MROCZNE HORDY
ZESPOŁY, KTÓRE ZNAĆ WARTO BY KULTURALNYM CZŁEKIEM BYĆ I W TOWARZYSTWIE ZABŁYSNĄĆ
CZĘŚĆ 1

Od dziejów zarania człek kulturalny do zadziwienia ludzi, ze swego towarzystwa dąży. By uczynić rzecz takową za amarantowego boruka przebrać się możesz lecz nie jest czynność ta pomysłem najlepszym azali któś za niecnego zwyrodnialca uznać by cię winien. Lepiej w towarzystwie znajomością jakieś zacnej kapelii mógłbyś waćpan błysnąć. Wtenczas niewiasty do twych stóp padły by z pewnością a przyjaciele za człeka na poziomie uznać by cię raczyli. Autor wyszedł z założenia, że opisywanie Slayer, Sodom, Destruction, Kreator, Vader, Marduk, Motorhead czy Mercyful Fate jest raczej zbędne (a i tak z tych wszystkich kapel według alfabetu mógłby zaliczyć jeno Destruction, tyle że mu się nie chciało), ale opisał, tak na wszelki wypadek, parę znanych kapel (Bathory, Celtic Frost, Morbid Angel (a wcale że nie), Voivod (kłamiesz psubracie!), Mayhem (łżesz ty borgorocie!) itd.), mając szczerą nadzieję, że uczynił to bezcelowo. Mając na uwadze to, że i tak najbardziej chcecie sobie poczytać o Blasphemy, Beherit i Sarcofago autor postanowił ich nie opisywać - tak dla szpanu. Tekst z pewnością kiedyś w przyszłości będzie kontynuowany, ponieważ pominąłem wiele kapel, które są naprawde świetne.

ABBA (swe) Protoplasta szwedzkiego death metalu. To od niej pomysły podkradały Nihilist, Treblinka a później Entombed, Grave, Unleashed i Dismember, ale to pewnie już dawno wiecie z Metal Hammera.

ABIGOR (aus) Austriacki szybki, satanistyczny black metal. Jak dla mnie jest to zespół bardzo przeciętny i prawdę mówiąc po dwudziestu minutach słuchania bardzo męczący, jak ktoś ponad wszystko uwielbia black metal we wszelakich postaciach (a szczególnie Marduk, Dark Funeral, Setherial etc.) to z pewnością powinien się zaoptatrzyć w dwie pierwsze płyty tego zespołu czyli "Vervusting : Invoke The Dark Age" (1994) oraz "Nachthymnen : From The Twilight Kingdom" (1995), obie wydane przez Napalm Records. Problemy ze zdobyciem tych płytek w przyzwoitych cenach nie będą zbyt wielkie, ale tez nie kupicie ich raczej w Empiku.

ABSCESS (usa) Kapela powstała na gruzach Autopsy, co znaczy, że w jej skład wchodzą tacy panowie jak Krzyś Reifert czy Danny Coralles. Nie jest to muzyka dla każdego i trzeba mieć odpowiedni dzień by być w stanie jej słuchać. W zasadzie jest to to samo co Autopsy, tylko więcej w tym wszystkim Venoma, punka i różnych dziwnych eksperymentów. Brzmienie raczej brudne a prędkości średniawe. Szczególnie polecam "Semninal Vampires And The Maggotmen" (1996) i nową "Through The Cracks Of Death" (2002), ze znalezieniem których problemów być nie powinno. Zobacz także > AUTOPSY

ABSU (usa) Bardzo dobzi muzycy ze Stanów Zjednoczonych grający szybkiego black/thrasha z fajnym klimatem i małymi naleciałosciami takich kapel jak Morbid Angel czy Death. Jak słuchacz blacka, albo ogólnie stare granie to z pewnościa kapela ta ci się spodoba. Najbardziej opłaca się kupić ich debiut "Barathrum : V.I.T.R.I.O.L" (1993) w wydaniu z pierwszą okładką (zdjęcie muzyków na czarnym tle), z czym mogą być małe problemy.

