:::: Maciek "black grzywa" Partyka ::::

Piekielna drużyna



Chciałem wracać do domu. Miałem tego wszystkiego dosyć! Miałem dosyć już po pierwszej połowie. Jak można przegrać 1:5 na własnym boisku, w tak ważnym meczu? Stachurski nie wiedział co robi. Po prostu nie znał się na piłce, debil. Kiedy został trenerem mówił, że awansujemy do III ligi, a tu dupa! Kilka kolejek dzieli nas od spadku. Jak go wypieprzę z roboty to powie, że to moja wina. Baran! Widziałem te jego obozy przygotowawcze, na których zawodnicy obijali się zamiast ćwiczyć, widziałem jak mu na tym wszystkim nie zależało. Ale co ja mogłem zrobić? Facet z nazwiskiem, niby dobrze poukładany, cieszący się dobrą sławą w regionie. Ufałem mu tak, jak wszyscy. Na początku nie było wyników, ale facet uspokajał, że jesteśmy na innym etapie przygotowań, że forma się jeszcze ustabilizuje i takie tam. Teraz wiedziałem, że nic się już nie zmieni. Przegraliśmy ostatnie cztery mecze, jeszcze to 1:5 na własnym stadionie... Zajmowaliśmy przedostatnie miejsce w tabeli, po prostu musieliśmy spaść. Prosto do A klasy. Przecież to jest upadek, będę musiał wyjechać z tego miasta, porzucić wszystko. Chociaż to i tak mi nic nie da! Chciałem zrobić karierę w piłce, zacząć od małego klubiku z podwarszawskich Lasek a skończyć w Legii albo przynajmniej w Koronie Kielce. Przecież znałem się na tym co robię, sporo rzeczy potrafiłem w tym klubie zorganizować. Jeszcze nigdy nie mieli tu takiej infrastruktury, zaczęliśmy produkować szaliki, koszulki, wydawać klubową gazetkę... W sumie to było wszystko, czego potrzeba. Wszystko, z wyjątkiem wyników. A to już nie moja wina, tylko Stachurskiego. Niestety, w piłce obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa. A on ma przecież nazwisko, jedna wpadka mu nie zaszkodzi; ja dopiero zaczynam, co oznacza, że przy pierwszej wpadce mogę skończyć. Mój koniec był już bardzo bliski! Kurwa, po co ja jadę do domu! Jestem wkurzony, rozczarowany, załamany. Po co mam wracać i jeszcze denerwować Monikę? Niech sobie spokojnie śpi, a ja zrobię to co powinienem zrobić już dawno. Muszę zachowywać się jak prawdziwy mężczyzna, muszę iść do baru i się najebać. To zawsze pomaga.
Pojechałem do jakiegoś pubu w centrum Warszawy. Z daleka wyglądał dość zachęcająco. Duży zielony napis WELCOME IN THE HEEL, obok logo browaru. Zaparkowałem, wysiadłem z samochodu i zobaczyłem parkometr. Urządzenie poinformowało mnie, że znajduję się w strefie płatnego parkowania. To już mnie dobiło. Dlaczego w tym kraju za wszystko trzeba płacić?! Wrzuciłem monety i poczekałem aż parkometr wypluje druczek, wepchnąłem go za wycieraczkę i pognałem w kierunku pubu, chciałem się najebać i komuś wyżalić. Oby jak najszybciej, bo czułem, że dłużej nie wyrobię. Lokal okazał się całkiem przystępny. Pomieszczenie było duże i zadbane, na środku stały stoły i krzesła, z boku stoły bilardowe, w najciemniejszym kącie dostrzegłem też kilka automatów do gier. Gości nie było za wielu. Dwóch brudasów grało w bilard, jakaś parka flirtowała popijając piwo, jeden koleś w milczeniu sączył drinka i słuchał rockowej muzyki wydobywającej się z głośników. Za barem stała młoda zgrabna blondyna. W ostateczności to jej mogę się wyżalić. Może nawet mnie przytuli, ale na tym się skończy, bo jak będę chciał coś więcej to dostanę po mordzie. Szkoda. Zamówiłem piwo i usiadłem przy najdalszym stoliku. Szybko wypiłem browara, nie myśląc zupełnie o niczym. Potem zamówiłem drugiego i trzeciego, dałem blondynie 10 zł napiwku. Wszystko jedno, skoro i tak miałem wszystko przepić. Kiedy zaczynałem czwarte albo piąte piwo przysiadł się do mnie jakiś facet, wcześniej w ogóle go nie zauważyłem.
- Jak się masz, panie prezesie? - zapytał z uśmiechem.
- Do dupy - odpowiedziałem bez namysłu. Prezesie? On powiedział prezesie? - zastanawiałem się.
- Tak, tak właśnie powiedziałem!
- Kurwa, co jest? Czytasz w moich myślach czy jak?
- No pewnie. A co myślałeś, ze jesteś taki znany w stolicy? Prezes Rysia Laski? Człowieku, mało kto wie, że w ogóle jest taki klub! No, ale można coś z tym zrobić. Widzisz, znam się trochę na piłce i chętnie ci pomogę.
- Tylko nie mów do mnie cipo!
- Stary, wyluzuj. Przychodzę do ciebie, bo wiem, że stać cię na więcej. Mógłbyś coś w piłce osiągnąć, masz charyzmę, jesteś młody, zdolny...
- No to czemu nic nie idzie tak jak należy?
- Bo ten na górze cię nie lubi.
- Masz na myśli Boga? - zapytałem z niedowierzaniem.
