Polska - Turcja 1:3 (23, -16, -17, -17) Turniej kwalifikacyjny do Igrzysk Olimpijskich w Baku, to była prawdopodobnie ostatnia szansa polskiej ekipy na awans do tej prestiżowej ekipy. Glinka i spółka może dostaną jeszcze szansę w turnieju interkontynentalnym w maju, jednak to jest mało prawdopodobne... Szkoda, dziewczyny, cała Polska w was wierzyła (i mam nadzieję, że jeszcze wierzy). |
| zabójca /zabojca@buziaczek.pl/ |