ACHERON (usa) Każdy, kto lubi dobry black metal z klawiszami powinien poznać ten zespół. Zadowoli on zarówno fanów Celtic Frost jak i Emperora z pierwszej płyty. Najmniejsze problemy będą z dostaniem płytki "Anti God - Anti Christ". Jak boicie się jednak klawiszy to przed jej kupnem posłuchajcie sobie gdzieś tego zespołu, bo może wam nie podejść.

ANATOMY (aul) Australijski black metal, dla każdego, kto lubi takie kapele jak Mayhem, Darkthrone, Immortal a na dodatek lubi stare granie black/death/thrashowe. Szczególnie każdy fan Possessed powinien kupić płytę "The Witches Of Dathomir" dla wyśmienitego coveru tejże kapeli. Wszystkie znane mi płyty Anatomy (dokładnie mówiąc trzy), są bardzo dobre, lecz najbardziej polecam wiedźmy z wiadomych powodów (kower!!!)

ARTROSIS (pol) Dobra, żartuję.

ATOMIC AGGRESSOR (chi) Ta mało znana kapela, z końca lat osiemdziesiątych z pewnością spodoba się każdemu, kto lubi prymitywnego death/thrasha w stylu Sodom, Bathory i lubi ponadto bardzo wczesną Amerykę (dema Morbid Angel, Necrovore). Jedyna płyta jaką można dostać to "Bloody Ressurection" zawierajaca oba dema zespołu, kawałki z próby i nagrania live, wydaną przez japońską wytwórnię Endless Hard. Zespół prezentuje dość wysoki poziom i słucha się go przyjemnie.

AURORA BOREALIS (usa) Gdyby Aurora Borealis byłaby w Nuclear Blast, Century Media czy innym Hammerheart to Ron Vento byłby pieprzonym milionerem (a przynajmniej mam taką nadzieję). Kapela ta nadal pozostaje w głębokim undergroundzie, a jej muzykę zna niewiele osób, co z jednej strony jest bardzo dobre i z całą pewnością za parę lat nie będzie o niej wypadało mówić inaczej niż o kulcie, ale z drugiej stronyzespół ten to (przynajmniej dla mnie) JUŻ jest kult i zasługuje na większy sukces. Piekielnie dobra muzyka. Wyśmienity, potwornie szybki thrash metal (perkusja młóci jak w Nile'u za sprawą takich pałkerów jak Tim Yeung, Derik Roddy czy Tony Laureno) pomieszany z bardzo technicznym death metalem, blackowym skrzekiem i bardzo mrocznym klimatem, który jest jednak dalej melodyjny (melodyjny klimat, jestem idiotą...). Brzmienie jest czyściutkie a radocha ze słuchania ogromna. W każdą płytę Aurory Borealis możecie wejść w ciemno, ale najbardziej polecam "Praise The Archaic Lights Embrace" (1998), która jednak jest bardzo ciężka do znalezienia.

AUTOPSY (usa) Genialny, oryginalny, ohydny death metal z początku lat 90-tych. W składzie min. Krzysio Reifert. Tempa wolne, wokale obleśne a perkla brzmi jak karton (z wyjatkiem demek i debiutu, dziwne, nie?). Muzyka dla bardzo wąskiego grona odbiorców, ja naprzykład uwielbiam ale i tak muszę mioeć specjalny nastrój na Autopsy. Najlepiej kupić oczywiście "Mental Funeral" (1990), który jest kurewsko dobrą płytą. Następne płyty "Acts Of An Unspeakable" i "Shitfun" kupcie tylko wtedy, kiedy "Mental Funeral" podoba wam się baaaaaaardzo mocno, ponieważ są dużo słabsze. Polecam jeszcze MCD "Fiend For Blood", ale dostanie go jako oddzielnej płyty jest bardzo ciężkie.

