SODOM

Historia grupy


 
 SODOM to grupa zaliczana do tzw. "wielkiej trójcy" thrash metalu w Niemczech razem z takimi tuzami jak Kreator i Destruction. Co więcej, chyba nie muszę mówić, że to już legenda i grupa, która doczekała się statusu kultowej. Niektórzy uważają, że na europejskiej scenie thrash metalowej nikt nie jest w stanie zdetronizować Kreatora - moim skromnym zdaniem grupie Sodom niewiele brakuje do poziomu ich rodaków z Petrozzą na czele, mało tego - dzieła lepszego od "Agent Orange" w dyskografii Kreatora szukać próżno. Od początku kariery Sodom tworzyło trzech panów. Ech.. niestety tylko jeden z nich - trzon i współtwórca, Thomas Such - gra w kapeli od początku do dziś. A jak zaczęła się międzynarodowa kariera zespołu, który dziś ma również ogromne rzesze fanów nad Wisłą? Mam nadzieję, że po przeczytaniu poniższego tekstu przynajmniej niektórzy z Was udadzą się do najbliższego sklepu z dobrą muzyką i z wywalonym ozorem naskoczą na sprzedawcę "delikatnie" perswadując mu (umówmy się, że to nie będzie perswazja manualna), że do szczęścia potrzeba Wam tylko "Persecution Manii" albo "M-16"...

 Pomysłodawcą idei stworzenia Sodom był wspomniany T. Such, który przybrał pseudonim Tom Angelripper. Grupę powołał do życia w 1979 r., lecz dopiero po trzech latach, gdy młodzi muzycy okiełznali instrumenty byli gotowi do zarejestrowania swoich pierwszych nagrań. W skład Sodom obok Toma (bas i wokal) wchodził perkusista Witchhunter (Chris Dudeck) i gitarzysta Aggressor. Ich pierwsze demo nosiło tytuł "Witching Metal". Oczywiście, jak to zwykle bywa w przypadku pierwszych amatorskich "demówek", i ta nie zachwycała jakością nagrań, a prasa metalowa "zjechała" młodych muzyków Sodom od góry do dołu. Jednak... po kilku latach uznano "Witching Metal" za wydawnictwo kultowe! Po roku wydali również demo "Victims Of Death". Sodom inspirował się wówczas takimi grupami jak Venom czy Bathory. Muzycy byli także mocno zafascynowani satanistycznymi obrzędami i książkami Aleistera Crowleya - znanego okultysty i członka Zakonu Złotego Świtu oraz Ordo Templi Orientus. Bluźniercze inspiracje członków Sodom wypływały na wierzch głównie za pośrednictwem tekstów piosenek (chociaż bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie "krwawych hymnów"). 

 W 1984 r. Sodom podpisuje kontrakt z niemiecką wytwórnią Steamhammer, w barwach której wydaje najpierw EP-kę "In The Sign Of Evil" (na której partie gitarowe zagrał Pepi Dominic a.k.a. Grave Violator), a także debiutancki longplay "Obsessed By Cruelty" w 1986 r., jednak w nagraniach obu tych płyt nie bierze udziału gitarzysta Aggressor, który odszedł przed wejściem do studio. Na jego miejsce przyszedł niejaki Destructor (Michael Wilf). Podobnie jak to miało miejsce w przypadku dwóch pierwszych dem, także i nagrania dla Steamhammer obciekały wręcz mrocznymi inspiracjami z rejonów satanizmu.

 Potem następuje znowu zmiana gitarzysty. Przychodzi w miejsce Destructora świetny spec od "wiosłowania" - Frank "Blackfire" Godsdzik. Z nowym członkiem, Sodom nagrywa w 1987 r. EP-kę "Expurse Of Sodomy", a zaraz potem rewelacyjną (a trzeba wiedzieć, że dopiero drugi "długogrający" krążek) "Persecution Manię". To był przełom w twórczości niemieckiej grupy thrash metalowej. Sodom staje się bardzo popularny, dużo koncertuje (m.in. z grupą Whiplash). Co ważne, na nowej płycie zanikają już fascynacje literaturą Crowleya na rzecz czysto pacyfistycznych przesłanek, które narosną na kolejnym albumie, ale o tym później.

