NIEWIELKIE PODSUMOWANKO

ZNUDZONY KOLEŚ, KTÓREMU SIĘ NIC NIE CHCE PISZĄCY FILOZOFICZNE SMUTY
Ostatnimi czasy czuję się jak kura, codziennie wykorzystywana przez niezbyt przystojnego, podstarzałego rolnika - zoofila, która wpadła do sieczkarni i została podeptana przez dwa dorodne buchaje. Nic mi się nie chce, a tym bardziej pisać do KM'u. A tutaj właśnie rok się skończył, a ja muszę napisać podsumowanko. Kurde no, tekst ten będzie miał wartość płytki wydanej przez Metal Mind owiniętej w ładny papierek - zeroiwą, ponieważ nie słyszałem jeszcze nowego Mortician (i tak nie będę miał żadnej niespodzianki), nowego Destruction, nowego Morbid Angel, nowego Usurper (co do którego nawet nie jestem pewien czy wyszedł), nowego Carpathian Forest, nowego Gorgoroth etc. a nie jestem Last Childem, żeby wymienić parę nazw, które zna kazdy idiota napotkany na ulicy i pójść spać zadowolonym. Dlatego nie traktujcie serio tego tekstu - jest gówniany jak corne knieje.

O ROKU OGÓLNIE
Rok pański 2003 obfitował w wiele bardzo dobrych płyt zarówno jeśli chodzi o death metal jak i o stare granie. O blacku nie mówię, bo black, który nie podchodzi pod stare granie mnie nie interesuje zbytnio. Z deathowego grania trzeba wyróznić naszych kochaniutkich oprawców z Necrophagia, za szalenie oryginalny i piekielnie brutalny album "Divine Art Of Torture", Vital Remains za jeszcze szybszego następce "Dawn Of The Apocalypse", o bardzo dosadnym tytule "Dechrystianize", The Ravenous za bardzo abscessowate mcd "Three On A Meathook", meksykański Disgorge wydał rozpieprzający "Necrholocaust" itp, itd. Gdyby mi się chciało to popiał bym trochę nad wielkościa nowych krązków Dying Fetus czy Deeds Of Flesh, ale mi się nie chce. Jeżeli chodzi o stare granie to rok był piekny z dwóch głównych powodów - nowa, studyjna płyta Nunslaughter, która rządzi jak mało co i nowa płyta niemieckiego Desaster, która przywraca mi wiarę w prawdziwy metal. Rzadko kiedy takie cudo wychodzi na świat. Poza tym wyszło nowe mcd Destroyer 666, które jest zwyczajnie fajne, fenomenalny krążek zaliczyła Aurora Borealis, bardzo dobrą płytkę wydał włoski zespół Vexed poruszający się w rejonach speed/thrash, w klimatach celtików przygrywali nam chłopcy ze Specter z nowa płytą "Fucking Metal Motherfuckers", płodne było bardzo Throneum no i oczywiście Darkthrone znowu zapieprzyli takim krążkiem, że aż jajka twardnieją! 2003 był rokiem pod hasłem "wreszcie po długiej przerwie chłopcy cos wydaliście", Necrophagia po pięciu latach, Vital Remains po czterech, Morbid Angel po trzech, Nunslaughter po trzech (chodzi o albumy studyjne). Nowe krązki wydały też po długiej przerwie Metallica i Iron Maiden, ale w sumie dla nich to akurat byłoby lepiej, gdyby nie wydały. Moja osobista refleksja jest taka, że jednak z walki "St. Anger" vs "Dance Of Death" Metallica by wyszła zdecydowanie z tarczą, bo o ile w sumie St. Anger to tylko przynudnawa płyta to nowy Iron Maiden to wybitnie nudne ciepłe kluchy, które chwycą za serce każdego lowelasa w glanach, czyli mówiąc inaczej syf. O Polsce może bym napisał coś osobno, ale mi sie nie chce. Może tylko napomknę ze szczęśliwą miną, że jeden z najbardziej gównianych zespołów ze sceny gryzie piach. Tak dobrze słyszeliście - Misteria wreszcie się rozpadła, nie będą próbowali wcisnąć nam trzeciego shitu.

