In The Woods - "Strange In Stereo"
Jakie słowa mogą ukazać
choć częściowo obraz tego, co zawarte jest na tym albumie? Niech ktoś mądrzejszy
ode mnie zastanowi się nad tym, ja ich nie znam... Ten dziwny obraz pięknego
pomieszczenia, wyścielonego czerwonymi kurtynami, pełnego jakichś rekwizytów,
których przeznaczenia nie znam. Nie jest to miejsce mroczne, ciemne, raczej
tajemnicze, pociągające! Widzę kilka postaci, w czerwonych szatach tańczących
w rytm bliżej nie znanej mi muzyki... Mają maski, białe maski skrywające ich
twarze, tak, że nie mogę zobaczyć nawet skrawka ich oczu. Ci ludzie tańczą
tak pięknie, że nogi aż same się rwą, aby do nich dołączyć, jednakże
nagły ruch kurtyny ostrzega, by tego nie robić... Nagły powiew wiatru,
uczucie chłodu.
Zgasły światła, sala stała się strasznie ciemna i
dziwnie opustoszała. Po tancerzach nie było nawet śladu. Czerwień została
zastąpiona przez dziwny odcień czerni, taki, przez który było coś widać,
taki, który nie był doszczętnie posępny... Chociaż... może moje oczy wtedy
zbłądziły? Tak, wydaje mi się, że zbyt przejęty byłem pięknem
poprzedniej wizji i nie potrafiłem poczuć powagi tej nowej. Ta czerń,
mrok.... Tajemnica, której nigdy nie powinienem dotknąć. Ciemności, uczucie beznadziei,
melancholii prowadzącej ku innym światom, ku innym stopniom świadomości...?
Tak! Teraz sobie przypomniałem! To był teatr! Teraz pamiętam to miejsce,
miejsce pełne piękna, tajemnicze i enigmatyczne, tak skromnie urządzone, lecz
tak pociągające! To był teatr...
Nie zauważyłem jednakże siedzącego w kącie błazna, który
na kolanach trzymał gitarę. Akordy powoli wypływające z niej unosiły się
po całej sali wprawiając mnie w dziwny trans. Każda nuta wyrażała jakieś
emocje, w każdej dało wyczuć się jakiś powiew tych pięknych uczuć, jakimi
ów twórca obdarzał swą muzykę. Była to na początku spokojna ballada, o
ile dobrze pamiętam, choć niektóre dźwięki bazowały na znacznie cięższych
podstawach, on wczuwał się całkowicie w to, co grał a jego czerwony strój
zdawał się wraz ze zmianą nastroju blaknąć i jaśnieć... W końcu jednak
zdałem sobie sprawę, że on gra to, co ja chcę usłyszeć! Każdy ruch jego dłoni
wcześniej malował mi się w wyobraźni, i wiedziałem jaka nuta zostanie
zagrana za chwilę, spełniły się moje marzenia, by odnaleźć w muzyce całkowitą
wolność tak twórczą, jak i kompozytorską. Nie mam na myśli - w żadnym
wypadku! - że to, co mój towarzysz grał było przewidywalne, gdyż w żadnym
wypadku nie było, on grał po prostu to, co ja chciałem usłyszeć!
Wkrótce jednak i on odszedł. Na jego miejscu znalazła się
kobieta, ubrana stosunkowo skromnie. Miała na sobie jedynie czerwone spodnie
oraz tego samego koloru stanik. Stała nieopodal mnie bez butów i poprawiała
zasłony, przy tym paliła papierosa, z którego spadający popiół zdawał się
znikać w locie, tak, że nie brudził wijących się po ziemi kurtyn. Miała długie
blond włosy i zmierzała ku scenie, sprawdzając jednakże, czy wszystko jest ułożone
w najlepszym porządku. W międzyczasie zaczęła śpiewać...Były to niestety
próby śpiewu, jak dla mnie nie do zniesienia! Jęczała, próbowała śpiewać
czysto, przygotowywała swój głos do prawdziwej sztuki, jaka miała się
odegrać na tej scenie. Wszystko może i pięknie by wypadło, jednakże nie
zostałem w teatrze do końca. Wiem jednak, że jej głos niezbyt pasował do
sztuki, jaką aktorzy mieli zamiar grać tej nocy. Co ciekawe, została zagłuszona
po chwili przez mężczyznę, który wszedł do pomieszczenia, w którym stałem
i bezradnie temu wszystkiemu się przyglądałem, zupełnie nie wiem jak, gdyż
nie było tu żadnych drzwi... On zaczął także śpiewać i muszę przyznać,
że wyszło mu to o wiele lepiej niż damie, która poprawiała zasłony. Widać,
że miał już w tym jakieś praktyki, ona jednakże nie kontrolowała swojego głosu,
który miał naprawdę imponującą skalę! Wahała się pomiędzy wieloma
tonami w swych wokalizach, lecz mimo tego, nie przekonała mnie do siebie.
Wtem znów wszystko stało się jasne. Kurtyny ponownie zabłysnęły
czerwienią a tancerze w maskach wrócili i tańczyli bardziej żywiołowo. Byłem
niezwykle zainspirowany tym wszystkim, tak, że zapisuję to teraz i oddaję to
w wasze ręce!
...I wtedy skończyła się płyta