:::: Seth ::::

Czysta łza



W całym mieszkaniu rozległo się pukanie do drzwi. Kiedy je otworzyłem, stanęła przede mną moja najlepsza przyjaciółka, Sylwia. Płakała. Niemalże było widać, jak drży. Nie zadawałem żadnych pytań o to, co się stało, bo doskonale wiedziałem, jaki jest powód jej łez. Jedyne, co zrobiłem to wpuściłem ją do środka i objąłem. Przyłożyłem delikatnym ruchem jej głowę do mojej klatki piersiowej i powiedziałem:
"Słyszysz ten dźwięk? Twoje serce bije w ten sam sposób. Serca wszystkich ludzi biją tym samym rytmem i jeśli twoi rodzice tego nie rozumieją to jest to ich strata, bo skazują się na życie pełne smutku i samotności."
Nie wiem czy te słowa pomogły, ale to nie było najważniejsze. Prawda jest taka, że pewne słowa muszą być powiedziane, aby pewne sprawy mogły dobiec końca. Te słowa były właśnie takimi słowami. Pozwoliłem jej zostać u mnie tak długo, jak będzie musiała. Wiedziałem, że nie ma dokąd iść i że jestem jej jedynym bliskim przyjacielem. Nie chciałem opuszczać jej wtedy, kiedy miała świadomość tego, że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś...
Z czasem zaczęła się przyzwyczajać do myśli, że będzie samotna i że nikt poza zaledwie kilkoma jej przyjaciółmi nie będzie nawet bliski zrozumienia jak bardzo źle się czuje. Ale chyba nigdy nie spodziewała się, że kiedy wyjawi swój mroczny sekret swoim rodzicom, to oni potraktują ją w tak chłodny i stanowczy sposób i wyrzucą ją z mieszkania. Prawdę mówiąc czuję się trochę odpowiedzialny za to, co się stało. Sam jej doradziłem, aby nie ukrywała swojego wielkiego sekretu przed rodzicami. Aby wyznała im prawdę. Sądziłem, że zasługują na to, aby poznać tą prawdę, ale byłem w błędzie. Kiedy dowiedzieli się o jej rzeczywistym obliczu, nie zauważyli prawdy o niej. Nie zauważyli, że mają tak piękną, delikatną, uroczą, inteligentną i dobrą, niemalże idealną córkę. Zauważyli jedynie różnicę. Różnicę tak wielką, że nie ryzykowali swojej miłości w celu zwalczenia tej bariery, lecz od razu poddali się. Nie sądziłem, że można w jednej chwili tak po prostu przestać kogoś kochać, tak jak oni to zrobili Sylwii. Zupełnie tak jak by była wspaniałą białą suknią ślubną, która kiedyś była dla pewnej kobiety ważna przez jeden wspaniały dzień tylko po to, aby dzień później cały świat o niej zapomniał. Teraz wydaje mi się, że oni nigdy jej nie kochali. Nie tak bardzo, jak ja ją kocham. Teraz już wiem, że oni nie zasługują na tak wspaniałą córkę.
Opowiem wam teraz historię tej niezwykle silnej osoby.
Przyszła na świat 13 stycznia 1986 roku w jednym z szpitali w Nowej Hucie. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy ją spotkałem. Pamiętam to tak, jakby stało się to zaledwie wczoraj. To był pierwszy dzień w zerówce. Płakałem, bo chciałem być w domu, a nie w tym miejscu pełnym nie znanych mi ludzi. Wtedy podeszła do mnie malutka dziewczynka o długich blond włosach i pięknych zielonych oczach i powiedziała, żebym nie płakał. Powiedziała, że jeśli boję się czegoś, to ona mnie przed tym obroni. I miała rację, później byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, przez całą podstawówkę i calutkie gimnazjum aż do teraz. I przez cały ten czas mogłem na nią liczyć tak samo, jak ona mogła liczyć na mnie. Zawsze, kiedy musiałem walczyć z potworami wewnątrz mojego umysłu nie musiałem bać się, bo wiedziałem, że ona będzie przy mnie. I zawsze była przy mnie. Była przy mnie nawet wtedy, kiedy w drugiej klasie szkoły podstawowej pewien brzydki brzdąc, jakim wtedy byłem wyznał jej, że ją kocha. I wiecie, co? Ta mała osoba odwzajemniła jego uczucia. Nadal to robi. A ja nadal każdego dnia utwierdzam się w przekonaniu, że kocham Sylwię. Trudno jest nie kochać tak niezwykłej osoby.