MUZYCY ROKU, OSOBISTOŚCI ROKU, IDOLE, GWIAZDY, GWIAZDKI, GWIAZDECZKI
W prasie oficjalnej zawsze jakieś smutne ciecie wybierają sobie gitarzystę roku, wokalistę roku, basistę roku, perkusistę roku, osobowość roku, muzyka roku, najlepszą babcię klozetową roku, najładniejszy tyłeczek roku (w tej kategorii od ponad dwudziestu lat wygrywa Lemmy). Ja też się w coś takiego pobawię, mimo ze mi sie nie chce i że dużo chętniej bym się napił wódki krakowskiej albo pobawił w doktora. A więc muzykami roku w moim mniemaniu (które nikogo poza mną nie obchodzi) zostają David Suzuki i Ron Vento. O ile pana Suzuki pewnie znacie i wiecie czemu wybrać go raczyłem (jak nie to posłuchajta "Dechristianize") to Rona Vento kajaży tylko garstka z was, która lubi dobry undergroundowy metal. Czyli w sumie nie garstka z was a tylko ja. A więc ten kolega nagrał wokale, gitary i bas na nowa plytę Aurory Borealis - swojego prawie że solowego projektu. To co tam odwalił (a w szczególności riffy) po prostu nie może pozostać niezauważone. Naprawdę pan Vento zasłużył sobie swoją grą i wspieraniem sceny na ten wielce zaszczytny tytuł. Wokalistą roku zostaje oczywiście zły do szpiku kości diabeł rogaty - Glen Benton i zaprawdę powiedam wam, w tej kategorii raczej nie miał żadnego poważniejszego konkurenta. Osobowości roku w tym roku będą dwie. Don Of The Dead z Nunslaughter i oczywiście Fenriz z Darkthrone. Jeżeli chodzi o tego drugiego to chyba wiadomo - dzięki niemu Darkthrone nigdy nie dał dupy tak jak praktycznie wszystkie zespoły norweskie z początku lat 90'tych a co więcej grają z roku na rok coraz bardziej brudno, brzydko i obrzydliwie. Trzeba naprawdę uwielbiać stary, obleśny, cuchnący metal żeby polubić nowa płytę Darkthrone a wszystkie umalowane pizdy w czarnych płaszczykach ten dysk naprawdę znienawidzili. Od kiedy przeczytałem w Mega Sinie wywiad z Fenrizem wiedziałem, że zostanie osobowością roku. Jeżeli chodzi o Dona to wybieram go prawie z tych samych powodów. Nunslaughter istnieje już kilkanaście lat a dalej grają bardzo brzydko, surowo i wyznają ideę undergroundu - wydają dla małych wytwórenek, dalej katują nas co chwilę limitowanymi do 300 kopii 7", dalej napieprzają jakby czas się zatrzymał. Za ciągnięcie tego pieprzonego wózka o nazwie Nunslaughter i maniackie wręcz oddanie pawdziweu metalowi przyznaję Donowi ten tytuł o którym z pewnością marzą wszyscy muzycy, wszystkich zespołów we wszystkich krajach na całym świecie. Kaktusami roku zostają muzycy Dimmu Borgir ponieważ ich przebrania zmyliłyby nawet bardzo doświadczonego botanika. Osobowością roku na polskim gruncie zostaje zasłużenie Krzysiu Zalewski, dzięki niemu nietolerancyjne babcie będa wiedziały, że metalofce to w gruncie rzeczy grzeczne chłopcy. Hell yeah! Tak na serio to mógłbym coś w tej chwili popierzyć o mej miłości do Hilarowicza, Pucha, Jaszaka, Szastoka czy Słyża, ale tego nie uczynię bo nie jestem homoskiem. Tylko napomknę, że Bad Taste mnie rozpierdala do granic, Mega_sin jest super a nowe 7 Gates bardzo przyjemne. Metal Hammera w tym roku w ogóle nie miałem w ręce, czego nie żałuje, Mystic Art mi z wyglądu przypomina pornosa, więc też nie czytuje (od ich składanek pewnie by mi uschły jądra na dzieńdzisiejszy) a Thrash'em All zszedł zupełnie na psy. Ale to po prostu kompletnie. Kiedyś dało się przynajmniej go poczytać a teraz jest kawałkiem świstka przyklejonej do dwóch płyt, które brzmią identycznie. Poziom tego zina jest w tej chwili tak niski, że zastanawiem się, czy nawet Darkowi Świtale nie udało by się u nich znaleźć pracy. Nie wiem po co to piszę, ale chuj.

