Przygoda dzieje się gdzieś pomiędzy Kratas a Wielkim Targiem.
Idziecie południowym skrajem lasu, nad wierzchołkami drzew majaczą odległe szczyty drzew. Słońce przyjemnie grzeje was w plecy. Po południu, zauważacie przed sobą osadę otoczoną ziemnym wałem i wysoką palisadą. Przychodzi wam na myśl, że nikt nie buduje takich zabezpieczeń bez powodu. Myśl o nocy pod gołym niebem w tej okolicy nie sprawia wam radości, a i podróżne racje dawno wam zbrzydły. Postanawiacie przyspieszyć, aby dotrzeć do wioski przed nocą. Słońce prawie już zaszło gdy doszliście do uchylonych bram wioski. Wchodzicie do środka, wita was martwa cisza przerywana jedynie skrzypieniem szyldu dyndającego nad jednym z budynków. Jest to również jedyny budynek z którego komina wydobywa się dym. Wygląda on na jedyny zamieszkały budynek w wiosce. Podchodzicie bliżej drzwi są lekko uchylone. Wchodząc do środka zauważacie stojącego za barem orka. Brakuje mu jednego oka, a od czoła poprzez pusty oczodół aż do szczęki szpeci go paskudnie wyglądająca blizna. Brakuje mu jednego kła, a drugi jest pożółkły i pęknięty. Mówi: "Goście! Ale heca! Igor! Obsłuż wielmożnych panów, a ja zawiadomię burmistrza o przybyciu szanownych gości!" Z kuchni wychodzi istota której od razu nie rozpoznajecie, jest to strasznie zgarbiony troll, jego olbrzymie łapy prawie zamiatają podłogę. Podchodzi do stołu ściera co większe resztki poprzedniego posiłku rękawem, a następnie wyciąga z kieszeni połatany i poplamiony obrus i kładzie go na stole. Gestem zaprasza was do stołu i wychodzi do kuchni. Po chwili wraca z cynowymi kubkami i beczułką pod pachą. Nalewa wam do kubków piwa z beczki i ponownie wychodzi by zaraz wrócić z drewnianymi miskami, bochenkiem chleba i dużym garnkiem. Nakłada wam kotletów z garnka i staje za barem. Do jednego z graczy: Zjadając kolejny, wcale nie taki zły kotlet, natrafiasz na coś co o mało nie połamało twych zębów. Wypluwasz to na talerz i zauważasz że jest to srebrny pierścień( Tak dla śmiechu, by BG zastanawiali się z czego są te kotlety). Gdy bohaterowie opuszczą gospodę osada nie będzie wyglądała na opuszczoną. Na głównym placu stoi już sporo osób, a sporo wychodzi jeszcze z otwartych domów. Wszyscy są brudni i obszarpani. Przed nich wysuwa się mały, gruby jegomość, ubrany w podniszczone ubranie w krzykliwe kolory i przepasany szarfą. Podchodzi bliżej i mówi: Witam szanownych podróżników w imieniu wioski Haluur! Mam zaszczyt zaprosić was na obchody jutrzejszego święta! Zapytany z jakiej to okazji odpowie: Z okazji waszego przybycia! A następnie machnie ręką w stronę tłumu. Wieśniacy wypchną młodego chłopaka, który patrząc sobie na bose nogi, wyrecytuje:
(Jest to przepowiednia, wymyślona przez maga na poczekaniu. Powinna ona odzwierciedlać drużynę która przybyła do wioski)
Następnie chłopak szybko schowa się za starszymi. A burmistrz ponownie się odzywa: Klątwa która czyni z nas biedaków gnębi nas już od ponad tysiąca lat. Już wszyscy stracili nadzieję na wypełnienie się przepowiedni, a tu zjawiacie się wy! Jesteście naszą jedyną nadzieją na lepszy byt! Przynieście wino! Po chwili podchodzą do was wieśniacy i podają wam drewniane czary z aromatycznym winem, burmistrz dobywa również taką samą czarę i mówi: Pozwólcie że wzniosę toast - obraca się w stronę mieszkańców - Niech żyją nasi wybawiciele! Niech żyją! - krzyczą wieśniacy - Niech żyją! Wypijacie wyborne wino i zauważacie, że nikt już nie wiwatuje. Burmistrz cofa się w stronę reszty mieszkańców i odzywa się: Zapomniałem wam powiedzieć, że legenda mówi że musicie pokonać potwory zalęgłe w podziemiach. Wybaczcie, że nie ufamy waszej odwadze, lecz nie mamy niczego co mogłoby was zachęcić do tego zadania. Dzięki ziołom będącym w winie niedługo zaśniecie. Gdy się obudzicie, będziecie już w podziemiach. Jeżeli nie zniszczycie zła które tam się znajduje, ono zniszczy was. Więc walczcie dzielnie i pomóżcie sobie i nam. Wybaczcie nam, ale jesteście nasza jedyną nadzieją! Chcecie chwycić za broń lub coś powiedzieć lecz świat traci nagle wszystkie ostre kąty. Wszystko wygląda jak odbicie w falującej powierzchni jeziora. Po chwili wszystko staje się purpurowe i znika w ciemności.
