Sycząca zaraza
"Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze,
Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie.
Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze"
B. Leśmian
.....pogrążony w kruczym mroku nocy starałem się dopatrzyć jakichkolwiek oznak burzy. Gdy na zamroczonym, czarnym niebie zdołałem zobaczyć tysiące kłębiących się chmur zacząłem słaniać się na nogach z trwogi.... z chwilą tego spostrzeżenia mój duch wypełnił się bolesną i skupioną ciszą rozpaczy.... w najmniej spodziewanym momencie spostrzegłem, na ulicy pode mną jakiś dziwny strzęp cienia. Była to ona, wracająca do domu, przez tą mroczną, burzową noc. Lecz z tego co pamiętam nie była sama.... podążał za nią on. Ile grozy wlało się do mego serca z chwilą gdy go zobaczyłem i wiedziałem co będzie dalej! Ale czy można było coś zmienić? Drżąc na ową myśl o zawiedzionej, aczkolwiek wątłej i prawdopodobnie ostatniej nadziei pomocy jej, pozostałem na swoim miejscu.
Załamany i jednocześnie ciekaw zbliżającego się końca historii.
.... niebo spochmurniało, a wcześniejsze jaśniejące na nim gwiazdy zdawały się chować lub kłaniać w jej stronę... zaczynając jej żałować po trochu. Od paru chwil na niebieskim firmamencie zaroiło się od kruczoczarnych, spuchniętych chmur żałoby. A ona wciąż uparcie brnęła dalej, zapomnianą ulicą beznadziei, nie znając nawet swego losu.... tymczasem on podążał za nią, spowity w płachtę cienia, a w jego myśli panowały pokusy w czerni, które szybko opętały go jedną zbrodniczą myślą.... już nie było odwrotu. Jej życie zostało sprzedane na targu istnienia i ponownie stracone.
Na niebie przeleciał jaśniejący ryk błyskawicy, który jak się wydawało mógł być rykiem tysiąca demonów spoczywających na samym dnie piekła. Grzmot w swym jęku ukazał przez mgnienie oka figurę oprawcy, która z uniżoną głową i pełna beznadziei podążała dalej za swoją ofiarą...
....niebo straciło już swój pierwotnie czarny kolor i zamieniło się w nieprzeniknione ciemności smutku i rozpaczy. Grzmoty raz po raz smagały je - płaczące, a jego łzy upadały wszędzie dookoła. Gwiazdy już dawno zostały uduszone przez czarne chmury nocy, a księżyc przybrał posępny kolor bladej śmierci.... ja stojąc dalej na kamiennym gzymsie powyżej, z bólem serca obserwowałem to, co miało się stać. .... ale jako vampir poprzysięgłem sobie, że nie będę się wtrącać w sprawy śmiertelników... trwając tak w niemocy, moja potępiona dusza nie mogła już jej znieść. Klątwa niepokoju poszła widocznie daleko dalej, niż moje sumienie....
Sprawca też nie był bierny w swym postanowieniu zaspokojenia pragnienia - chęci grzechu. Gdy oboje - ona i on - zniknęli w zaułku, równie ciemnym i zapomnianym jak ta noc, wszystko miało zostać skończone.... teraz ona miała udowodnić, że ma chęć do życia, musiała przeżyć....
..... zabójca nie czekał już dłużej. Gdy zobaczył, że ona spostrzegła jego wydłużony cień, który go zdradził momentalnie przyspieszyła kroku, lecz to nie było wystarczające.... dogonił ją i złapał za rękawy kurtki, wyginając jej ręce do tyłu. Słyszałem jak krzyczała, jak spod jej wąskich ust wydobywa się ryk trwogi. Czułem jego czarne serce, które mimo iż biło, było już martwe. Jego dusza także została potępiona.... widziałem, jak jej na wpół martwe ciało upada pod pobliską ścianą, jak upływa z niej życie, jak upływa z niej struga krwi, która znajduje ujście w ziemi poniżej... widziałem blady uśmiech satysfakcji rysujący się na jego pokrytej krwią twarzy....
