Helloween - "Walls Of Jericho"
Co dziś można powiedzieć o debiutanckim albumie Helloween? Z pewnością, iż jest "kamieniem milowym" w muzyce heavy metalowej, albumem, bez którego prawdopodobnie power metal nie wyglądałby tak jak wygląda. Bo która grupa w tym czasie syntezowała w swojej muzyce zarówno piekielnie szybkie gitary oparte na niewolnym rytmie, ponadto moc i energię właściwą thrash metalowi oraz dużą dawkę melodii - a wszystko to razem spójnie podane, ozdobione talentem i
wirtuozerią muzyków. Gdzież znaleźć to wszystko razem jak nie na "Walls Of
Jericho"?
Faktem jest, że dziś wiele kapel power metalowych stara się nawiązać do chlubnych tradycji prekursorów tego gatunku - Helloween, ale żadnej z nich nie da się uchwycić tego ducha. "Jedynka" tej niemieckiej kapeli to krążek znakomity - miażdżący swoją energią i bezkompromisowością. Nieograniczeni żadnymi wytycznymi muzycy Helloween, co da się zauważyć podczas słuchania albumu, dają z siebie wszystko - żaden to banał; aby tak wymiatać jak na "Walls Of Jericho" trzeba naprawdę mieć jaja i to włochate. Podniosłe intro w postaci symfonii trąb jerychońskich jeszcze nie zwiastuje nam burzy, która nadciąga, ale już następny utwór "Ride The Sky" to
prawdziwa nawałnica dźwięków. Oto jak powinno się grać prawdziwy speed metal. Niesamowicie chwytliwa melodia, do tego szybkie gitary i cały czas solidnie pracująca perkusja. Pokłony jednak należy składać, gdy przychodzi czas na pojedynek na sola gitarowe Hansena i Weikatha. Powiem krótko - to jest cholera
mistrzostwo świata! Jestem za takim graniem - szybkie melodyjne zagrywki Kaia Hansena i Weikiego to mocna strona "Walls Of Jericho". Panowie wyciskają z gitar siódme poty - aby lepiej, aby szybciej, aby tylko udowodnić kto tu rządzi. Duet gitarowy Weikath-Hansen wyrabia tutaj takie rzeczy, o których nie śni się Wam po nocach, o ile nie słuchaliście tej płyty. Krótko mówiąc - heavy metal za najlepszych czasów!
Ta "melodyjna rzeźnia", jak wypadałoby nazwać produkcję Helloween, zwalnia trochę przy ostatnim utworze "How Many Tears", który zaczyna się jak normalny speed metalowy huragan, jednak potem zamienia się w przepiękną balladę. Co ja mogę napisać o tym cudownym utworze - marzenie! To piękna,
chwytająca za serce kompozycja, która zagnieździła się na stałe wśród klasyków "Dyń", grana po dziś dzień na koncertach. "How Many Tears" to arcydzieło - wystarczy posłuchać, dla takich kawałków warto być fanem heavy metalu.
Ech... Świetne to były czasu dla miłośników ciężkiego grania. "Walls Of Jericho" polecam wszystkim, którzy lubują się w szybkiej, melodyjnej muzyce, z której aż promieniuje przesyt w postaci genialnych zagrań gitarowych. Zero elektroniki, czysta energia...
Ocena: 9/10.
© PhantoM <phantom777@o2.pl>
Copyright by © PhantoM 2004