Kiedy idę ulicą z nią trzymając się za ręce, widzę pełne strachu spojrzenia ludzi. Oni nie rozumieją, że chłopak i dziewczyna mogą byś przyjaciółmi. A mogą. W naszym przypadku przyjaźń to jedyne, na co możemy sobie pozwolić. A szkoda, bo byłbym gotów oddać wszystko za jeden jej pocałunek, byłbym gotów przebiegnąć najdalszą odległość i przeskoczyć najwyższą górę tylko po to, aby być przy niej. Jednak nigdy jej tego nie powiedziałem, bo jeśli jest coś, na czym mi zależy bardziej niż na jej uczuciu, to jest tym jej szczęście. A nie chcę, aby straciła ostatnią osobę, która ją rozumie. Nie teraz, kiedy potrzebuje mnie tak bardzo...
Od zawsze wiedziałem, że Sylwia jest wyjątkową dziewczyną. Ale nie potrafiłem wyjaśnić, dlaczego tak jest. Prawie pół toku temu, kiedy powiedziałem jej, że uważam ją za wyjątkową osobę nie sądziłem, że uzyskam taką odpowiedź, jaką wtedy usłyszałem na pytanie, dlaczego jest taka wyjątkowa. Pamiętam doskonale tą rozmowę. Tego dnia Sylwia wyznała mi, że nie czuje w ten sam sposób, co inne dziewczyny. Że to coś innego, czego nie potrafi wyjaśnić. I że jej serce nie bije dla jakiejś wyjątkowej osoby, ale dla jakiejś wyjątkowej dziewczyny.
Nie wiem, co wtedy czułem. Bo ostatecznie co można czuć w chwili, kiedy dowiadujesz się, że twoja największa przyjaciółka i jednocześnie jedyna wielka miłość twego życia, jest lesbijką. Domyślam się, że to był wielki wstrząs. Gdyby tak nie było, to bym nie starał usunąć tego wspomnienia z mojej pamięci. Jednak z czasem człowiek nabiera pewnego dystansu do pewnych spraw. Nie zamierzam wmawiać nikomu, że czas goi rany. Nie! Czas pozwala jedynie o nich zapomnieć. Z upływem dni zrozumiałem, że to nie są jej urojenia, a jej prawdziwe uczucia. Nauczyłem się rozumieć ją. Chociaż mam świadomość tego, że nigdy jej nie zrozumiem kompletnie, to jednak nie przeszkadzało mi to w tym, aby nadal być jej przyjacielem i ją kochać.
Większość z was czytających te słowa nigdy nie zrozumie mnie i prawdę mówiąc nie zależy mi na tym. Piszę te słowa dlatego, bo pragnę abyście zrozumieli Sylwię i wszystkie osoby jej podobne. Może dla was to są osoby inne, może nawet w jakimś stopniu gorsze. To jednak ja mam świadomość tego, że są to osoby takie same, jak każdy inny człowiek na Ziemi. Obdarzone tymi samymi uczuciami, tym samych strachem i szczęściem. A obarczone waszymi złymi spojrzeniami. Nie rozumiecie, boicie się ich dlatego, bo pokazują wam, jak nietypowy potrafi być świat i że nie wszyscy boją się swojej wyjątkowości. Dlaczego? Dlatego, bo te osoby akceptują samych siebie i bo umieją byś szczęśliwe takimi, jakimi są naprawdę.
Teraz, kiedy patrzę na Sylwię. Na jej zamyślone spojrzenie. Te piękne zielone oczy, całe we łzach. Wiem, dlaczego jest tak bardzo wyjątkową osobą. Nie dlatego, bo kocha w inny sposób, ale dlatego, bo umie kochać w tym świecie wyzutym z uczyć. I nie boi się swoich uczuć. Daje mi na to dowód każdą swoją czystą łzą.


Seth

prizefighter@op.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||