Budzi cię nagle zimno kamieni na których leżysz. Czujesz się tak niedobrze jakbyś zjadł nadgniłego szczura i popił sfermentowanym winem. Po chwili już nie tylko ty leżysz na ziemi i możesz znowu oglądać swoje śniadanie. Ból brzucha ustał, lecz nadal masz zawroty głowy. Powoli gramolisz się z ziemi i rozglądasz się po otoczeniu. Zauważasz, że pomieszczenie jest oświetlone poświatą bijącą od posadzki. Dookoła ciebie, w odległości około trzydziestu kroków widzisz Kolumny z dziwnymi zwieńczeniami. Podchodząc bliżej zauważasz że są to drzewa wykonane z czarnego kryształu. Widzisz, że jest ich o wiele więcej, tworzą niesamowity kryształowy las, a ty stoisz na polanie. Drzewa zostały wykonane perfekcyjnie, posiadają nawet liście delikatne i przejrzyste jak dym (Niech BG poprzechadza się po niesamowitym lesie, poczuje niesamowitą ciszę tu panującą ). Nagle słyszysz za sobą jakiś dźwięk. Oglądasz się za siebie... i serce ci zamiera. Widzisz jak na polanę wchodzi przerażająca istota. Tworzy ona kłębowisko kłów, pazurów, paszcz i rogów. Potwór łypie na ciebie swoimi olbrzymimi, przekrwionymi siedmioma oczami. Sunie w twym kierunku. Nagle odzywa się do ciebie ze wszystkich swych paszcz: Choooćsss do mmnie! Zaczynasz w panice uciekać przez kryształowy las. Co chwilę ocierasz się o jakąś gałąź, a ostre jak brzytwa liście ranią twe ciało. Słyszysz jak goniący cię potwór łamie co chwilę gałęzie, a te upadając na ziemię, rozpadają się na tysiące kawałków, wydając dźwięk podobny do jęku. Po chwili zdaje ci się, że cały las zawodzi i płacze. Jeżeli bohater będzie próbował zastrzelić potwora i trafi: Strzała trafia potwora wbijając się aż po lotki, lecz po chwili spada na ziemię. Nie widzisz nawet kropli krwi, a potwór nawet nie zwolnił. Jeżeli nie trafi: Twoja strzała trafia w pień jednego z drzew. Drzewo rozpada się, a właściwie wybucha na miliony błyszczących drobin. Dźwięk przy tym jest ogłuszający, przez chwilę stoisz oszołomiony, zaczynasz biec dopiero gdy potwór jest już tuż, tuż. (Po dłuższej ganianinie) Zaczynasz tracić siły, i powoli opuszcza cię nadzieja na znalezienie kryjówki. Słyszysz nagle przerażający ryk bólu. Odwracasz się i widzisz że potwór zatrzymał się, a w jednym z jego oczu tkwi kryształowa drzazga. Jedynym sposobem na zabicie potwora jest przebicie pozostałych sześciu oczu kryształowymi gałęziami. Wystrzeliwujesz kolejny kryształowy pocisk, który trafia potwora w jedyne zdrowe oko. Potwór zaczyna ryczeć tak głośno, że wszystkie liście spadają z drzew i roztrzaskują się o błyszczące kamienie. Po chwili ryk słabnie, by całkowicie umilknąć i potwór nieruchomieje. Odetchnąłeś z ulgą, gdy nagle usłyszałeś za sobą: Nie ładnie! zabiłeś mojego pupila! I czujesz nagły ból z tyłu głowy i otacza cię ciemność.