Gdy myślałem, że wszystko zostanie skończone w przeciągu minuty stała się rzecz niespotykana. W tej zapomnianej przez wszystkich uliczce pojawiło się blade, zimno niebieskie światło, które ukazało się wprost do sylwetki zabójcy, który rzucił nóż i cofnął się parę kroków od owej smugi jasności. Nagle w tym bladym świetle pojawił się kształt, bardzo rozmazany, lecz po dokładnym przyjrzeniu się owemu zjawisku ja wiedziałem co to! To pojawił się demon samej burzy!
.....przerażenie na twarzy zabójcy i przebiegające po nim skurcze świadczyły o tym, co w chwili obecnej przeżywał. O jego nadludzkich wysiłkach.... Ale żaden dźwięk, żaden oprócz krzyku nie wyrwał mu się z zaciśniętych warg, które gryzł do krwi... W okamgnieniu grzmoty wydały z siebie przeciągłe salwy skowytu, które oświetliły raz jeszcze ową groteskową scenę. W jednej chwili demon burzy zniknął, a na jego miejscu powstała dziura, sięgająca chyba do samego dna piekieł.... zaledwie gdy zabójca dziękował swojemu bogu za ocalenie od niechybnej śmierci, stała się następna dziwna rzecz. Zobaczyłem rozbłysk i mym oczom ukazał się obraz tak karykaturalny, że myślałem, że śnię na jawie. ... od kilku przeciągłych chwil z powstałej dziury wypełzały całe gromady szczurów. W całej alei roiło się po prostu od szczurów. Słyszałem ich zgiełkowe, ciche piski i krzyk oprawcy. Widziałem ich żarłoczne i przeszywające mnie i zabójcę czerwone ślepia. One tylko wyczekiwały do całkowitego znieruchomienia mordercy, aby uczynić z niego bluźnierczą ucztę... aby posłużył im za pokarm.
...przez następną chwilę on zasłaniał się przed watahą szczurów, która wbrew usilnie czynionych przez niego przeszkód, w postaci bezsensownego miotania się i uderzania rękami w pustkę, pożarły odrobiny skóry na jego rękach i twarzy. Jeszcze przez chwilę widziałem kołyszącą się dłoń sprawcy, która, zostając odgryzioną, potoczyła się bezwładnie na ulicę i zniknęła w szarym kłębowisku szczurów.... brzydząc się spoglądać tam dalej popatrzyłem odruchowo do góry. Znów zobaczyłem ciemne, sine niebo i płaczące gwiazdy, jednak księżyc przybrał kolor purpury, a jego wygląd wydawał się być wyrażeniem radości za zadość uczynienie tej kobiecie... jednak gdy usłyszałem przeciągłe jęki, wydobywające się z ust bez warg grzesznika, machinalnie spojrzałem w dół. Jednostajność jego ruchów pozbawiła go działania. Teraz leżał po prostu na ziemi skulony, w pozycji embrionalnej, a plugastwo, gnane żarłocznością, często wbijało w jego ciało swoje ostre kły... zwijając się wokół jego gardła.... drążąc kolejne rany w jego ciele.... w tym momencie poczułem wstręt.
.... nie wiem ile trwała biesiada szczurów, ale owe rojąc się, skupiały się na osobie zabójcy, z której pozostał już tylko ochłap przesiąkniętego ścięgnami szkieletu.... nawet nie pozostała po nim jego krew. Tymczasem wściekłość burzy niezwłocznie ucichła i bezwzględna cisza uroczyście wstąpiła na ziemię. Szczury doznały popłochu i uciekały bezwładnie precz, z powrotem do swej przeklętej dziury w ziemi. Trwało to jednak okamgnienie. Biały ogień na kształt całunu spowił zapomnianą ulicę i posunął się w dal po spokojnym niebie....
Ciało kobiety rozmyło się w jasności.... i wszystko stało się wiecznością.
+++ Napisał: Czarny Kasztelan - Vampir Kury - Supreme Vampiric Evil
PS. To zakazane dzieło dedykuję BrightWitch..... a właściwie ostatnią linijkę.....
Vampir Kury
vampirkury@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||