Gdzie te korporacje...
Graczem komputerowym jestem od prawie jedenastu lat. RPG "papierowym" zajmuję się znacznie krócej, bo zaledwie cztery wiosenki. Od samego jednak początku moja wielką eRPeGową miłością był cyberpunk. Ostanio, szukając dobrego cRPGa, z któym mógłbym spędzić kilka długich zimowych wieczorów, zacząłem sie poważnie zastanawiać nad jedną sprawą. Dlaczego autorzy gier tworzą rokrocznie tyle słabiutkich światów fantasy, które tak naprawdę niczym nie zaskakują, a nie potrafią (a może nie chcą) stworzyć jednego dobrego świata, w którym cybertechnologia i rządy wielkich korporacji byłyby na porządku dziennym..?
Powodów może być kilka. Zazwyczaj kiedy niewiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, więc tak może być też i w tym wypadku. Producent w obawie przed nierentownością przyszłej gry po prostu stawia krechę na projekcie, a ten leci na półkę w oczekiwaniu na lepsze czasy. Te lepsze czasy chyba jednak nie nadchodzą, bo i cyberpunkowych gier jakoś nie widać. Im więcej myślę nad jakimikolwiek innymi przyczynami tego stanu rzeczy tym bardziej wydają mi się one absurdalne. Dla przykładu, brak dobrych pomysłów można wykluczyć od razu. Ludzie odpowiedzialni za tworzenie erpegów już nie raz i nie dwa pokazali, że potrafią zaskoczyć gracza ciekawymi ideami. Poza tym światy s-f mają to do siebie, że cechują się niezwykłą elastycznością i podczas ich kreacji można mocno popuścić wodze fantazji. Niewielka ilość ewentualnych nabywców też raczej nie wchodzi w grę - wystarczy spojrzeć ilu fanów ma na przykład DeusEx. Tak, więc przyczyna posuchy na rynku cyberpunkowych erpegów pozostaje mnie osobiście nieznana.
Sajberpankowego RPG jest natomiast jak na lekarstwo. Co prawda pokazały się ostatnio dwa tytuły starające się zapełnić, choćby w niewielkim stopniu, ową lukę - mowa tutaj o DeusEx: Invisible War i Paradise Cracked, ale niestety obie pozostawiają po sobie uczucie niedosytu. Nowy DeusEx nie jest tym czym był jego poprzednik, tracąc sporo ze swojego specyficznego kilimatu i zamieniając sie w Action cRPG z naciskiem na "Action". Lepiej jest już w Paradise Cracked - hakerstwo, walki uliczne i calkiem ciekawa fabuła mogą się spodobać, ale... Jest jedno na prawde ogromne ALE. Chodzi mianowicie o to - kto pozwolił zastosować w tego typu grze tryb turowy? Zawsze uważałem, że każdy cyberpunkowy świat jest dynamiczny. Dynamiczny w każdym tego słowa znaczeniu - chodzi o takie rzeczy jak błyskawiczne wymiany serii z karabinów maszynowych wystrzeliwywane przez skrytych za osłonami przeciwników, ucieczki wśród świszczących dookoła kul czy też szaleńcze gonitwy niesamowicie szybkimi samochodami po wiecznie mokrych uliach miast. Takich cudów nie ma w PC, ani w DX a fanom "cybera" może tego trochę zabraknąć. Niestety...
Nie wiem czy ktoś z was pamięta grę UBIK. Na pewno część z was może, gdyż swego czasu została ona dołączona jako cover do jednego z polskich czasopism o grach komputerowych. W roku 1998, kiedy jeszcze byłem trochę młodszy, a papierowe RPG było dla mnie czarną magią, przypadkowo wpadł mi w ręce trailer wyżej wspomnianej gry. Wtedy to byłem bardzo mocno podekscytowany tym, co zobaczyłem na owym krótkim filmiku reklamowym. Walka była bardzo dynamiczna (przeprowadzana w czasie rzeczywistym), postacie oprócz strzelania, używały różnych mocy psionicznych, a jeden z bohaterów w pewnym momencie nawet chował się za załomem ściany. Wyglądało to naprawdę nieźle. Kiedy jednak w swoje ręce dostałem płytkę z UBIK'iem, zainstalowałem grę i trochę się nią pobawiłem, niemal cały czar prysł jak bańka mydlana. Chociaż świat przedstawiony był "dostatecznie cyberowy" to esencja gry, czyli walka wyglądała dosyć sztucznie, sztywno i wciąż statycznie.
Nie ukrywam, iż marzy mi się dobra gra w cyberpunkowym klimacie. Z dynamicznymi walkami, emocjonującymi pościgami samochodowymi oraz ciekawie przedstawionym światem. Wszystko to da się zrobić. Dynamiczne walki możemy oglądać w ostatnim dziele panów z Bioware (chodzi tu o Knights of the Old Republic), wystarczyłoby tylko dorzucić na przykład możliwość ostrzeliwania kogoś "zza rogu", padniecia na ziemię i kilka tym podobnych prostych manewrów. Strzelaninę z wyścigami łączyła już przecież świetna Mafia i co by nie powiedzieć robiła to w sposób wyśmienity. Do tego interesujące miejsce wydarzeń i et voila - danie gotowe. Ach... Zapomniałbym o bardzo ważnej kwestii - nie może zabraknąc cybertechnologii! Każdy ma przecież czasem ochotę poeksperymentować, a mnie prawdę mówiąc niezbyt podoba się pomysł obcinania własnej ręki w celu zamienienia jej na metalowy odpowiednik.
A wam..?
Thilus
|