IRON MAIDEN: "WILDEST DREAMS"
teledysk


"Wildest Dreams" to teledysk promujący utwór z najnowszej płyty Żelaznej Dziewicy - "Dance Of Death", długo oczekiwanej przez fanów od czasów rewelacyjnego "Brave New World". Teledysk techniką wykonania cofa się jednak jeszcze parę lat wstecz, tj. do czasów "Virtual XI". Klip do "The Angel And The Gambler" był połączeniem scen kręconych z Maidenami w roli głównej oraz grafiki komputerowej. W "Wildest Dreams" pozostał jedynie ten drugi element...

Kurz wyrzucany spod kół pędzących bolidów i paskudna morda Eda na horyzoncie. Czyż to nie urocze? ;)Teledysk rozpoczyna się posępnym widokiem terenu zupełnie nieprzypominającego naszej Ziemi. Na czarnym niebie spowitym chmurami świeci blade słońce. Teren pokryty jest spękaną, wyschniętą ziemią. Tu i ówdzie latają nietoperze... Po nasycieniu się widokami przyrody [pełniącymi zapewne funkcje retardacyjne;)] kamera robi najazd na człowieka wymachującego rękoma ubranego w czarny, długi płaszcz. Przy większym zbliżeniu rozpoznajemy w nim postać Bruce'a Dickinsona. Po krótkim zdziwieniu możemy spostrzec, że wykonanie twarzy jest lekko nieudolne a ruch ust nie jest zgrany ze śpiewanym tekstem. Wokół naszego bohatera zaczynają latać części od samochodu: koła, rura wydechowa, elementy karoserii itp. Wirujące elementy w mgnieniu oka składają się w całość i już po chwili Bruce zasiada w swoim dziwacznym bolidzie. Wygląda to jakby samochód z Carmageddonu przerobić na kabriolet. Rozpoczyna się emocjonujący wyścig. Zadanie zawodników utrudniają z pewnością sterczące tu i ówdzie wielkie głazy. Rajdowcy wjeżdżają w wielką dziurę i długim, pokręconym, metalowym tunelem docierają do jaskini...

Wygląda na to, że trafili na zlot kółka black metalowców. ;> Widzimy bowiem tysiące czarnych, szczupłych ludzików [kosmici?] z białymi twarzami tańczących w rytm muzyki. Brygadą dowodzi Ed machający biczem nad ogłupiałym tłumem. Trasa wyścigu - jak się okazuje - przebiega przez otwór gębowy Eda. Kamera, towarzysząca kierowcom, daje nam szansę przekonać się, że wnętrzności maskotki Maidenów są równie paskudne jak on sam. Teledysk kończy się sceną pokazującą rajdowców odjeżdzających w kierunku... mordy Eda widniejącej nad horyzontem.

Tak w telegraficznym skrócie przedstawia sią fabuła teledysku. Jak prezentuje się całość? O ile parę lat temu "The Angel And The Gambler" nie mógł nie zachwycać, o tyle w dwudziestym pierwszym wieku "Wildest Dreams" należy potraktować "jedynie" jako bardzo solidnie wykonany teledysk. Jeśli jednak popatrzy się na klipy nakręcane przez konkurencję, "Wildest Dreams" należy bez wątpienia do ścisłej czołówki. Zdecydowana większość prezentowanych w teledysku efektów [np. animacje, mgła, światła, dbałość o szczegóły] jest wykonana na wysokim poziomie. Stąd maksymalna ocena wydaje się być zasłużona. Miejmy jednak nadzieję, że Iron Maiden nie osiądzie na laurach i z okazji wydania następnego krążka będzie nam dane obejrzenie jeszcze lepszego teledysku...

Ocena: 10/10


© HEX2000