Powoli zaczynasz odzyskiwać zmysły. Uświadamiasz sobie, że jest ci strasznie gorąco i cały zlany jesteś potem. Z trudem oddychasz gorącym powietrzem. Otwierasz ostrożnie oczy i widzisz, że leżysz w olbrzymiej pieczarze. Siadasz i rozglądasz się. Pieczara jest zaiste olbrzymia i szybko odnajdujesz źródło gorąca. Znajduje się tu jezioro lawy, a ty znajdujesz się na wysepce na środku. Słyszysz syczenie i bulgotanie rozżarzonej lawy, widzisz jak na powierzchni powstają bąble, by po chwili pęknąć. Powietrze drży z gorąca, uniemożliwiając dojrzenie krańców pieczary. Z brzegu wyspy ciągnie się kamienny most. Nagle jakiś niski głos zza twych pleców dobiega cię odgłos ciężkiego oddechu, choć mógłbyś przysiąc, że jeszcze przed chwilą nikogo tam nie było. Odruchowo kładziesz dłoń na rękojeści broni i błyskawicznie odwracasz się... i o mało nie przewróciłeś się z wrażenia. Stoi przed tobą wyrośnięty czerwony smok. Widzisz, że smok nie rzuca się na ciebie. W jego pysku tkwi jakiś patyk, który dopiero po chwili identyfikujesz jako olbrzymie cygaro. Smok odzywa się do ciebie: Miły człowieku czy nie masz może ognia? Słysząc to robisz głupkowatą minę, gdyż nigdy byś nie spodziewał się usłyszeć tego od smoka. Tym bardziej, że dookoła znajduje się morze płynnego ognia! Lecz przypominasz również sobie, że nie należy wkurzać smoków. Gdy bohater da ognia smokowi: Smok mocno zaciąga się cygarem, tak, że zostaje z niego tylko żarzący się kawałeczek. Po chwili smok wypuszcza dym, przy okazji ziejąc ogniem. Jesteś cały osmalony, a twoje włosy stały się historią. Bestia wypluwa kipa do lawy i zwraca się w twym kierunku: Dzięki dobry człowieku. W nagrodę możesz wziąć sobie miecz, który tam leży. Smok odwraca się i wskakuje do lawy. Zostajesz sam na wyspie. Podchodzisz bliżej do wbitego w ziemię ostrza jest to piękny rapier z bogato zdobionym koszem. Bierzesz go do ręki. Jest idealnie wywarzony i wydaje się jakby był zrobiony specjalnie dla ciebie. Nagle czujesz silny ból w dłoni i wypuszczasz z niej rapier. Widzisz, że z dłoni kapie ci krew. Zdziwiony spoglądasz na ostrze i widzisz, że na rękojeści pojawiła się twarz, z ustami pełnymi ostrych jak igły zębów, z których ścieka twoja krew. "Jaki cham! - odzywa się rapier - ja tu pracuję od pięciuset lat na miano najpotężniejszego artefaktu świata, a ty mnie po prostu bierzesz? Przedstawił byś się chociaż. Nawet tacy, którzy mogli by cię powalić jednym ruchem palca, na kolanach błagali, by mnie używać. A ty co? Przychodzisz sobie łapiesz mnie w te swoje brudne łapska i myślisz, że wszystko w porządku? Sam nie wiem, co mnie powstrzymuje przed zabiciem ciebie, chyba tylko twoja głupota. No co tak stoisz? Mówiącego miecza nie widziałeś? Powiedz coś na swoją obronę!" Miecz da się wziąć, tylko po bardzo długim lizaniu assa i jeśli przekona się go, że zwiększy to jego sławę. Już prawie się upiekłeś w tym powietrzu, więc postanawiasz opuścić tą wyspę. Kierujesz się w stronę mostu. Przed mostem widzisz stojącego starego T'skranga. Jeżeli bohater nie ma przy sobie rapiera strażnik powie: Nikt kto nie ma gadającego miecza nie wejdzie na most! I zastąpi bohaterowi drogę. Wchodzisz na kamienny most. Jego drugi koniec niknie w drżącym powietrzu i oparach. Most wygląda na strasznie zniszczony, niektóre kamienie ruszają się pod twoimi nogami. Gdzieniegdzie przez szpary widzisz kipiącą lawę. Będąc mniej więcej w połowie dostrzegasz, że most prowadzi do wejścia do tunelu w skale. Będąc prawie na końcu mostu jeden z obluzowanych kamieni, Spada do lawy pod twym ciężarem. Nagle cały most jak domek z kart zaczyna się rozpadać. Wchodzisz do ciemnego tunelu. Po kilku minutach drogi powietrze robi się chłodne i wilgotne. Idziesz już chyba z godzinę gdy nagle widzisz koniec tunelu i migocące stamtąd światło. Wychodzisz do olbrzymiej jaskini. Ze stropu zwisają olbrzymie stalaktyty i płynie tu podziemna rzeka. Przy brzegu pali się ognisko przy którym siedzi dziesięciu trolli jaskiniowych. Po drugiej stronie znajduje się wyjście z tej jaskini. Rozsądek podpowiada ci, abyś niezauważony opuścił tą komnatę. Skradasz się najciszej jak możesz. Dochodzisz już do wyjścia, gdy miecz odzywa się na cały głos: "Ale tumany! Żeby nie usłyszeć takiego niezdary!" Trolle spoglądają w twym kierunku. Nieruchomieją na chwilę, by zaraz zerwać się i ruszyć z tobą w pościg. Przerażony dobiegasz do wyjścia, gdy nagle wychodzi z niego następny troll. Jest tak samo zdziwiony jak ty. Wpadasz na niego, nie mogąc wyhamować, i obaj przewracacie się. Nie zdążyłeś się podnieść gdy dopadła cię reszta trolli. Zaczynają cię niemiłosiernie kopać i okładać pałami, głośno się przy tym śmiejąc. Niebawem tracisz przytomność.
