|
<<< Burok: "Moja prośba." >>>
Nie boję się
Gdy ciemność zapada
Bo z wysokości Ojciec mnie za rękę chwyta.
Ciągle mnie trzyma,
Czasem wiatr wieje;
Znów sennie światła/nic nie tworzę
Choć dobrze wiem, że nade mną niebo i gwiazdy
Kopią nową drogę.
W górę patrząc
Zmienną jestem butelką
Co w siebie wdmuchuje tą samą nową muzykę.
Przewrócony z lewej na prawą
I z wierzchu do środka.
Teraz On krok robi;
Wypełnia nowe cienie/wizje dookoła
Od których ślepnę i na miejscu zostaję.
Dłoń do przodu strzela,
Wkłada cień do niej
I mieczem jest i listem, głęboko ukrytymi.
Z Nim idę
Lecz bez innych sam;
Noc dziwnie ciemną
Czuję i nogami się zapieram, jemu się wyrywając
Posłusznego pustelnię zamykam.
Pod stopami, w powietrzu, na ciele
Ciepłe uśmiechy, myśl jak elektron szybującą
Widzę - przeze mnie przechodzą i świat same okrążają.
Usta, oczy i uszy samotne są w tłumie
Gdzie i ja stoję.
Razem z nimi biegam.
Och, puść, Ojcze! Nie pchaj - delikatnie.
Chcę iść, lecz ziemia spod stóp umyka
Na wysokich szczytach, gdzie innych
ślady na lśniącym bielą śniegu odciśnięto.
Jakże mam dojść? - bez życia,
Które innym we włosy wplecione
I przy głowie do poduszki przyciśnięte?
|