Zwierzoczłekoupiór
Czytała w ciszy, zupełnej, niczym nie przerwanej. Przed oczami miała sylwetki, domy, cały świat bohaterki. Czasem słyszała swój głos wyczytujący poszczególne fragmenty lektury. Zdawało jej się, że jest związana z bohaterką. Czuła to, co ona, myślała tak samo, czasami zdawało jej się, że czyta o sobie. Właśnie mówiła na głos:
"Mrok kryje prawdę o nas samych. Ludzie boją się ciemności, bo w niej kryją się demony, ale nie pochodzą z piekła tylko z ludzkich umysłów. Sami boimy się siebie nawzajem. Moc i wiara we własne możliwości są piękne tylko w ciemności."
Zamyślenie przerwało ciche skrzypnięcie drzwi... Spojrzała za okno. Ciemność, nawet latarnie usnęły na mrozie. Czasem zbłąkany płatek śniegu przykleił się do szyby. Wszedł. Jej strach, ból, krzyk skondensowany w jednym życiu - Zwierzoczłekoupiór. On, duży, o poważnej twarzy, czarnych, wręcz diabelskich oczach, krótkich, kręconych włosach i małych, wąskich, delikatnie różowych ustach. Z Jego oczu bił dziwny, dziki blask. Do pokoju wraz z Nim wdarł się zapach wiatru, ostry i świeży, pobudzający do życia. Miał na sobie stary, szary płaszcz. Zdobiły go łaty różnego koloru. Dziwacznie w nim wyglądał, ten jej przyjaciel. Wszedł nie pukając. Nie miał tego w zwyczaju. Nie zdjął nawet butów, które zaśnieżone robiły mokre plamy na posadzce. Rozsiadł się w fotelu, zaczął rozpinać miliony wielkich, drewnianych guzików przyszytych niedbale w nierównych odstępach do brzegu płaszcza. Nie odezwał się nawet słowem, więc i ona nic nie mówiłam. Gdy ściągnął okrycie i rzucił je na drugi fotel schylił się i zaczął, trochę nieporadnie, niczym małe dziecko, zdejmować swoje wielkie, ciężkie, sięgające aż do kolan buciory. Nie śpiesząc się rozsznurowywał je by wreszcie zdjąć. Odplątał wełniany szalik. Teraz dopiero odezwał się do niej. Jednak nawet na chwilę nie spojrzał w jej stronę, patrzył za okno.
- Witaj... - Jego głos, taki poważny, lecz zawsze wzbudzał w niej radość.
- Dawno Cię nie było.
- hmmm...
Nie spojrzał na nią, nawet kiedy wstała z łóżka. Przeczesała włosy palcami i usiadła na dywanie. Dopiero, gdy dotknęła jego dużej, twardej dłoni poczuła na sobie jego wzrok. Był przy niej odkąd pamiętała, od zawsze.
Przychodził, siadał w fotelu, milczał, a ona zadawała Mu masę pytań, które On zbywał milczeniem. Obrażała się na Niego, wtedy zaczynał mówić. Ale nie o tym gdzie był, co robił, lecz zawsze o tym jak się zmieniła. Siadał na dywanie obok niej. Opierała się o Jego ramię, a On opowiadał. Czasem karcił, gdy była zazdrosna, a czasem chwalił za cierpliwość. Powtarzał, że powinna przede wszystkim słuchać. Tak też robiła. Siedziała i słuchała Go. Był taki naturalny, tajemniczy, znał każde jej słowo, gest, myśl. Kochała Go. Wiedziała, że o tym wiedział. Ale nigdy nie odważyła się tego Mu powiedzieć. On też nigdy nie wspominał o miłości. Za to wiele rozmawiali o przyjaźni. Kiedy On przestawał opowiadać zaczynała się rozmowa. Po cichu, by nie zbudzić śpiących. A kiedy usypiała na dywanie w jego ramionach brał ją na ręce i kładł do łóżka. Ubierał się i wychodził. Nie mówił, kiedy wróci, nie dawał znaków, że przyjdzie ponownie. Nigdy nie miała pewności czy spotka Go jeszcze kiedyś. Dziś jednak ani ona ani On nie zaczęli rozmowy. Żadne z nich nie odezwało się do siebie. Usiadł obok niej, jak zwykle. Oparła się o jego silne ramię.
