Judas Priest - "Demolition"


 Czy ta recenzja w jakiś sposób może być obiektywna? Przecież ten zespół jest jednym z moich ulubionych, a wszystko co zrobi Tipton i spółka z góry jest skazane na moją akceptację. Ale mimo to chyba dokończę tę recenzję... I tak jak "Jugulatora" potrafiłem przełknąć, jego prymitywną jak na Judas Priest atmosferę i tego młodzieniaszka z mikrofonem w ręku, ale "Demolition" - tego przełknąć się nie da, ja prostu nie mogę. Ha, to samo wchodzi z największą przyjemnością! Bez żadnych wspomagaczy w stylu "A teraz posłucham szybko nowej płyty JP, zamknę oczy, a kiedy skończę odreaguję przy czymś starszym". Bez takich mi tutaj! "Demolition" zaczął żyć własnym życiem i nikt tutaj nie bezie porównywał go do np. "British Steel", bo po prostu nie sensu. 

 Trzeba wiedzieć ta cała rewolucja z powrotem na scenę Priest z nowym wokalistą odbiła się głównie na muzyce "Jugulator". Na "Demolition" tak się tego nie zauważa. Kompozycje są tworzone z większym luzem, są zróżnicowane, mamy nawet dwie przednie ballady! Tak, tak - ta płyta to już prawdziwa rewelacja. Od pierwszych dźwięków wiadomo, że czeka słuchacza tornado. "Machine Man" zaczyna się tajemniczymi odgłosami - potem tylko brutalna perkusja ustępująca z czasem gitarze. Pierwszy utwór zapewnia nas o tym, że odcinamy się od pieprzonych korzeni i prujemy przed siebie naładowani thrash metalową energią. Na pozostałych dwunastu kompozycjach jest równiez bardzo ciekawie. Brzmienie jest trochę brudnawe, cały czas ostro pracuje perkusja, mamy odrobinę elektroniki, która mimo iż w muzyce JP egzaminu ogólnie nie zdaje (np. "Turbo"), to w tym wypadku jest jej niewiele i naprawdę nie ma potrzeby załamywać rąk. Priest brzmi zupełnie nowocześnie - taki heavy metal chciałbym widzieć w XXI w. Mocne, agresywne klimaty przeplatane subtelnieszymi dźwiękami ballad "Close To You" i "Lost And Found". Całość ogólnie stoi na bardzo wysokim poziomie, lecz są pewne wady, które trochę kaleczą odbiór tej muzyki. Mianowicie rzuca się w oczy od razu brzmienie, jak wspomniałem jest ono "przybrudzone" - gitary są trochę niewyraźne, nad wyraz ciężkie i nijak owo brzmienie ma się do poprzednich albumów, np. "Painkillera", na którym mieliśmy do czynienia z prawdziwą klarownością dźwięków. Jednak brzmienie to element, który akurat dobrze się sprawdza w wypadku całości - wtedy to brzmi ciężko i trochę mrocznie. Drugą sprawą jest długość. Siedemdziesiąt minut niektórych może znużyć. W końcu kultowe dzieła JP miały ok. 40 min. długości. W przypadku "Demolition" jest także mamy aż 13 kompozycji (co w dzisiejszych czasach powoli staje się standardem), niektóre dobijają do ponad 6 minut, co jednak nie świadczy o tym, że utwór może być nudny, etc. A mimo to jednym z moich faworytów na płycie jest trwający niewiele ponad 3 minuty "Jekyll And Hyde" - bardzo melodyjny, jednocześnie agresywny kawałek, w którym wokalista Owens pokazuje, że z powodzeniem mógłby dawać gardło w zespole death metalowym. Nie żeby od razu cały refren wyśpiewany growlingiem, ale jego porykiwania na miarę jakiegoś deathowego bandu na tle przyspieszającej perkusji robią wrażenie i sprawiają, że nie sposób usiedzieć na miejscu. 

 Porównując z wcześniejszymi dokonaniami Judas Priest... Nie po prostu się nie da! To jest naprawdę całkiem inny wymiar heavy metalu. Trudno jest zestawić np. stary dobry "Electric Eye" z kawałkiem "Devil Digger" z "Demolition", który przede wszystkim charakteryzuje się niemelodyjnym refrenem. Ot, jakby Tipton chciał się odciąć od starych brzmień. Mimo to jednak nie braknie melodii, solówek, a wszystkie kompozycje mają w sobie potężnego kopa. Jest to płyta Judas Priest, więc musi być świetna! 

Ocena: 9/10.


© PhantoM <phantom777@o2.pl>

Copyright by © PhantoM 2004