Opeth
"Morningrise"
Była to moja pierwsza płytka geniuszy ze Szwecji. Takiego arcydzieła nie miałem zbytnio ochoty recenzować, ale po tym, co HEX zrobił, wzięła mnie nie tylko ochota, ale i chętka na zostanie współpracownikiem KM'u. Niech bogowie (nieważne jacy... THERE IS NO GOD... but something has to be?) mi pomogą w tym szczytnym celu. W każdym bądź razie, wpierw sprawy techniczne. Mornigrise został nagrany w roku 1996, lecz ja mam reedycję z 2000 i tym samym bonusowy utwór Eternal Soul Torture. No dobra, przejdźmy już do recenzji właściwej.
Mornigrise jest według mnie najlepszą płytą Opeth. Tak, na serio tak uważam. Mimo, iż dopiero drugi w dyskografi Szwedów, ale naprawdę genialny. Kupić go można choćby dla wokalisty (i gitarzystę i założyciela zarazem), IMHO najlepszego metalowego i nie tylko, Michaela Akerfeldta. Growluje wspaniale (wolę jego growl na tej płycie niż późniejszych, na których robił to już basowo, deathowo), a co tu dopiero mówić o jego czystym głosie, którego używa często gęsto! Dodatkowo jest wspaniałym gitarzystą, jego partie akustyczne naprawdę robią wrażenie (choćby To bid you farewell).
Utwory trwają średnio około 13 minut i jest ich 5 (+plus bonusowy Eternal Soul Torture który trwa 8 i pół minuty). Najkrótszy
to Nectar (10) a najdłuższy Black Rose Immortal (20!). Mornigrise ma charakterystyczne brzmienie: ciekawie brzmiące, dość brudne gitary i dobrze słyszalny bas, perkusista natomiast męczyć się nie musi - perkusja prawie zawsze jest wolna. Wszystkie utwory robią wielkie wrażenie. Naprawdę, tego nie da sie opisać, dla spróbowania polecam, najlepszy według mnie, utwór Advent. Wspaniałe melodie, wokal (po prostu świetny jest fragment utworu Nectar, wypowiedziane growlem i z wielkimi emocjami słowa "I swear... I will always love you..."), partie na akustyku, poetyckie wręcz teksty i nie powiem, całkiem fajny (acz okropnej jakości... no cóż, próbna sesja nagraniowa muzyków z 1992 roku) bonusowy Eternal Soul Torture.
Podsumowując, album obowiązkowy nie tylko dla fanów Opeth (początkującym polecam zacząć ich przygodę z genialnymi Szwedami od właśnie Mornignrise) ale i fanów po prostu dobrej muzyki... nie tylko blacku czy deathu.
Ocena: 10/10 + znaczek jakości