|
A ja mam kota i szczury
Ilekroć wypowiadam kwestię zawartą w tytule, zapytany o zwierzęta, które panoszą się u mnie w domu, spotykam się z dość dziwnymi spojrzeniami. Czasem oznaczać mają one litość, a czasem nienawiść, jakoże mój rozmówca myśli, że jestem sadystą, skazując biedne gryzonie na armageddon. W tym tekście chciałbym po krótce opisać, jak to robię. Na początku dodam jeszcze, że kot Fenix jest bardzo myszołowny ;]. Ale wpierw, dlaczego do takiej sytuacji doprowadziłem? Otóż nie zrobiłem tego bynajmniej z premedytacją. Bowiem przedtem miałem kotkę, Nuszę, jednakże jak to bywa w podkrakowskich wsiach i z mentalnością ich mieszkańców (mimo, że mieszkałem wtedy od Krakowa pół kilometra...), bowiem kotka moja często wychodziła na noc. I pewnego razu wróciła do domu ze złamanym ogonem... dwa dni później, nie wróciła w ogóle. Nie zamierzam jednak opisywać uczuć, jakie miałem po stracie tak cudownego kota, bo byłoby to bez sensu. Wcześniej miałem także psa, jednak on również zginął przez głupotę ludzką, tym razem architekta ogrodowego, ale tego też nie zamierzam opisywać, w każdym bądź razie, przyjeżdżając do Torunia, byłem bez zwierząt. Nie łatwo jednak było mi z tym wytrzymać, poszedłem więc do sklepu zoologicznego i nabyłem szczurki, dwa samce konkretnie. Nie miałem wtedy jeszcze warunków dla jakiegoś większego zwierzaczka. Po jakiś czasie jednak uznałem, że czegoś mi brakuje. Oczywiście, kota (na psa oczywiście było za wcześnie...)! Szczerze się przyznam, że straciłem nieco zainteresowania szczurami. Ale klatka z nimi stoi po dziś, a kot wciąż siedzi mi na kolanach... Na początku obydwa (a raczej wszystkie trzy) stworzenia były ciekawe siebie. Szczury nie widziały w życiu kota i vice versa. Po jakimś czasie jednak instynkt zaczynał brać górę, jeden ze szczurków zaczął być dla kota nieprzyjazny, a Fini próbował atakować je. Raz byłem świadkiem ciekawej sytuacji - wypuściłem gryzonie na klatkę, siadłem niedaleko i puściłem kota. Rudy skoczył na parapet i zaczął się przyglądać szczurom. Ten nie uprzedzony szczur, lubił Fenixa, ba, najchętniej by się z nim bawił. Kot jednak nie miał zamiaru do tego dopuścić i ilekroć którykolwiek zbliżał się do niego, podnosił łapę. Myślę, że gdyby nie moja obecność, ta historia nie skończyła by się dobrze. Wniosek z tego taki: stworów myszopodobych do naturalnych wrogów zaprzyjaźnić się nie da, jednak przy odpowiednim podejściu, można je do siebie przyzwyczaić. Teraz na przykład, kot podchodzi do klatki i przygląda się szczurom, ale tylko gdy mu się nudzi. A jest myszołowny. Tak więc, trzeba trochę uważać, a wszyscy do siebie się przyzwyczają, nie będą na siebie zwracać uwagi. Niestety, nic więcej raczej możliwe nie jest - są to przecież naturalni wrogowie, a praw natury nie da się przezwyciężyć. Z głośników przygrywało In Flames. |
![]()
|