AVULSED (spa) Dave Rotten, niegdysiejszy szefuncio wytwórni Repulse (obecnie Xtreem) lubi czasem pośpiewać jak Elvis w death/grindowej kapeli Avulsed. Idzie mu świetnie, bo wokal ma straszny a sama muzyka również jest przednia. Czad, polecam. W szczególności koncertowy cover Brujeria "Matando Gueros" to Musica Classica, fajny jest też cover Slayer "Raining Blood", hehe. Rozwala jego jakże techniczne i doskonałe wykonanie w troszke skróconej wersji.

AZARATH (pol) Kosmiczne szybkości, świetny feeling, brutalność jak jasna cholera, czad jak we wczesnym Deicide, brzmienie rozpieprzające, teksty prawie jak Venom - no po prostu polska masakra piłą mechaniczną. Z dwóch płyt nowa jest lepsza, ale wejdźcie w obie. Super się słucha!

BATHORY (swe) Jeżeli istnieje jakikolwiek "metalowiec", który nie zna Bathory to z pewnością jego penis ze wstydu samoistnie się obrzezał a jądra zmieniły się w czerwone gumisie firmy Haribo. Pierwsze sześć płyt tej kapeli znać winien każdy dobry czarnuszek.

BELFEGOR (jpw - jakaś pieprzona wieś) Diabły z Belfegor i ich Lucyferyczny Kochany Ojciec Bułat Okudżawa (czy taym Mariusz Kmiołek, już zek zapomniał) napieprzają doskonały black metal, są jednak w tak głębokiej konspiracji, że udało im się zmylić wszystkich że grają kompletny syf. W tym także i mnie. Gówno jakich mało (choć w Polsce i tak zdeczko za dużo), omijać z daleka.

BELPHEGOR (aus) Jak jesteście na raz fanami Marduk, Deicide i klimatów a'la Ymehpsalp czy Ogafocras to Belphegor zostanie waszą ulubioną kaplą. Potworne szybkości, chamstwo i tytuły w stylu "Necrodaemon Terrorsatan". Rozejżyjcie się za pierwszym wydaniem płytki "The Last Supper" z okropnie wynaturzoną okładką. To je ono!

BESTIAL MOCKERY (swe) War!!! Pain!!! Kill!!! Die!!! Fuck!!! Chainsaw!!! Kill!!! War!!! Fuck!!! Satan!!! Kill!!! Death!!! Fuck!!! Chainsaw!!! itd.

BESTIAL WARLUST (aus) Nasi australijscy bracia już se nie istnieją, ale wciąż machają głowę i bardzo ostro chleją, juhu! Bestial Warlust była to sobie kapela istniejąca na początku i mniej więcej w środku lat 90'tych w Australii, która wypuściła dwa bardzo przyzwoite albumy i poszła się jebać. Całkowicie klasyczna historyjka. Jak ktoś lubi surowy, prymitywny black/death z lekkimi odchyłami w stronę oldskulowego thrasha w typowo australijskim stylu powinien sobie pomyśleć o załatwieniu "Blood & Valor" albo "Vengeance War 'Til Death" czy jakoś tak, bo to dobra muzyka. Może w tym roku się reaktywują.

BLACK SABBATH (eng) Może mi powiesz, że nie znasz?

BLACK WITCHERY (usa) Mógłbym poprzestać na słowach - Corpsegrinder z Cannibal Corpse nosi ich koszulkę, ale jako że żyję tylko po to, żeby pisać stukilobajtowe teksty nie uczynię tego. Każdy blackowiec, który sobie szuka kapeli, przy której muzyce mógłby się ciąć i poświęcać Grishnackhowi zwierzęta parzystokopytne wybierając Black Witchery dokonuje bardzo dobrego wyboru. Brzydki, brudny, szybki i pełen jadu black metal z Ameryki zakotwiczony w tradycjach Profanatica, Havohej, Blasphemy to jest to co tygryski lubią najbardziej. Kupując ich split z kanadyjskim Conqueror pieniędzy w błoto nie wywalisz, o nie!