Budzisz się na marmurowej posadzce. Mimo zawrotów głowy wstajesz szybko na nogi. Znajdujesz się w olbrzymim, podłużnym pomieszczeniu. Widzisz wzdłuż ścian ciągną się rzędy kolumn z przyczepionymi doń pochodniami. Podłoga wyłożona jest w szachownicę z czarnego i białego marmuru. Gdzieniegdzie stoją posągi, co jeszcze bardziej potęguje wrażenie, że jesteś na gigantycznej szachownicy. Na końcu pomieszczenia znajduje się potężna metalowa iglica.(Niech BG porozgląda się po komnacie poszuka wyjścia, którego nie ma, przyjrzy się posągom itp.) Sklepienie wymalowane jest w gwiazdy. Nie widzisz żadnego wyjścia z tej komnaty. Nagle na nos spadł ci kawał czarnego tynku. Tylko szkolony w walce refleks pozwolił ci uniknąć walącego się stropu. Widzisz z przerażeniem, że zawał ten spowodowała monstrualnych rozmiarów noga. Sama stopa jest większa od ciebie. Po chwili noga unosi się i znika w wybitym otworze (Teraz następuje pełna emocji pogoń, noga raz po raz wybija otwór, próbując rozgnieść BG. Niech BG przewróci się raz czy dwa i w ostatniej chwili wyturla się spod walącego stropu. Opisz rozgniatane figury rycerzy, jeźdźców, magów itp. Pościg zakończy się gdy BG schroni się pod iglicą). Stajesz pod iglicą noga znowu opada, ty odskakujesz. Iglica wbija się w nogę giganta, słyszysz przeraźliwy ryk. Gigant szybko cofa nogę lecz zawadza nią o strop. Widzisz jak cały strop zaczyna się walić. Stoisz jak sparaliżowany, a całe twe życie przewija ci się przed oczami. Zostajesz przywalony gruzem i cielskiem powalonego giganta.
Budzisz się leżąc sobie wygodnie w łóżku. Otwierasz oczy i widzisz, że leżysz w wielkim łożu z baldachimem. Znajdujesz się w pięknej przestronnej sypialni. Słyszysz za sobą głos: A więc już nie śpisz, czy dobrze się czujesz? Odwracasz głowę w stronę mówiącego. To co widzisz w tej chwili nie zapomnisz na pewno do końca życia, a może ono być bardzo krótkie. Przy twoim łóżku stoi trzy metrowy stwór, z którego paszczy wystają trzycalowe kły. Jego osadzona na długiej, giętkiej szyi głowa zaopatrzona jest w trzy pary oczu. Jego skóra lśni metalicznie a ciało pokryte jest ostrymi kolcami. Kończyny stwora zakończone są ostrymi pazurami. Poznajesz go - to najpotężniejszy ze wszystkich znanych Horrorów, zabójca smoków, wielki VERJIGORM!!! Widząc twe przerażenie Horror głośno się śmieje, "Nie masz co się bać, gdybym chciał już byś nie żył. A przecież żyjesz...przynajmniej na razie. Pewnie jesteś ciekawy co ja tu robię i kto nałożył klątwę na tą wiochę. A więc słuchaj. Dawno temu, jeszcze przed czasami naszej chwały, które wy nazywacie Pogromem,. stało tu olbrzymie miasto, jego mieszkańcy żyli w przyjaźni ze smokami. Żyło tam również tylu magów, ilu nie było w żadnym innym mieście. Próbowałem skłócić magów ze smokami, lecz te wredne gady zrozumiały w porę co się święci i zaatakowały mnie. Wiele z nich zginęło, nie mówiąc o mieszkańcach miasta. Najpotężniejsze ze smoków, a w śród nich ten przeklęty Lodoskrzydły, przeżyły. To one uwięziły mnie w tych podziemiach, a mieszkańcy Haluur jako pierwsi schronili się w Kaerze. Lecz ich zabezpieczenia były słabe i mogłem zmieniać ich umysły na odległość. W ciągu tylu pokoleń ich umysły tak się zdegenerowały że nie mogą