Z cyklu Winix prezentuje - MUZYKA AMBITNA
PINK FLOYD - "THE MEDDLE"


I
N
F
O
R
M
A
C
J
E

DATA PREMIERY:
13 listopad 1971

CAŁKOWITY CZAS TRWANIA:
47 minut

UTWORY:
01. One of These Days
02. A Pillow of Winds
03. Fearless
04. San Tropez
05. Seamus
06. Echoes

W SKŁADZIE:
Roger Waters - basówka, wokal
David Gilmour - elektryczna gitara
Nick Mason - perkusja
Rick Wright - Klawisze
Pies Watersa - Wokal

I
N
F
O
R
M
A
C
J
E


Rok 1971 to na pewno przełom dla muzyki rockowej/psychodelicznej, na świat 13 listopada bowiem przychodzi "The Meddle" grupy Pink Floyd. Ów płyta jest szczególnie ważna dla mnie, bowiem od teraz Floydzi zaczynają grać muzykę którą znamy z późniejszych płyt, ich wcześniejsze produkcje jak np. "A Sauceful Of Secrets" (1968), "More" (1969) czy "Ummagumma" (1969) nie specjalnie mi podchodziły. Co prawda po "Meddle" była jeszcze idiotyczna i nieudana płyta "Obscured By Clouds" (użyta w filmie "La Vallée"), ale później światło dzienne ujrzała już legendarna "Ciemna strona Księżyca" ("The Dark Side of The Moon") i było tylko coraz lepiej.

Meddle to płyta na której możemy znaleźć piosenki totalnie różniące się klimatem. Z jednej strony mamy świetne apokaliptyczne (a przynajmniej ja miałem takie skojarzenie) "One of These Days" i "Echoes" z drugiej cukierkowate "San Tropez", "A Pillow of Winds", "Seamu" i wesołe "Fearless". Płycie nie wyszło to na dobre i właśnie dla tego otrzymała ocenę jaką otrzymała.

Skoro już jestem przy piosenkach to napiszę słów kilka o nich, bowiem w przeciwieństwie do niektórych pieśni, do tych zawartych na Meddle można napisać więcej niż jedno zdanie. Zacznę od końca, tzw. od "Echoes".
Sztuką jest stworzenie dwudziesto pięciominutowego utworu po którego przesłuchaniu czujemy niedosyt, że tak szybo się skończył :) Naprawdę, Echoes dla mnie mogło by trwać o wiele, wiele dłużej. Niektóre piosenki trwające 3 minuty nudzą się nam, co więc trzeba zrobić by suita która zajmuje jedną stronę kasety (23min) pozostawiła smutek, że już się skończyło? Żaden z dzisiejszych zespołów nie potrafi uczynić czegoś tak wielkiego. Kolejny plus tego utworu to, fakt że za każdym razem słuchając Echoes odnajdujemy w nim coś nowego. Nowe dźwięki, nowe rytmy itp. Również by ją zrozumieć i zorientować się o co tak naprawdę chodzi w tej pieśni jedno przesłuchanie na pewno nie wystarczy - do myślenia daje koncert który obył się w Pompeiach czyli tam gdzie zginęły setki ludzi pod lawą pobliskiego wulkanu - echa zmarłych. Piekielnie klimatyczny utwór z rewelacyjnym śpiewem.

Najwspanialszym (obok Echoes) utworem na płycie/kasecie jest "One of These Days". Swoją drogą basiści (tzw. osoby grające na basówce :)) zobaczcie sobie co można zagrać na jednej strunie gitary basowej - powtarzam - na jednej strunie! Najlepiej słychać to na początku utworu.
"One of These Days" to kunszt muzyczny całego zespołu, zgranej i rozumiejącej się grupy. Każdy członek Pink Floyd dołożył do tej piosenki coś swojego. Waters świetnie zagrał na wspomnianej wyżej gitarze basowej, Wright ze swymi klawiszami nie pozostaje z tyłu, perkusja Masona po prostu wymiata, a solówki Gilmoura to majstersztyk. Ci czterej muzycy razem stworzyli dzieło o wspaniałym brzmieniu i klimacie. To właśnie klimat jest kwintesencją tego utworu, osobiście kojarzy mi się z Apokalipsą. Każdy kto nie słuchał, niech żyje z wiedzą, że jego uszu nie dosięgła jedna z najklimatyczniejszych piosenek jakie istniały. Nawet brak wokalu tu nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, słowa są tu nie potrzebne, gdyż sama melodia mówi nam o czym jest ten utwór. "One of These Days" trzeba poczuć i zrozumieć go na własny sposób, z resztą podobnie jak Echoes.

Jest jeszcze dość ciekawa piosenka pt. Fearless. Pomimo tego, że nie trawię wesołych pioseneczek o niczym, ta mi się spodobała. To chyba dzięki tej skocznej i żywej gitarówce. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że w tej piosence zostały użyty śpiewy pochodzące z jednego z meczów rozgrywanych na Weambley (naprawdę nie wiem jak to się pisze) jeno nie wiem jakiego :) Ogólnie piosenka jest napisana chyba z myślą o jakimś meczu, a może o Mistrzostwach Świata? Stare czasy, jeszcze mnie na świecie nie było.
Kolejna ciekawostka. W piosence Seamus wyje... ops, przepraszam... ŚPIEWA pies, a właścicielem tegoż psa jest... nie kto inny jak wokalista, basista i tekściarz Floydów, czyli Roger Waters. Ciekawe co robili temu biednemu zwierzęciu by tak pięknie śpiewał. Chyba za ogon ciągnęli. Tak w sumie pies który aktualnie ze mną mieszka (nie lubię stwierdzenia "mój pies"), a którego imię brzmi Bajtek też wokalem potrafi się popisać, szczególnie wtedy gdy przygrywa mu muzyka którą puszcza pan z żółtego wozu "Famili Frost" (zna ktoś może?), a który już chyba nie istnieje.
Sprostowanie - oglądałem film "Pink Floyd at Pompeii" i teraz wiem, że pies wył sam z siebie, nikt go za ogon nie ciągnął :)

Za to bardzo mi się nie podoba piosenka opatrzona tytułem San Tropez. Taki kiczowaty kawałek. Kojarzy mi się, tu uwaga... z kolorową piłką latającą po plaży - takie stare psychozy :)

Ogólnie 80% płyty/kasety to kawał bardzo dobrej muzyki, a o pozostałych 20% zapominamy gdy zacznie się "Echoes". Polecam płytę bo fajnie jest posłuchać prawdziwych instrumentów, a nie jakiegoś pudła z pokrętłami. W dobie kiczu jaki prezentuje większość zespołów w Polsce czy za granicą (nie mowie o wszystkich) warto posłuchać jakiejś starej, dobre, ambitnej muzyki. Szczególnie polecam osobom które miały już styczność z muzyką Pink Floydów. Główny plus to apokaliptyczny klimat dwóch opisanych piosenek które usłyszeć po prostu trzeba.

8/10

--------------------------------------------------


Winix
< winix@wp.pl >
< www.am-gry.prv.pl >
[GG: 3191726]


Już niedługo zapowiadana od miesięcy recenzja "Wish You Were Here" :)