BLOOD (ger) Dla wszystkich fanów oldskulowego jak corne knieje prawdziwego grind-core'a Blood jest obowiązkiem. Wydali około trzech tysięcy demówek, stu milionów epek i pięćdziesięciu płyt studyjnych, więc kochane robaczki macie w czym wybierać! Dwie płyty są nawet dostępne w Pagan Records. Brać, choćby ze względu na to, że pałker ma ksywę Ventilator (a może to imię?).

BOLT THROWER (eng) Fuckin' hell! Jak się słucha tak zajebistych rzeczy, jakie nagrał Bolt Thrower to się gęba cieszy a sutki ćwierkają jak gówniane łasice u Kinga. Toporny, średnio-wolny death metal z feelingiem i jajami jak kule armatnie. (Basistka Jo ma większe pieprzone jądra niż cała melodyjna Szwecja razem wzięta). Polecam "War Master", czwartą krucjatę, a ludziom o większym samozaparciu (tudzież portfelu) "In Batlle There Is No Law" - wydanie z Vinyl Sollution.

BORGOROTH (najprawdopodobniej Norwegia) Tej kapeli nie słyszałem, ale ludzie powiadają że dobra i że w składzie są jacyś kryminaliści.

BURZUM (nor) A to z kolei jest kapela, którą znać winien każdy furiat, dewiant, perwers i samozwańczy wiking. Varg Vikernes alias Count Grishnackh to był furiat jakich mało, dzięki czemu stał się idolem młodzieży na całym świecie. Muzyka Burzum spodoba się chyba każdemu, kto nie uważa za szczyt ekstremy dokonań Iron Maiden a pana Fallussona (Dickinson jest w moim mniemaniu słowem zbyt wulgarnym) za najbardziej mrocznego i złego wokala na świecie. Najbardziej zarekomenduję wam płyty "Burzum" (dla ludzi, którzy lubią posluchać też troche deatha i thrasha) oraz "Hvis Lyset Tar Oss" (dla wszystkich). Jednak, jeżeli kupicie sobie beztrosko "Daudi Baldr" albo "Hlidskjalf" to muszę was ostrzec - stąpacie po cholernie cienkim ludzie.

CARPATHIAN FOREST (nor) Wszyscy maniacy norweskiego bleka z pewnościa niejednokrotnie wkładką do płyty Carpathian Forest dokonali samogwałtu, ja jednak tego nie uczynię. Do tego celu używam okładek Beach Boys. Surowy, satanistyczny pełen mrocznego, trupiego, ponurego, cornego, zwichrowanego, mizantropijnego, numizmatycznego, sadomasochistycznego, mumifikacyjnego, demistyfikującego, zakonspirowanego, transcendentalnego klimatu blek metal z wpływami frasza. Polecam "Morbid Fascination Of Death", odradzam "Bloodlust & Perversion". Lucyfer lubi tych kolesi i z całą pewnościa zaprasza ich co niedzielę do piekła na kawę, ciasteczka i miętowe cukierki.

CELTIC FROST (swi) Każda osoba, która uważa się za fana starego blacka, starego thrasha i starego deatha Celtic Frost znać winna. Fenomenalny, wolny black/thash od którego psuje się wątroba, wydłużają włosy, jądra twardnieją a na drzewach rosną katany, czy jakoś tak. "Morbid Tales" i "To Mega Therion" są obowiązkiem, "Into The Pandemonium" można sobie odpuścić a płyty takie jak "Vanity / Nemesis" czy "Cold Lake" nie brać nawet jak dopłacają. Niegdyś kult. Zobacz także > HELLHAMMER (a właściwie nie patrz do Hellhammera nie doszedłem).