teraz zrobić nic konstruktywnego, a zwalają to na jakąś głupią klątwę. Wnioskuję, że wysłali was tutaj byście zdjęli z nich tę klątwę, tak? A więc dobrze zrobisz jedną tylko rzecz, o którą cię poproszę a przywrócę mieszkańcom trzeźwość myślenia". (Zadanie wygląda następująco, ksenomanta ma zabić pierwszą osobę, którą napotka. Następnie pojawi się w lesie na ścieżce, która go doprowadzi do jakiejś prymitywnej wioski, która pierwszy raz w życiu widzi. Lecz pierwszą osobą, którą zobaczy będzie ktoś z jego bliskich wychodzących z chaty - ojciec, matka, brat etc. Niezależnie od tego co zrobi, usłyszy głos Horrora "A teraz czas na nagrodę" i złowieszczy śmiech, potem wszystko zniknie, a BG straci przytomność).
Budzi cię wiatr wiejący w twarz. Widzisz, że spadasz jakimś szybem. Udaje ci się wyhamować dopiero przy samej ziemi. Widzisz, jak coś dużego również spada szybem. Raczej szybko powinieneś opuścić to miejsce. Widzisz okute metalem drzwi. Ciągniesz je z całej siły, po chwili drzwi otwierają się, a ty szybko wychodzisz z szybu. Słyszysz olbrzymi łoskot uderzającego kamienia o ziemię, a podmuch zamyka drzwi. Dopiero teraz rozglądasz się gdzie się znalazłeś. Jesteś w tunelu a raczej jamie wydrążonej w ziemi. Ze wszystkich stron wystają korzenie jakiś roślin. W miarę jak idziesz, korytarz robi się coraz większy. Nagle słyszysz za sobą jakiś dźwięk, odwracasz się i dostrzegasz jak cała podłoga rusza się od wijących się na niej robali. Robali przybywa - ze wszystkich ścian i sufitu zaczynają wyłazić tysiące tych oślizgłych stworzeń. Nagle jedna z tych istot spada ci na ramię. Z przerażeniem stwierdzasz, że to czaszkowy robal! Zaczynasz w panice uciekać dalej korytarzem gdzie robale dopiero zaczynają wychodzić. Wszystkie dźwięki zagłusza ci brzęczenie twych skrzydeł. Korytarz nagle zakręca, właśnie miałeś w pięknym stylu pokonać ten zakręt gdy wpadasz na górę mięśni i futra. Odbijasz się od niej i upadasz na ziemię. Widzisz przed sobą gigantycznego kreta, który wypełnia swym cielskiem prawie cały tunel. Zaczynasz się cofać przed zwierzęciem które widocznie cię wywąchało i podąża w twym kierunku. Lecz nie możesz dalej się cofać , bo zauważasz pierwsze robale wyłażące ze ścian. Nagle w ścianie tunelu zauważasz drzwi, których wcześniej nie widziałeś. Otwierasz je i wchodzisz. Znalazłeś się w komnacie, którą wypełniają przeróżne szklane naczynia. Na ścianach wisi wiele przedmiotów - miecze, tarcze, topory, obrazy, lampy oliwne. Pomieszczenie jest w kształcie półkuli. Nagle zrywa się potężny wiatr, przewraca on różne butle, retorty i inne rzeczy tłukąc je. Wiatr zaczyna wirować, a ty z trudem się mu opierasz. Po chwili jest tak szybki, że podrywa szklane odłamki i zaczyna nimi miotać po pomieszczeniu. Wiatr tak przybiera na sile, że porywa ciebie i przedmioty wiszące na ścianach. Wszystko w około wiruje opętańczo, a odłamki szkła i inne ostre przedmioty ranią cię dotkliwie. Nie wiesz ile to już trwa, lecz twe ciało jest prawie całe pokryte ranami. Właściwie nie czujesz już bólu, pewnie z powodu utraty krwi, i jesteś wstrząśnięty widząc jak jedno z twych skrzydeł, połamane i odcięte, odlatuje od ciebie. Myśl, że nie będziesz więcej latał powoduje utratę zmysłów.