- No pewnie, myślisz, że dlaczego taki Stachurski robi karierę, a ty nie? Umiejętności nie mają tu nic do rzeczy, liczy się opatrzność boża. Krótko mówiąc, wszystko zależy od tego gościa z góry - tłumaczył jak mi dziecku.
- Więc skoro i tak mam przejebane, to mi nie pomożesz...
- Maciek, czy ty jeszcze nie załapałeś? Jestem z piekła, wysłali mnie tu od Złego, żeby trochę narozrabiał w polskiej piłce. Mam taką moc, że mogę się spokojnie przeciwstawić woli Boga, no... przynajmniej jeśli chodzi o piłę nożną.
Dopiero teraz przestałem wpatrywać się w kufel i spojrzałem na gościa, z którym gadam. Wyglądał normalnie. Wysoki opalony, w miarę młody, porządnie ubrany. Nie tak wyobrażałem sobie sługę szatana. Wniosek? Facet musiał być jeszcze bardziej pijany ode mnie.
- Z piekła... Może być, ważne, żebyś uratował drużynę przed spadkiem - powiedziałem obojętnie.
- Jasne, to się da zrobić, ale oczywiście nie za darmo.
- Spoko, tylko daj mi jakieś referencje.
- Referencje?! Jestem z piekła rodem, mam taki power, że ci się w głowie nie mieści, a ty pytasz o referencje?
- Nieważne, już mi wszystko jedno. Chcesz być trenerem? Zaczniesz od jutra, Stachurskiego się zaraz wypierdoli!
- Ale po co? Przecież nawet ty możesz być trenerem! Wyniki same przyjdą, tylko musisz zapłacić mi daninę.
- Jaką kurwa daninę? - facet gadał już całkiem od rzeczy.
- Dobra, walę prosto z mostu, bo się w życiu nie dogadamy. Ty dajesz mi swoją duszę, a ja utrzymuję klub w lidze.
- A jak się nie uda, to co?
- To nic, ja wracam do piekła, a ty się tłuczesz w A klasie.
- Dobra, niech będzie.
- No, super. Ale muszę mieć to na piśmie - powiedział przeszukując swoją teczkę. Po chwili wyjął jakiś dokument, strasznie długi i nudny.
- Nie chce mi się tego czytać - powiedziałem po przejrzeniu trzech pierwszych stron.
- To nie czytaj - odpowiedział zrezygnowany diabeł - tylko podpisz tutaj, tutaj i jeszcze tu.
Podpisałem cyrograf, wypiłem jeszcze dwa piwa i wróciłem do domu. Następny dzień rozpocząłem od porannej wizyty w klubie. Powiedziałem Stachurskiemu, że jest zwolniony. Sam poprowadziłem trening. Piłkarze specjalnie się nie zdziwili. Byli tak załamani ostatnimi wynikami, że nic już nie mogło ich zaskoczyć. Starałem się ich jakoś zmotywować przed następnym meczem, ale wiele to nie dało. Wyszli na boisko ospali, zniechęceni i rachityczni. Schodzili szczęśliwi jak nigdy w życiu, wygraliśmy 3:0! Właściwie nie wiem jak to się stało. Pierwszą bramkę strzeliliśmy przez przypadek - obrońca podał do bramkarza, ten próbując wybić piłkę trafił w naszego napastnika, druga bramka to był jakiś rykoszet, trzeci gol padł po tym, jak jeden z chłopaków chciał dośrodkować i mu zeszło. Pod naszą bramką działo się sporo, ale ratowały nas słupki i poprzeczki. Niesamowity fart. A może coś więcej? Po następnych trzech kolejkach byłem już pewien, że to nie jest normalne. Wszystkie mecze wygraliśmy strzelając pięć bramek i nie tracąc ani jednej. Na koniec zagraliśmy z liderem i zremisowaliśmy 1:1, wyrównanie padło w ostatniej minucie. Ryś Laski utrzymał się w IV lidze!
Pojechałem do pubu, żeby pogadać z tym wariatem. Zapytałem, czy z jego pomocą udałoby się awansować do wyższej ligi.
- Wszystko się da - odpowiedział - to kwestia ceny - widzisz, ten mój power jest napędzany przez dusze, którymi handluję. Jakbyś ich skombinował więcej, mógłbym wprowadzić ten twój klubik nawet do pierwszej ligi.
- Ile ich trzeba? - zapytałem z zaciekawieniem.
- Na początek wystarczy 11.
- To się da załatwić...
I tak oto pierwszy skład przehandlował swoje dusze w zamian za pieniądze i sławę. Ale trzeba było tego więcej. Dlatego poświęciłem też rezerwowych. Nie było taryfy ulgowej dla drugiego trenera, dyrektora sportowego, nawet dla masażystów. Każda dusza była w cenie!
Po 3 latach awansowaliśmy do I ligi. W międzyczasie wybudowaliśmy sobie stadion na 30 000 widzów z zadaszonymi trybunami i z ogrzewaną płytą. Potrzeba było nowych ofiar, więc zadbałem o to, by w każdym kontrakcie znajdowała się stosowna klauzula. Ryś Laski zapewnił sobie mistrzostwo Polski, zastanawiałem się nad grą w Lidze Mistrzów, ale to podobno ma sporo kosztować. Chociaż z drugiej strony mam jeszcze kilka drużyn młodzieżowych...
- Młodzi też mogą być? - zapytałem pewnego dnia.
- No pewnie, tacy są najlepsi...
- Ilu ich trzeba, żeby zdobyć Puchar Europy? Pewnie dosyć dużo...
- Oj, dużo, dużo... - pokiwał głową diabeł.



Maciek "black grzywa" Partyka

blackgrzywa@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||