CRIMSON RELIC (usa) Najbardziej ukochani synowie Celtic Frost!!! Zespół ten wcześniej nazywał się Divine Eve i wypuścił mini album, po zmianie nazwy nagrali doskonały album "Purgatory's Reign" wydany w 1996 roku przez Radiation Records. Jest to kilkadziesiąt minut Celtic Frost ze świetnymi riffami, wokalem przypominającym Dona z Nunslaughter, bębnami wojennymi, akustykami i naprawdę fanomenalnym klimatem. Płytka jest bardzo trudna do zdobycia, ale naprawdę warto jej puszukać - świetny materiał i kult jak corne knieje.

CRYPTOPSY (can) Ulala. Załóżmy, że lubisz sto riffów na kawałek, jak wokalista śpiewa wyraźnie to uwazasz go za ciotę a w twym mniemaniu stopki w perkusji muszą być szybsze niż koniki przewalskiego w galopie (dużo szybsze). Jaką kapelę wybierzesz? Wiem, że Cradle Of Filth, ale jednak podpowiem co wybrać powinieneś - kanadyjskie Cryptopsy, szczególnie pierwszą płytę. Technika muzyków jest wprost olśniewająca, kawałki skomplikowane bardziej niż konstrukcja Necrohydroburburoskopulatora a wokalista powinien dostać karnet na lekcje poprawnej wymowy. Swoją drogą ciekawe jak Lord Worm (bo kolejny wokalsta - Di Salvo i obecny - Lacroix to przy nim cienkie bolki) kupuje w sklepie bułki. Ja sobie nie potrafię wyobrazić tej zapierającej dech w piersiach sceny inaczej niż, miotający się w amoku furiat w sklepie rzuca się po ścianach i bulgocze ue ue ugh iii ueerghh, a pani sklepikarka z anielskim spokojem pakuje mu do siatki bułeczki. Jak zainteresowała was ta kapela to koniecznie sprawcie sobie "Blasphemy Made Flesh", czego z pewnością żałować nie będziecie.

CONQUEROR (can) Satan, death and all that is evil! Przesłuchując płytę "War Cult Supremency", kochaneczku dowiesz się, czemu swego czasu dwóch zakopiańskich metalowców nazywało fajki warkultami (Zły, kocham cię!). Mówiąc inaczej, jeżeli na dzwięk słowa "Blasphemy" twardnieją ci sutki, to na dźwięk słowa "Conqueror" stwardnieją ci nawet uszy. Kanadyjscy metalowi skinheadzi napieprzający pod Blasphemy, czy to nie brzmi pięknie?

DARK ANGEL (usa) Kultowy, slayerowaty thrash/death z końca lat osiemdziesiątych, w składzie którego był bardzo miły pan Gene Hoglan. Wydali płyty, które są juz kanonem gatunku. Czy taki samutny ludek jak ja musi o tym wspominać. Nie chce mi się, nic mi się nie chce, idę do domu.

DARKTHRONE (nor) Naprawdę muszę? Przeca to wszyscy wiemy, że Darkthrone znać trzeba. Każda płyta Darkthrone jest warta kupna, albo chociaż przesłuchania. Za najlepszą uchodzi "A Blaze In The Northern Sky", co muszę potwierdzić, ponieważ jak by nie patrzeć ma najlepszy klimat i owiewa ją najcorniejszy kult, ale musze też rzec, że żadną płytą Darkthrone nie można się rozczarować. Jak nie lubisz death metalu, to odradzam "Soulside Journey" i "Goatlord", ale jeżeli przepadasz za szwedzką odmianą defa, to naprawdę polecam tą pierwszą. Jak dla mnie to jest równie dobra co jedynka Entombed, a może nawet lepsza.

DEADHEAD (hol) Techniczny thrash/death z Holandii, niezłe kawałki, wściekły wokalista a ponadto Slayer, Slayer, Slayer. Czego chcieć więcej? Jak lubicie Slayera, to powinniście sobie kupić płytę "Come to Salem", zawierającą demka i inne niepublikowane kawałki Deadhead, ponieważ naprawdę wyśmienity to materiał. Jak lubicie ponadto jak po przesłuchaniu płyty nasuwają się myśli typu 'co za idiota to wyprodukował?", a na dodatek macie furę kasy i dużo determinacji to możecie poszukać debiutu Deadhead "The Feast Begins At Dawn". W sumie to jak znaleźlibyście gdzieś "Dream Deceiver" to też kupujcie, ale przed kupnem "Kill Division" zastanówcie się chwilkę. To chyba by było na tyle.

