<< STAIND "Dysfunction" >>
Wydany na wiosnę 1999 roku album "Dysfunction" był
pierwszym albumem Staind wydanym przez wytwórnię. To właśnie
ten album otworzył zespołowi drogę do gwiazd. Był zwiastunem
nadejścia Nowej Potęgi, Boga Wszystkich Głosów, Nowego
Władcy Wokalu - Aarona Lewisa. Dobra, chyba trochę przesadzam,
ale wstęp w końcu jakoś napisać trzeba.
Gdybym miał odkreślić dokładnie gatunek muzyki przez Staind wykonywanej, to byłbym w kropce. Ostatnio jednak dość często mówi się na to post-grunge. Fakt, z grungem wiele mają wspólnego i co i rusz ktoś porównuje Staind do Alice In Chains, lub określa mianem nowego Pearl Jam. Mogę się z tym zgodzić, bo chłopaki grają naprawdę świetnie i w pięknym stylu. Z płyty na płytę coraz lepiej widać ich nieprzeciętne umiejętności i talent.
Staind wiele zyskało na
brzmieniu dzięki współpracy z Terry'm Date, który to
wspomagał swymi produkcyjnymi zdolnościami niejedną już
sławną kapelę (m.in. Panterę, Deftones) i którego do pracy
nad "Dysfunction" zaprzęgnięto. Album, którego
okładkę możecie podziwiać po lewej stronie ekranu (mogą
podziwiać, prawda Hex?:)) był już troszeczkę inny od
poprzedniego - wydanego za własne pieniądze członków zespołu
"Tormented". Tym razem Aaron miał znacznie więcej
kwestii śpiewanych niż wrzeszczanych. Postanowiono o wiele
bardziej "uwidocznić" melodię, złagodzono niejeden
riff oraz pozostawiono wspaniałe i pesymistyczne teksty. Takie
coś musiało wyjść zespołowi na dobre. I wyszło. Płyta
prezentuje się iście wyśmienicie. Wszystkie utwory, choć
bardzo od siebie różne, tworzą jedną wielką ponurą
całość. Poczynając od agresywnego "Suffocate",
poprzez szybkie i dynamiczne "Mudshovel", aż po
niewiarygodnie smutne, akustyczne i psychodeliczne "Excess
Baggage". Wszystko idealnie ze sobą współgra i ostro
wkręca w depresyjny klimat.
Lista utworów:
1. Suffocate
2. Just Go
3. Me
4. Raw
5. Mudshovel
6. Home
7. A Flat
8. Crawl
9. Spleen
*. Excess Baggage (ukryty)
Muszę się doczepić do pudełka, gdyż wkładka z tekstami
piosenek wykonana jest niezbyt ciekawie. Co ja mówię? Jaka
wkładka z tekstami piosenek? Tam żadnych tekstów nie ma! To
primo. Secundo: papier z jakiego jest zrobiona wkładka
pozostawia bardzo wiele do życzenia. Po trzecie nadruk na
płycie też do najpiękniejszych nie należy. Interesująco
natomiast prezentują się zdjęcia chłopaków z zespołu -
każdy z nich ma jakiś defekt np. drewniana proteza zamiast nogi
(Jon), zrośnięte usta (Aaron), błony między palcami i brak
oczu (Mike), ucięta przy ramieniu ręka (Johnny). Wygląda to...
hmm... dziwnie? Ale pasuje do treści płyty i dlatego zdolny
jestem lekko przymrużyć oko na pozostałe niedociągnięcia.
Utwory na "Dysfunction" są dość ciekawie skomponowane. Nie są to może melodyjne arcydzieła z jakich znany jest np. Tool, ale i tak fajnie się ich słucha i posiadają swój własny "pałer". Niektóre kawałki mają bardzo ciężkie zwrotki i, dla kontrastu, łagodniutkie refreny - vide genialny "Crawl". Inne zaś sprawiają takie wrażenie, jak gdyby część wokalna wcale nie pasowała do części instrumentalnej (jak np. zakręcony "Raw"). Dodano także szczyptę growlingu (w np. "Suffocate", "Crawl"), który w połączeniu z czystym wokalem Aarona brzmi, co tu dużo mówić, cudownie. Tutaj nie ma żadnego schematu, według którego utwory byłyby tworzone, albo przynajmniej nie da się go dostrzec - co w sumie na jedno wychodzi. Tą płytą zespół Staind pokazał, że potrafi ostro dać czadu jak również ująć za serce przy pomocy pięknej ballady. Gorąco polecam każdemu fanowi cięższego rocka.
Ocena: 9/10
Kulturny << kulturny@interia.pl >>