Budzi cię okropny smród, jakbyś leżał na kupie gnoju. Wstając stwierdzasz, że rzeczywiście leżałeś na niej ;P. Lecz nie to zaprzątnęło twą uwagę. Coś się stało z twymi rękami! Są całe pokryte zgrubieniami i brodawkami. Dla czego masz na sobie te futra? O cholera, co to za stożki na głowie? Próbujesz wzlecieć lecz nie możesz, ponieważ nie masz już skrzydeł! Dociera do ciebie powoli, że nie jesteś już Wietrzniakiem, lecz Trollem! Obok ciebie leży olbrzymia kamienna maczuga. Rozglądasz się po pomieszczeniu. Jesteś w małej pieczarze, na przeciw ciebie znajduje się wyjście. Na środku pieczary znajduje się dół który przypuszczalnie służył jakimś istotom za wychodek. Widocznie nie którzy nie zdążyli dojść do dołka lub im się nie chciało. Wychodzisz do korytarza, jest całkowicie ciemno. Nie wiesz dokładnie ile szedłeś, lecz tunel skręcał dwukrotnie podczas drogi. Widzisz przed sobą koniec tunelu. Już masz wyjść z tunelu, gdy nagle ktoś na ciebie wpada. Rozpoznajesz go od razu (Oczywiście jest to Fechmistrz). Do przewróconego podbiega cała gromada Trolli i zaczynają go kopać i okładać. Gdy przestał się ruszać jeden z nich bierze go na plecy i niesie w stronę ogniska. Wtedy trolle cię dostrzegają. Jeden z nich się odzywa: Grunn! Co ty w tym sraczu robiłeś tak długo? Chyba lepiłeś tam posąg czy co? I wszystkie zaczynają rechotać. Gdy zapyta się o fechmistrza trolle mu odpowiedzą: Nie zabijemy go, lecz damy na arenę. A właśnie, ty też zostałeś wybrany jako nasz repne.. reple... , no znaczy się będziesz walczył za nasz klan.
Wszyscy budzicie się na okrągłej arenie, oprócz was na arenie jest również Tskrang i dwóch ludzi. Ściana wysoka jest na jakieś trzy metry wyżej znajduje się krata, za która przypuszczalnie siedzi publiczność, gdyż dostrzegacie tam niewyraźny ruch. W ścianie znajdują się szerokie drzwi, które nagle się otwierają i wpada przez nie wasz znajomy fechmistrz oraz jakiś troll (Są to pozostali BG doprowadzeni podziemnymi tunelami przez trolli). Po chwili słyszycie głos: (Ksenomanta rozpoznaje w nim głos Vergijoma) "Witajcie na arenie śmiertelnicy! Ten który zwycięży jako jedyny zyska wolność i zdobędzie mój wielki skarb który zdobyłem na wielu smokach! Walczcie, bo może być tylko jeden zwycięzcą!". Gdy rozpocznie się walka BG usłysz głos podnieconej widowni. Gdyby BG nie chcieli ze sobą walczyć, usłyszą niezadowolenie widzów i zobaczą, że najeżony kolcami sufit zacznie się obniżać. Zatrzyma się dopiero, gdy BG podejmą walkę. Jeżeli nie będą walczyć sufit ich zmiażdży. Gdyby jednak walczyli i zostałby tylko jeden (hehe) to zobaczy on otwierające się drzwi i wchodzącego przez nie Vergijoma, który podejdzie do BG i powie "czas byś odebrał swoją nagrodę", a następnie szybkim ruchem ręki zetnie mu głowę. BG jeszcze chwilę z dziwnego kąta będzie widział swe stojące bezgłowe ciało i słyszał nieustający śmiech Horrora...
...A następnie obudzi się z krzykiem w jednej z chat wioski, w której rozpoczęła się ta przygoda. Reszta drużyny również jest w tej chacie i obudzi się po krzyku pierwszego. Na stole znajdą list, a obok stołu kufer w którym znajdą opisywane w liście przedmioty (według Twojego uznania, drogi Mistrzu). Wioska jest całkowicie opuszczona, a w gospodzie znajdą przygotowane dla nich śniadanie.
enjoy!