DEAD INFECTION (pol) Jezeli jesteś Polakiem, a nie podejżewam, żeby KM czytali Finowie, Czeczeni lub Uzbecy, Dead Infection znać powinieneś, bo to obok Imperator najbardziej kultowa, polska kapela. Wyśmienity grind core w totalnie oldskulowym stylu - krew, trupy, flanelowe koszule, brudne brzmienie - wszystko jest jak trza! Szczególnie polecam wydane przez Mad Lion wznowienie płyty "Surgical Dismembowelment" poszerzone o epke "Poppy - Seed Cake". Pierwszy materiał dla świetnej muzyki, a drugi dla najbardziej kultowego outro jakie dane mi było usłyszeć. Jest prawdziwie morbostyczne.

DEATH (usa) Tu będzie krótka piłka - jak macie okazjie kupić pierwsze wydania płyt "Scream Bloody Gore" i "Leprosy" - kupujcie w ciemno, jak macie okazje kupić jakiegoś bootlega z ich demami to kupujcie, ale tylko jeśli naprawdę lubicie pierwsze dwie płyty studyjne, reszte płyt tej kapeli można sobie z czystym sumieniem odpuścić (ewentualnie jeszcze "Human" można przesłuchać dwa albo trzy razy). Mam co prawda mała awersję do tej kapeli, a w szczególności do pana "Mam zawsze tej samej długości włosy" - jej lidera, ale obiektywnie przyznaję, że pierwsze dwie płyty Death to absolutna klasyka. A ile jest radochy z szukania pierwszych wydań (sam mam narazie tylko "Leprosy", ale "Scream Bloody Gore" mam już na oku)

DEEDS OF FLESH (usa) Techniczny. Brutalny. Solidny. Amerykański Death Metal. Bzzt. (Zespół bardzo równy i zawsze solidny, bez jakiś wiekszych wzlotów, ale nie schodzący poniżej pewnego poziomu, który jest dość wysoki. Wszystkie płyty fajne, ale polecam w szczególności ich pierwsze MCD - "Gradually Melted", wydane przez Wild Rags. Takie płyty cieszą na półce!)

DEICIDE (usa) Benton, ten diabeł rogaty oraz spółka wydali niegdyś dwie naprawde fenomenalne płyty. "Deicide" i "Legion" to teraz kult jak z Antałówki na Butorowy Wierch!

DERANGED (swe) Tych można posłuchać, żeby się przekonać, że Szwedzi jak chcą, to mogą nie brzmieć szwedzko. Taki sobie death/grind bardziej dobry niż zły, ale nie żadna rewelka. Mają fajny cover Stonesów - "Paint It Black", który jednak nie zachwyci statystycznego fana Micka Jaggera.

DESASTER (ger) Najlepszy niemiecki zespół lat dziewięćdziesiątych. Doskonały black/thrash/death z fajnym klimatem i ortodoksyjnym nastawieniem muzyków do grania. Każda płytka tego zespołu to naprawdę świetny ochłap oldskula. Pierwsza płytka "A Touch Of Medieval Darkness" jest troszke inna od następnych, ale nawet ona jest świetna. Desaster to jeden z tych zespołów, które nie wazne co nagrają to wiadomo, ze zrobią to świetne. Wchodzi bez popitki.

DESTRÖYER 666 (aul) War metal, hehe. KK Warslut i koledzy od kiedy istnieją napieprzają prymitywną, chamską młóckę, idealną do grupowego popijania piwa i machania głowa. Typowo australijska szkoła grania - kawałki sa brzydkie i ohydne ale zarazam hiciarskie i idealne na koncerty. Poza tym kult gwoździ, fucki, długie sztuki, ekstremalne koszulki. Wszystko na temat. Fuck yeah!