Zamknęła oczy. Ciemność... Poczuła, że powinna mu wreszcie powiedzieć, co tak naprawdę do niego czuje. Jednak nie otworzyła oczu. I nie powiedziała słowa. Gładził ją po włosach. Lubiła to. Przed oczami stanął jej jego obraz. Nie mogła już wytrzymać. Uczucia wylewały się z niej. Otworzyła oczy.
- Gdzie byłeś?
- Powiedz to wreszcie...
Nie wiedziała, co się z nią stało. Przytuliła się do niego. Nawet nie drgnął. Zaskoczył ją bezpośredniością. Nigdy nie powiedział jej niczego wprost. Zawsze kazał się domyślać. Urywał w połowie zdania, nie pomagały nalegania, obrażanie się, odsuwanie od Niego. Po chwili i tak znów opierała się o Jego bok.
- Kocham Cię...
- Więc jesteś gotowa.
- Gotowa? Na co?
- Na zapomnienie....
Odwróciła twarz w jego stronę. Siedziała obok jakiegoś człowieka w czarnym, eleganckim płaszczu. Sama siedziała na ławce. Było ciemno, zimno. Miała na sobie kurtkę, szalik. Padał biały śnieg. Odsunęła się od tamtego człowieka. Wstała i zaczęła oglądać sylwetki drzew, budynków. Poznała okolicę, była niedaleko domu. Pośpiesznie skierowała się w jego stronę. Im bliżej była, tym jaśniej się robiło. Gdy doszła pod drzwi ulice zrobiły się tłoczne. Było już koło siódmej. Weszła do domu. Nikogo nie było. Otworzyła drzwi od pokoju. Ślady Jego butów, szalik, płaszcz. A w łóżku spał mały chłopiec. Poczuła Jego zapach. Odwróciła się, stał z uśmiechem na twarzy.
- Posłuchaj... - powiedział. - Odchodzę, teraz Tobie został powierzony obowiązek czuwania nad samotnością drugiej osoby.
- Ale...
- Potrafisz. Wiem, że Ci się uda. Będę na Ciebie czekał.
- Gdzie?
- Dowiesz się zaraz wszystkiego, ale już nie ode mnie.
- Odchodzisz...?
- Muszę... Nie bój się. Zaczekam....
Usłyszała to, na co tak długo czekała. Teraz wszystko było proste, zrozumiałe. Odszedł... Jednak wiedziała, że go zobaczy. Za sto lat, tysiąc, ale zobaczy. A wtedy już nigdy nie odejdzie nie mówiąc czy wróci. Jej Zwierzoczłekoupiór... najdroższy przyjaciel, w starym, połatanym płaszczu, wysokich butach, wełnianym szaliku. Taki, jakiego pamiętała z dziecinnych lat.
Kiedy odszedł, podniosła leżącą wciąż na tym samym miejscu, tam, gdzie ją odłożyła, książkę. Przeczytała na głos:
"I teraz na pewno jest już dla niej zupełnie jasne to, czego się przedtem zaledwie domyślała - że wolność nie istnieje bez względu na to, czy drzwi są przed tobą zamknięte, czy otwarte, że wszystko jest chaosem i bzdurą, a realna jest tylko samotność."
To była ostatnia strona, zrozumiała, że pisała własną Księgę Życia. Zamknęła lekturę, a gdy otworzyła ją z powrotem kartki były białe, czyste. Tylko pierwsza strona zapisana była drobnymi literami. Nie były to jednak te same słowa, które czytała wcześniej. Wiedziała już, co to oznacza. Nie istniała ani ona - bohaterka, ani nawet Zwierzoczłekoupiór. Teraz istniał mały chłopiec, ten, który właśnie zaczynał pisać swoją Księgę Życia...
Morphia
morphia@tenbit.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||