PŁYTA ROKU
Bardzo blisko piąteczki znalazły się takie dyski jak Disgorge "Necrholocaust", Scepter "Fucking Metal Motherfuckers", Darkthrone "Hate Them" czy nasz rodzimy Azarath z rozpieprzającym otoczenie i cuchnącym kozą "Infernal Blasting", lecz miały pecha. Najlepsze pięć dysków wydanych w roku pańskim 2003 według nieświętego Palownika to:
Miejsce 5. Necrophagia "The Divine Art Of Torture" - arycydziało chorego klimatu i elementarzyk pod tytułem "jak wykorzystywać klawisze w ekstremalnym metalu". Rzadko kiedy zdarza się okazja obcowania z tak doskonałym, brutalnym i ekstremalnym materiałem. Znani muzycy, śmierć w najlepszym wydaniu.
Miejsce 4. Desaster "Divine Blasphemies" - niemieccy alkoholicy zaatakowali z czwartym dużym krążkiem. Zmiana wokalisty wyszła im na dobrze - nowy ryczy jak prawdziwy Żubr. Piekło, Szatan i alkoholiczny terror. Sprawdzcie tych niemieckich wykolejeńców bo są najprawdziwsi z prawdziwych.
Miejsce 3. Vital Remains "Dechristianize" - Suzuki, Lazaro i do cna przesiąknięty kozłami Benton będą smarzyć się w piekle za nagranie tak potwornie diabelskiej płyty. Zaryzykuje stwierdzenie, że Vitale są w tej chwili najlepszym stricte death metalowym zespołem na ziemi, a jedyni którzy mogli im podskoczyć - Nile i Immolation w tym roku perfidnie milczeli. Tak czy siak nowy Vital rozpierdala.
Miejsce 2. Aurora Borealis "Time, Unveiled" - mimo że nie jest to lepsza płyta od genialnego "Praise The Archaic Lights Embrace", z "Time, Unveiled" ekipa Rona Vento znalazła się na poziomie muzycznym, na który wstęp mają tylko nieliczni. Genialny klimat, czadowe kompozycje, fenomanalna technika muzyków - po prostu doskonała muzyka.
Miejsce 1. Nunslaughter "Goat" - do tej kapeli pałam miłością tak wielką, że nawet jak jeszcze nie miałem ich nowej płyty to wiedziałem, że "Goat" będzie płytą roku. Nie napiszę o nich nic nowego, stwierdzę jedynie, że NUNSLAUGHTER WYDALI NOWĄ PŁYTĘ STUDYJNĄ. Jak dla mnie tyle wystarczy, żeby poświęcić Belzebubowi czternaście chomików i spalić wszystkie kościoły, minarety, bożnice, synagogi i cerkwie w promieniu stu mil od miejsca zamieszkania. A przy okazji : jak to się dzieje, że Nunslaughter ze studia brzmi lepiej niż Vital, hę?

OK, UP THE WAY
Ten rok moim skromnym zdaniem był bardzo fajny pod względem metalu, ale mógł być jeszcze lepszy. Prognozy na rok następnej nie będzie bo nie jestem wizjoneram ani także nie jestem medium ale tak sobie strzelam, że z pewnością wyjdzie nowa, średniawa płyta Deicide ; nowa płyta Mayhem, której nie będzie dało się słuchać; nowa płyta Celtic Frost na której będzie Marilyn Manson niż Celtic Frosta; kilka nowych koncertówek Nunslaughter a także, że reaktywuje się fajny, australijski Bestial Warlust. W Polsce nową płytą zabije wszystkich Witchmaster i może tam pojawi się kilka nowych kapel dla których największym kultem będzie Beherit, Blasphemy i Sarcofago. Heil Satan, kochane metale! A skoro tak się onanizowałem przy Nunslaughter to jeszcze na koniec zaśpiewam wam kawałek ich piosenki : "Destroy the holy ghost - the one we hate the most ; Enjoy eternal life - without Jesus Christ!". Yeah!

palownik
ps. może niektórych to ucieszy, że Satanic Rites 2 jest juz w fazie ukończenia. Trzymajcie kciuki, że ukończy się do końca. Czy jakoś tak.
ps2. Muszę się wam pochawalić że potajemnie ostatnimi czasy wspieram organizację "Popieraj Zespoły Które Robią >>Ugh!<<", do której należą Jaszak z Szastokiem, ale jestem tak dobrze zakonspirowany, że nikt o tym nie wie.