DEVASTATION (usa) Bardzo potężny death/thrash z naprawdę fenomenalnym brzmieniem. Kady thrasher powinien znać "Idolatry", choćby reedycję z Century Media. Coś pośredniego między Slayer a Malevolent Creation, świetnie napisane i odegrane piosenki, ale zdecydowanie najwazniejsze jest brzmienie. Kruszy kości! Bardzo polecam bo fajna to kapelka.

DISHARMONIC ORCHESTRA (aus) Coś dla schizów, otwartych umysłów, kolekcjonerów i miłośników kapusty polanej lodami poziomkowymi. Od razu was ostrzegam, z czterech płyt dwie pierwsze da się słuchać a kolejne dwie to gówno większe niż St. Anger. Ta Austriacka załoga grała oldskulowy grind core w klimatach Carcass, ale dodawała do niego setki tysięcy róznorakich bajerków i udziwniaczy, a w jednym kawałku nawet rapują w stylu wybitnie murzyńskim. Doceniam ich oryginalność i inteligencję tej muzyki, ale muszę stwierdzić, że przynajmniej mi nie słucha się tego najlepiej.

DODHEIMSGARD (nor) Swego czasu był to jeden z fajniejszych norweskich zespołów napieprzających na modłę Mayhem, Darkthrone, Immortal, Gorgoroth teraz grają muzykę przypominającą dzwonki w komórkach albo stukanie napletkiem po klawiaturze. Warto sie rozglądnąć za dwójeczka, czyli "Monumental Possession", bo to naprawdę dobry, klasyczny black metal bez ozdobników z naprawdę diabolicznym klimatem.

EMPEROR (nor) "Wrath Of The Tyrant", "Emperor" MCD i "In The Nightside Eclipse" powinny zdobić półkę każdego fana black metalu ponieważ nie można o nich się wyrażać inaczej niż o absolutnej klasyce gatunku. Świetny, klimatyczny, mroczny - taki właśnie był Emperor na poczatku działalności. Potem zmienili bębniarza a ich muzyka przeszła nieładną metamorfozę. Zaczęli grać nowoczesny black z klinicznym brzmieniem, tratatatata na kartonowej perkusji i ciągłymi klawiszami. Nic dziwnego, że Samoth uciekł do Zyklon.

ENTOMBED (swe) Klasyka szwedzkiego death metalu. "Left Hand Path" i "Clandestine" dla Szwecji to mniej więcej coś podobnego jak "Altars Of Madness" i "Blessed Are The Sick" dla USA. Co prawda bałbym się kupić którąś z kolejnych płyt Szwedów, ale te dwie to absolutny mus. Niskie gitary, wrzaskliwy wokal, charakterystyczna perkusja i brzmienie z Sunlight. Warto poszukać!

EXUMER (ger) Wiem o dwóch płytach tych brzydkich thrashersów i obie rządzą. "Possessed by fire" i "Rise from the sea" to absolutna klasyka brutalnego, prawdziwego thrasha z wokalami a'la Araya. Jedyne co w tej chwili możecie znaleźć to obie płyty na jednym dysku wydane, o ile dobzrea pamiętam, przez brazylijską rock machine a i to tylko przy pomyślnych wiatrach i wygórowaną cenę.

FOREST OF IMPALED (usa) Dobry zespół w składzie którego być raczą Polacy z Chicago. Miła dla ucha mieszanka black i death z lekkim klawiszem. Diaboliczny klimat i ogólnie fajna sprawa. Wyśmienitą płytkę "Demonvoid" znajdziecie prawie bez żadnego problemu.

Oczywiście miałem zamysł, że dojdę do Z ale jako że mi się nie chcę a nabazgrałem juz ponad 20kb i szkoda mi kasować tekst postanowiłem, że wyślę taki tekst i obiecam, że dopiszę resztę. Czego pewnie jak zwykle nie zrobię. sheepdog