:::: Krillin ::::

Har'oloth


rozdział VII



- Gdybym był potężnym zwojem bogatego maga to gdzie bym się schował...? - Sarg`lin zatrzymał się w połowie korytarza i podrapał po podbródku. Znając życie mag trzymał swoje najważniejsze zwoje w swojej komnacie - blisko serca i daleko od wścibskiej służby. Skoro jednak spotkanie Khazz`rama z "tajemniczym gościem" odbywało się, jak dowiedział się od służącej, w piwnicy to znaczyłoby, że tam właśnie jest jego prywatna komnata. Sarg zaklął pod nosem. - To znacznie utrudni ucieczkę w razie zagrożenia.
Ruszył przed siebie szybkim, choć prawie niesłyszalnym krokiem. Większość mieszkańców i tak już spała, a główna część straży pilnowała wejścia do budynku. Na końcu korytarza zobaczył prowadzące w dół schody, zanim jednak zbliżył się do nich, usłyszał skrzypnięcie i otworzyły się drzwi znajdujące się przy stopniach. Wyszedł z nich strażnik, który ruszył spacerowym krokiem w kierunku sali, z której właśnie wyszedł Drow. Oświetlenie korytarza było bardzo słabe, dzięki czemu elf mógł z łatwością ukryć się w licznych wnękach ściany. Zanim pierwszy strażnik opuścił korytarz, wszedł za nim drugi i stanął przy schodach opierając się o ścianę. - Pewnie nocna warta - pomyślał tylko Sarg` i wstrzymał oddech, kiedy pierwszy strażnik go mijał. Nie było jednak sposobu, by podejść wartownika nie wzbudzając choćby niewielkiego hałasu, a jeśli pomieszczenie z którego wyszli to baraki, to chyba nie było warto ryzykować. Tymora jednak uśmiechnęła się tego dnia do Drowa, gdyż właśnie z drzwi za nim wyszedł tak poszukiwany przez niego mag i kierował się w kierunku swojej komnaty. Za nim szła inna postać, której twarz niemalże szczelnie owinięta była materiałem widać było wycięte w nim dwie szpary, zza których wyglądała para matowych, mlecznobiałych oczu pozbawionych źrenic. Przemierzała korytarz, nie wydając przy tym żadnego dźwięku, aż nawet drow otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Tajemnicza postać zatrzymała się na ułamek sekundy mijając drowa i przez chwilę miał nawet pewność, że *wie* o jego obecności. Po chwili jednak bezszelestnie ruszyła więcej już się nie obracając. Było w niej coś tajemniczego, ale jednocześnie tak znajomego, że Drow wiedział, że nie należy wchodzić mu czy też jej w drogę. Tak czy inaczej dostrzegł jednak tubę na zwoje zawieszoną u pasa schodzącego po schodach Khazz`rama i wiedział, że musi podążyć za nim. Mag rzucił krótki rozkaz po którym wartownik szybkim krokiem udał się do wyjścia z korytarza. Zbieg okoliczności czy też pułapka? Drow nie zamierzał jednak marnować okazji; gdy tylko strażnik zniknął mu z oczu, zbiegł po schodach, kierując się plamami ciepła, jakie zostawili mag i jego gość na posadzce, gdyż w ciasnym przejściu nie było żadnego źródła światła, aż doszedł do wielkiej sali, w której panował półmrok. Była owalna i w odległości dwóch metrów od ściany oplatał ją rząd kolumn, tworząc kolejny krąg. Na ścianie zauważył setki trofeów z miedzianą tabliczką opisującą krótką historię zdobycia. Mag i jego gość stali w samym środku sali - najlepiej oświetlonym miejscu i prowadzili rozmowę... dość dziwną rozmowę, gdyż właściwie tylko mag przemawiał, ale zachowywał się jakby odpowiadał na pytania gościa. Po chwili jego "rozmówca" ściągnął kaptur i tkaninę, którą nosił na twarzy. Drow ujrzał ohydną twarz przypominającą ośmiornicę. Wokół "ust" wyrastały mu cztery macki a jego mlecznobiałe, pozbawione źrenic oczy były całkowicie matowe. Drow wzdrygnął się i mruknął do siebie: - Haszak! Po co ja się w to wplątywałem? Gdybym wiedział, że będę miał do czynienia z Illithidem to powiedziałbym Thraedowi gdzie może sobie wsadzić to złoto.- W tej chwilo gość maga przemówił po raz pierwszy, a jego głos wżynał się w czaszkę jak ostrze krasnoludzkiego topora. Gdy mówił, drowa przechodziły dreszcze, a i w oczach Khazz`rama widać było strach.
- Czy znalazłeś już tę kapłankę?
- T... Tak dowiedziałem się że kilka dni temu nocowała w pobliskiej g... gospodzie. Już wkrótce trzecia część amuletu będzie twoja. Kiedy dostanę zapłatę?
- Czyli *nie masz* jeszcze amuletu? Gdzie jest teraz elfka? Dalej w gospodzie? - Mag cofnął się o krok, ale nie spuszczał oczu z Illithida. Przytaknął. - Ale najpierw pora na twoją zapłatę... - Khazz`ram zmrużył oczy. Nie taki był układ, nie miał jednak nic przeciwko zapłacie z góry. Jego gość jednak wykonał dziwny grymas, który od biedy możnaby uznać za uśmiech i wskazał w kierunku Mrocznego Elfa. - Ale *wiedziałeś* że mamy tutaj małego intruza? Mag wykonał gest ręką i wejście do pomieszczenia zostało zasłonięte ścianą ognia. Drow ruszył pędem w kierunku maga, chociaż nie wyobrażał sobie z nim otwartego starcia, a tym bardziej z tak potężnym sojusznikiem, jakiego Khazz`ram posiadał. W biegu wyciągnął miecz i zdążył tylko wyprostować dłonie, gdy trafiła w niego błyskawica rzucona przez maga. Cudem przeżył, zadziałała jego drowia odporność na magię; siła uderzenia jednak złamała miecz i rzuciła go na kolumnę w pobliżu kominka. Spojrzał na rękojeść bez ostrza którą trzymał w dłoni, a następnie jego wzrok spoczął na skrzyżowanych krótkich mieczach zawieszonych na ścianie. Napis brzmiał "Broń Mythrnafeina - fechmistrza domu Hun`ett, piątego domu Menzoberranzan". Drow uśmiechnął się chwytając krótkie miecze w obie dłonie.
- Mam tylko nadzieję, że nie skończę jak ten "fechmistrz" - Z letargu wyrwał go cichy śpiew. To Khazz`ram wypowiadał kolejną inkantację. Drow ugiął nogi w kolanach i skrzyżował ostrza przed sobą gdy uderzyła kolejna błyskawica. Trafiła ona prosto w ostrza, które zabłysły lekko niebieskim światłem, po czym znowu przybrały pierwotną czerń. Drow otworzył ze zdumieniem oczy gdy miecze wchłonęły czar błyskawicy. Uśmiechnął się do siebie. Szanse zaczynały się wyrównywać.
- Ciekawe co jeszcze potraficie. Tak czy inaczej... Chyba was zatrzymam.


Krillin

krilanek@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||