 Trasa koncertowa okazała się tak dużym sukcesem, że Sodom decyduje się wydać album koncertowy zatytułowany "Mortal Way Of Live". Warto wspomnieć, iż grupa dała także koncert w Katowicach, na który przybyło 10 tys. spragnionych thrashu metalowców, a drugie tyle nie dostało biletów - jak na ówczesne realia był to imponujący wynik. Tak wiele szumu (pozytywnego, oczywiście) wokół Sodom tylko zmobilizowało muzyków do nagrania następnego albumu. Tak więc w 1989 r. już fani thrash metalu mogli raczyć uszy bezbłędnym dziełem "Agent Orange". Ogromny sukces! Naładowany antywojennymi tekstami album okazał się być pierwszym thrashowym krążkiem, który zaistniał na niemieckiej liście przebojów za sprawą utworu "Ausgebombt". Do tego warto powiedzieć, iż został zadedykowany wszystkim ofiarom wojen. Doprawdy, wspaniała płyta... Jednak jeszcze przed trasą koncertową zespół opuszcza gitarzysta Blackfire, który odchodzi do... Kreatora! Wyobraźcie sobie, jak wiele szumu wywołała ta decyzja - Frank odchodzi do odwiecznego rywala Sodom!

 Już z nowym gitarzystą, co w obozie Sodom stało się tradycją, grupa nagrywa album "Better Off Dead" i rusza w trasę koncertową zahaczając o Japonię. Nowym gitarzystą był Michael Hoffmann. W 1991 r. następuje kolejna zmiana przy gitarze. Hoffmanna zastępuje Andi Brings. Rok później Sodom wydaje kolejny album - "Tapping The Vein". Niestety zaraz potem grupę opuszcza perkusista Witchhunter, który był w Sodom od początku. Przyczyną jego odejścia było popadnięcie w nałóg alkoholowy. Nowym perkusistą został Atomic Steif (to oczywiście pseudonim, naprawdę nazywał się Guido Richter) i z nim zespół nagrywa najpierw EP-kę w 1993 r., potem rok później album "Get What You Deserve" i album koncertowy "Marooned Live".

 Kolejnym wydarzeniem w historii grupy Sodom była tradycyjna zmiana gitarzysty. Do kapeli dochodzi Dirk-Strahl-Strahlmeier. Następnie zostaje wypuszczona na rynek płyta "Masquerade In Blood", a w następnym roku kompilacja "the best of" o tytule "Ten Black Years- The Best Of Sodom", zawierająca największe klasyki Sodom oraz cover Venom - "1000 Days In Sodom". 

 W 1997 roku w szeregach Sodom następuje totalna zmiana. Odchodzą z zespołu gitarzysta i perkusista (który został aresztowany). Za "garami" zasiadł Bobby Schottkowski, a gitarę objął Bernemann. Nowy skład i nowy album - "Til Death Do Us Unite". Po dwóch latach kolejna płyta "Code Red", a w 2001 r. Sodom raczy nas świetnym "M-16". Ciekawą rzeczą jest miejsce sesji zdjęciowej muzyków. Upodobali oni sobie... Wietnam!

 Wielkim wydarzeniem w metalowym świecie była trasa koncertowa Sodom, Kreator i Destruction, czyli trzech legend thrash metalu. Oczywiście, Polska znalazła się w rozkładzie tego metalowego tornada. 

 Jak na razie ostatnim wydawnictwem Sodom jest album koncertowy "One Night In Bangkok", na który trafił materiał zrealizowany właśnie w stolicy Tajlandii. Oto co Tom mówi o tym przedsięwzięciu: "Zorganizowaliśmy koncert w `Rockpub` w Bangkoku i było niesamowicie - ludzie wariowali, bo żaden tak ostry zespół nigdy wcześniej tam nie grał. Wprawdzie nie jest to miejsce, w którym można zarobić pieniądze na koncertach, ale chrzanię to. Ludzie są tacy wdzięczni za to, że się tam zagrało. To było wspaniałe przeżycie dla mnie, dla całego zespołu i dla fanów również."

 Trzeba również wiedzieć, że muzycy mają w planach wydanie DVD podsumowującego ich 20-letnią wędrówkę przez metalowy świat. Ponadto w planach na bieżący rok grupy Sodom znajduje się nowy album, który - jak mówią muzycy - ma nawiązywać ciężarem do "Agent Orange" czy "Code Red". 

 Tak wygląda biografia Sodom. Dla mnie, jednej z ważniejszych grup metalowych. Tom i spółka nigdy nie zapominali o swoich korzeniach. Grali mnóstwo coverów, m.in. AC/DC, Tank, Motorhead, Venom, Iron Maiden. Chłopaki nigdy się nie sprzedali, a liczne zmiany w składzie nie sprawiły, że ich muzyka stała się nijaka. Ot, tylko genialny, mocny thrash metal...

 "Nie zabiegamy o fanów heavy metalu z klawiszami i panienkami na wokalach, SODOM to heavy metal z krwi i kości i taki pozostanie na zawsze" - Tom Angelripper.

Skład:

Tom Angelripper (wokal i bas)
Bernemann (gitara)
Bobby Schottkowski (perkusja).

www.sodomized.info


© PhantoM <phantom777@o2.pl>

Copyright by © PhantoM 2004